Marsz rozpoczął się przy molo w Sopocie, a skończył przy słynnym już wejściu nr 63 w Gdańsku Jelitkowie. To właśnie tędy 17 lipca o 4.12 Iwona Wieczorek wracała do domu i została nagrana na miejski monitoring. Jest to ostatni ślad po 19-latce.
Na czele pochodu szła mama i ojczym Iwony oraz najbliżsi przyjaciele. Wszyscy ciągle jeszcze mają nadzieję na odnalezienie dziewczyny żywej. Większość protestujących ubrana była w białe koszulki ze znakiem zapytania. Zostały one przygotowane przez organizatorów marszu.
Bez żadnych rezultatów zakończyły się wcześniejsze przeszukiwania okolicznych terenów parkowo-leśnych. Na nic zdały się też przesłuchania znajomych Iwony. Do policji zgłosili się już prawie wszyscy, którzy tak jak Iwona w okolicy godz. 4 nagrał monitoring. Od kilku dni przez media poszukiwała ich prokuratura. Ich przesłuchania nie wniosły nic do sprawy, większość z nich po prostu nic nie pamiętała, ani nie kojarzyła Iwony.
W sobotnim marszu uczestniczył prezydent Sopotu Jacek Karnowski. W rozmowie z mamą Iwony był krytyczny wobec policji, która jego zdaniem w pierwszych dniach po zaginięciu dziewczyny działała opieszale. - W tej sprawie należało zrobić więcej i szybciej - mówi Karnowski. - Tymczasem policja obudziła się dopiero, gdy o zaginięciu Iwony zaczęły mówić media. Nie wiem czy ten stracony czas można jeszcze odrobić.
Mimo, że dziewczyna zaginęła w Gdańsku, a nie jak się początkowo wydawało w Sopocie, Karnowski nadal oferuje nagrodę w wysokości 20 tys. zł. za pomoc w wyjaśnieniu losów dziewczyny. W sobotę zadeklarował też rodzicom Iwony, że mogą zwracać się do niego z każdym problemem.
Zaraz po marszu część osób, głównie młodych poszła wraz z detektywem Krzysztofem Rutkowskim przeszukiwać lasy oliwskie w okolicach ulicy Spacerowej. - Mam sygnał, że dziewczyna gdzieś tam jest - mówi Rutkowski. - I nie jest to informacja od jasnowidza.
Jednak i te poszukiwania zakończyły się fiaskiem.