To techniczne pytania, które powinny paść na końcu debaty o sens i formułę obchodów zwycięstwa "Solidarności". Prawdziwą istotą problemu nie jest artystyczny poziom widowiska okolicznościowego na terenach byłej Stoczni Gdańskiej, a marginalizowanie wymiaru politycznego "Solidarności".
"Solidarność" była ruchem politycznym, rewolucją, która dzięki masowej sile rażenia doprowadziła do zmian systemowych. "Solidarność" napędzały postulaty ekonomiczne, ambicje polityczne, dążenie do przywrócenia godności milionom Polek i Polaków. W Sierpniu ´80 wypracowano - w duchu demokratycznych rozmów - 21 postulatów. W jakim wymiarze zrealizowano je po 30 latach? To jest kluczowe pytanie, związane z kolejnymi rocznicami Sierpnia '80. Powinniśmy gorąco spierać się nie tylko o historię i pamięć, ale przede wszystkim o obecny wymiar ideałów "Solidarności", o realne problemy społeczne i ekonomiczne dzisiejszych Polaków.
Tymczasem obecna dyskusja o "Solidarności" została sprowadzona głównie do przypominania mitu heroicznych bohaterów Sierpnia. O wymiar symboliczny dba Europejskie Centrum Solidarności - instytucja kultury powołana pięć lat temu. Jej głównym zadaniem jest troska o dziedzictwo "Solidarności", a spektakularnym działaniem coroczny okolicznościowy koncert 31 sierpnia. Lepszy bądź gorszy, w tym roku - moim zdaniem - bardzo niespójny, bez dramaturgicznego klucza, z niewykorzystanym potencjałem zaproszonych za grube miliony artystek i artystów.
Dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności, dominikanin Maciej Zięba, podkreśla w publicznych wypowiedziach, że jego instytucja dba jedynie o wymiar artystyczny kolejnych rocznic Sierpnia, a sfera polityczna należy do polityków. Taki pogląd zyskuje szeroką akceptację społeczną, także w mediach głównego nurtu (m.in. Maciej Sandecki na łamach "Gazety Wyborczej Trójmiasto" postuluje, by problemem niespełnionych Postulatów Sierpnia zajmowali się politycy). A my - obywatele - możemy się ewentualnie zastanowić, jakie gwiazdy zaprosić na koncert do Gdańska i jak aktywniej włączyć lokalnych artystów.
To błędne myślenie. Dlaczego wykluczamy z debaty publicznej krytyczny namysł nad pytaniem o spełnienie Postulatów Sierpnia? Dlaczego rozmywamy realne problemy polityczno - ekonomiczne dzisiejszych Polek i Polaków w miałkich sporach o artystyczny poziom lepszej bądź gorszej akademii ku czci?
Co zrobić, by przeciąć to błędne koło? Myślę, że trzeba przywrócić obchodom "Solidarności" wymiar mitu założycielskiego, czyli masowego ruchu świadomych obywateli, którzy upomnieli się o godną płacę, wolność słowa, prawo do społecznej kontroli władzy. Dzisiaj nie potrzebujemy już heroicznych czynów, Solidarności przez wielkie "S". Dzisiaj potrzebujemy małej solidarności, mobilizacji milionów Polek i Polaków w codziennej wspólnej pracy na rzecz własnego otoczenia. Powinniśmy domagać się realnych instrumentów (prawnych i finansowych), umożliwiających włączanie obywateli do współdecydowania o sprawach publicznych.
W Gdańsku potrzebujemy także refleksji nad rolą Europejskiego Centrum Solidarności, kontroli społecznej nad zarządzaniem tej najbogatszej w Trójmieście instytucji kultury, wpływu różnorodnych środowisk obywatelskich i kulturotwórczych na jej program i metody zarządzania. Pomysł na jednorazowe widowisko artystyczne jest niewystarczający, tu nie chodzi przecież o igrzyska, a o rzeczywisty namysł nad demokratyzacją procesów decyzyjnych, włączeniem obywateli do współdecydowania o budżecie, inwestycjach, kulturze, edukacji. W tym także o kształcie przyszłorocznych obchodów Sierpnia.
Jak uczcić przyszłoroczną rocznice"Solidarności" w Gdańsku? Warto spojrzeć na sąsiedni Sopot, którego radni, władze i mieszkańcy zdecydowali się na odważny eksperyment obywatelski: 1 lipca 2011 r. Polska obejmuje prezydencję w Unii Europejskiej, a Sopot będzie gospodarzem kilku kluczowych szczytów unijnych. Włodarze Sopotu mogliby, wzorem Europejskiego Centrum Solidarności - postawić na jeden spektakularny koncert. Tymczasem Sopot, we współpracy z partnerami ministerialnymi w Warszawie, zdecydował się włączyć trójmiejskie instytucje, organizacje pozarządowe, inicjatywy społeczne w obszarze kultury, ekologii, nowych technologii, architektury itp. do opracowania programu sopockiej prezydencji 2011. Kluczem jest partnerstwo, mała solidarność, różnorodność, mobilizacja mieszkańców.
Proponuję, by przyszłoroczne Obchody Sierpnia połączyć z prezydencją Polski 2011. Wszystkie działania polskiej (i trójmiejskiej) dyplomacji, wydarzenia polityczne, biznesowe i kulturalne powinny się odbywać pod hasłem "małej solidarności obywateli". Prezydencja Polski 2011 będzie kolejną szansą, którą albo znowu rozmyjemy w widowiskach i personalnych sporach o mit bohaterów "Solidarności", albo wykorzystamy do wspólnego działania, budowania codziennej solidarności. Myślę tu o więzach międzysąsiedzkich, oddolnych działaniach dzielnicowych, także artystycznych wydarzeniach o skali lokalnej, krajowej czy międzynarodowej.
Jak zacząć? Natychmiast - od zgromadzenia chętnych do działania na rzecz uspołecznienia obchodów Sierpnia i prezydencji EU. Wystarczy kilka spotkań w Trójmieście, burza mózgów, konkretne środki, transparentne procedury ich podziału i zarządzania. Dlaczego znowu wyłącznie urzędnicy (także w instytucjach kultury) mają decydować, jak mamy świętować zwycięstwo "Solidarności"?
My, w społecznym ruchu we Wrzeszczu mamy odpowiednią wiedzę, potencjał i pasję, jesteśmy gotowi do działań. Wystarczy nam tylko zaufać. "Solidarność" Sierpnia '80 to był wielki eksperyment społeczny i polityczny. Czas na podobny ruch dzisiaj, czas na małą solidarność.
Lidia Makowska, Kultura Miejska, Inicjatywa mieszkańców wrzeszcz.info.pl