Maciej Sandecki: Podoba się panu zwycięska praca konkursu na projekt Muzeum II wojny światowej?
Dr Jacek Friedrich: Podoba mi się, nawet bardzo. Ma dużo zalet. Nie zdążyłem zobaczyć wszystkich prac konkursowych, ale te które widziałem, w porównaniu ze zwycięską miały dwie podstawowe wady. Po pierwsze, to w większości gigantyczne, przytłaczające grzmoty, które wrzucone w obszar starego Gdańska kompletnie do niego nie pasowały. Przypominały bunkry, multikina lub galerie handlowe. Architektom Studiu Kwadrat udało się tego uniknąć, bo główną część muzealną schowali pod ziemią. Na powierzchni pozostawili jedynie niewielką, w porównaniu z innymi koncepcjami, dominantę, która współgra z otoczeniem. Zauważmy, że ta wieża o trójkątnych bokach z oddali lub z góry przypomina gdańskie kamienice o spadzistych dachach. Także czerwona, ceglana barwa betonu będzie komponowała się z okolicą. Druga moim zdaniem wada przegranych prac, to zbyt nachalna, wręcz grafomańska symbolika.
Zwycięski projekt też jest bardzo symboliczny. Ta wieża przypomina lufę działa, chylący się ku upadkowi dom lub komin krematorium. Ukrycie muzeum pod ziemią też jest symboliczne. To schodzenie w piekło wojny.
- Zgadza się. Ale w porównaniu z innymi pracami ta symbolika jest bardzo subtelna. Odnoszę wrażenie, że przez to iż w jury zasiadał Daniel Libeskind, gwiazda światowej architektury, znany z takiego literackiego podejścia, architekci uczestniczący w konkursie poszli właśnie w taką symboliczną architekturę. Wielu się to nie udało. Zastosowali prosty schemat - skoro muzeum wojny, to niech przypomina bunkier, zasieki, czołg, łódź podwodną, zrujnowane miasto. To było zbyt dosłowne, oczywiste. Architektura to nie artystyczna instalacja, tylko coś co tworzymy na dziesięciolecia. Czy jeśli będziemy budować muzeum natury, to ma ono mieć kształt królika czy dinozaura? Na tym tle rzeczywiście zwycięska praca bardzo się wyróżniała.
Wiele osób uważa, że budowa muzeum pod ziemią znacznie zwiększy koszty całej inwestycji. Czy od strony funkcjonalnej to rzeczywiście dobry pomysł?
- Koszty mogą być nieco większe, bo dochodzi problem wód gruntowych. Myślę jednak, że skoro tworzymy obiekt o randze międzynarodowej, do tego ciekawy architektonicznie, to warto wydać trochę więcej. To się w przyszłości zwróci. Od strony funkcjonalnej nie widzę problemu. Dzisiaj większość muzeów na świecie nie korzysta ze słonecznego światła, a sztucznego. Nie ma więc znaczenia, czy zwiedzający poruszają się nad czy pod ziemią.
Autorzy zwycięskiej pracy podkreślali, że ich projekt koresponduje z innymi obiektami w okolicy - Bazyliką Mariacką i stoczniowymi dźwigami.
- I tak jest. Ta dominująca wieża pochyla się pod podobnym kątem, jak stoczniowe żurawie, które będą widoczne w jej tle. To ewidentna gra, ale też nie nachalna, dosłowna. W drugą stronę dominanta składa jakby ukłon Kościołowi Mariackiemu i poprzez oszklone zakończenie otwiera się na stare miasto, prowadzi z nim swoisty dialog. Zwiedzający, którzy przejdą przez podziemne piekło wojny i wyjdą na szczyt, zobaczą Bazylikę, serce Gdańska. Będą wiedzieć, gdzie wojna się zaczęła i jak miasto wygląda teraz. Warto dodać, choć nie wiem czy to było zamierzone, że ten projekt koresponduje również z projektem Europejskiego Centrum Solidarności. Oba obiekty będą miały podobną, czerwoną barwę oraz pochyłe ściany. Praca Studia Kwadrat jest bardzo przemyślana i chyba najlepsza z biorących udział w konkursie.