Gdyńskie urzędniczki podejrzane o branie łapówek
Marek Górlikowski
2010-07-13
aktualizacja: 2010-07-13 17:53
Temida
Dwie urzędniczki Urzędu Miasta Gdyni, w tym sekretarka wiceprezydent Ewy Łowkiel są podejrzewane o wyłudzenie pieniędzy od petentów w zamian za rzekome załatwienie mieszkań komunalnych. Nie wiadomo ile osób został w ten sposób oszukanych i na jaka kwotę. Na trop oszustek wpadł dyrektor urzędu Jerzy Zając. To on zawiadomił policję
- Usłyszałem na korytarzu jak jedna z petentek skarżyła się, że zapłaciła tej a tej urzędniczce, a nie ma jej na liście posiadaczy mieszkań. Jednocześnie wymieniona przez petentkę podinspektor prosiła urząd o zapomogę. Skojarzyłem te dwa fakty i 1 lipca zawiadomiłem policję - mówi dyrektor Jerzy Zając. - Podjęli trop i wpadła też druga urzędniczka. Najgorsze, że gdyby ludzie zapoznali się z procedurą wiedzieliby, że te dwie panie nigdy nie miały możliwości załatwienia żadnych mieszkań. Pracują nie w tych wydziałach, nie mają takich kompetencji. Dawanie im pieniędzy przez petentów to szczyt naiwności. One to cynicznie wykorzystały. Po drugie skrzywdziły swoim zachowaniem wszystkich uczciwych pracowników magistratu.
Urzędniczka od której rozpoczęło się śledztwo to podinspektor, która pracowała w gdyńskim magistracie 12 lat, ostatnio jako sekretarka wiceprezydent Ewy Łowkiel, która odpowiada za edukację, zdrowie i ochronę środowiska. To na tą podinspektor skarżyła się właśnie petentka i to podinspektor prosiła urząd o pomoc finansową. Kiedy odmówiono jej pieniędzy porzuciła pracę, nie wracając z urlopu. Druga urzędniczka przepracowała w magistracie aż 30 lat, ostatnio w Wydziale Spraw Obywatelskich. Sama przyznała się do udziału w procederze z koleżanką w poniedziałek, po czym zwolniła się z pracy.
Nie wiadomo ilu petentów zostało przez nie oszukanych i na jaką kwotę, ale jest to co najmniej kilka naiwnych osób. Urzędniczki podpisywały z nimi różne dokumenty, najczęściej drukowane z internetu. Stawiały tam stare, nieaktualne już pieczątki i fałszowały podpisy. Wszystko po to by stworzyć pozory, że sprawa jest w urzędzie załatwiana. Dokumenty dotyczyły mieszkań komunalnych o różnym rodzaju przeznaczenia, np. również mieszkań socjalnych. Nieświadomi niczego petenci zgadzali się płacić kobietom gotówkę do ręki, a nie na konto urzędu. Zdaniem dyrektora Zająca kobiety mogły działać w ten sposób kilka ostatnich miesięcy. Więcej będzie wiadomo, gdy skończy się w urzędzie kontrola. - Potwierdzam, że prowadzimy takie śledztwo, ale dla jego dobra nie możemy nic w tej chwili powiedzieć. Trwają przesłuchania, urzędniczki nie zostały zatrzymane - mówi Marzanna Majstrowicz, Prokuratur Rejonowa w Gdyni.
Obu kobietom za żądanie łapówki za załatwienie mieszkań grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. - Chcemy, by poniosły zasłużoną karę za to co zrobiły, bo rzuca to złe światło na cały urząd gdzie pracują setki uczciwych pracowników - mówi Joanna Grajter, rzecznik prasowy w Urzędzie Miasta Gdyni.
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5
głosów