Poszukiwania Iwony za pomocą paralotni z napędem, wyposażonej w kamerę termowizyjną nic nie dały. W sobotę sprowadził ją do Jelitkowa Krzysztof Rutkowski. Detektywa zatrudniła rodzina zaginionej Iwony Wieczorek.
Mimo braku rezultatów Rutkowski jest i tak zadowolony. - Myślę, że wydmy i plaża zostały już dość dobrze przebadane, można je wyeliminować. Teraz trzeba skoncentrować się na obszarze leśnym. Niestety, tu paralotnia nic nie da. Trzeba szukać na piechotę.
Obszar parkowo-leśny w okolicach Jelitkowa liczy kilka kilometrów kwadratowych. Są tam bagna i stawy oraz gęste chaszcze. Poprzecinany jest rowami. Teren był już raz gruntownie przeszukiwany przez policję, ale sami policjanci później przyznali, ze nie wszędzie udało im się dotrzeć. Do tego w okolicy jest kilka poniemieckich bunkrów. Niektóre są ledwo widoczne, zarośnięte gęstymi krzakami.
Iwona Wieczorek ostatni raz była widziana 17 lipca o godz. 4.12 przy wejściu na plaże nr 63. Nagrała ją wtedy kamera miejskiego monitoringu. Tuż za nią szedł 30-40 letni mężczyzna z ręcznikiem zarzuconym na ramię.
Polecamy - Jarmark Dominikański. Tłumy w Gdańsku: turystów i kieszonkowców