W ostatnią sobotę Krzysztof Rutkowski znalazł ślad Iwony Wieczorek w zapisie wideo z kamer budynku przy ul. Grunwaldzkiej 8. Dotąd nie było żadnej pewności dokąd poszła dziewczyna, gdy na dyskotece w nocy z piątku na sobotę 17 lipca pokłóciła się z przyjaciółmi. Kamery zarejestrowały ją kilkanaście sekund przed godz. 03.07. Dziewczyna musiała zejść w dół "Monciaka" i tuż przed ul. Grunwaldzką skręcić w prawo. Szła wzdłuż ulicy. Najpierw widać ją z kamery, która działa przy wejściu do restauracji "Sanatorium". Iwona idzie chodnikiem boso, w spódniczce mini, w rękach niesie buty szpilki. Pokonuje w ten sposób kilkadziesiąt metrów, po drodze rejestrują ją jeszcze trzy kolejne kamery. Przez obiektyw ostatniej widać, jak Iwona przechodzi przez zebrę przy lokalu "Papryka" i zmierza dalej, na skos w stronę pasa nadmorskiego. Całość zapisu trwa ok. minutę. Tuż przed godz. 4. przyjaciele tracą kontakt z komórką Iwony. Rejon "Papryki" jest słabiej oświetlony, porośnięty krzewami i stosunkowo niebezpieczny - choć noc z piątku na sobotę była upalna i nawet tam przewijało się mnóstwo uczestników sopockich imprez.
- Dla mnie kluczowy jest moment, gdy Iwona przechodzi obok restauracji, być może widać tutaj sprawców - mówi Rutkowski. - Dwóch gości namolnie zachowuje się wobec jakiejś młodej kobiety. Ona przyjmuje wobec nich postawę obronną. Iwona przechodzi obok tej trójki. Jeden z "namolnych" wyraźnie zwraca na nią uwagę. Potem co jakiś czas spogląda w stronę, gdzie poszła Iwona.
Trudno powiedzieć, co działo się między mężczyznami, a kobietą oraz czy ona ich znała. W pewnym memencie jeden z nich łapię ją za rękę i ciągnie za sobą. Ta się opiera. Ta scena trwa około trzech minut. Kobieta w końcu sięga po telefon komórkowy i gdzieś dzwoni. Potem podaje słuchawkę mężczyźnie. Ten rozmawia kilka sekund, oddaje jej telefon i obaj odchodzą. Idą w tę samą stronę, co Iwona, ale nie skręcają na przejście dla pieszych przy "Papryce". Podążają dalej, prosto - znikają z pola widzenia kamery.
- Dla mnie to potencjalni sprawcy - komentuje Rutkowski. - Trzeba koniecznie ustalić kim są. Ważne, by zgłosiła się kobieta, którą napastowali. Niech zgłasza się każdy przechodzień, który na tym filmie rozpoznał siebie i zapamiętał coś istotnego.
Zdaniem Rutkowskiego, sopocka policja w sprawie Iwony dopuściła się skandalicznej bezczynności: - Na dwieście procent wiem, że nie dotarli do tego monitoringu. Więc czym się zajmują? W piątek zadzwoniłem do oficera prowadzącego śledztwo, żeby przekazać informacje, które zebrałem. Powiedział, że nie zamierza spotykać się ze mną. Rutkowskiego można nie lubić, ale materiały dowodowe muszą policję interesować. W poniedziałek złożę w Biurze Spraw Wewnętrznych komendy wojewódzkiej doniesienie przeciwko temu policjantowi za niedopełnienie obowiązków służbowych.
Rutkowski w sprawie Iwony spodziewa się najgorszego.
- Szła w miniówie, boso, sama się wystawiła na zainteresowanie różnych dziwnych facetów - mówi detektyw. - W taką noc wielu jest pod wpływem alkoholu, narkotyków. Widzę czarny scenariusz: gwałt i morderstwo. Może mieli samochód. Zwłoki powinny być w którymś z okolicznych lasów. Z przykrością powiedziałem matce Iwony, że nie powinna spodziewać się happy endu.
Mama dziewczyny: - Nie rozumiem, dlaczego policja nie znalazła tak ważnego śladu. Zapewniają, że to priorytetowa sprawa. Jak wobec tego załatwia się w Sopocie te, które nie są priorytetowe?
- To pan Rutkowski nie miał czasu na spotkanie w sobotę. Policja przyjmie oczywiście od niego wszelkie informacje. Nie będziemy komentować jego zarzutów. My robimy swoje - mówi Karina Kamińska, rzeczniczka sopockiej policji.