Fundacja Gdańska i wynajem lokali? Niekoniecznie

Sławomir Sowula
2010-06-30 aktualizacja: 2010-06-29 20:19
A A A Drukuj
Fot. Dominik Werner / Agencja Ga
Miasto oddało w ręce Fundacji Gdańskiej kolejny atrakcyjnie położony lokal. Czy zaufanie dla instytucji, która od blisko roku nie potrafi zagospodarować trzech innych budynków, którymi już dysponuje, nie jest zbyt duże? - zastanawia się Sławomir Sowula z "Gazety"
W puli Fundacji Gdańskiej pojawił się kolejny lokal, który jest darem od miasta. Tym razem przy ul. Grodzkiej 16. Pozornie jest to stary, wyglądający na zaniedbany budynek, ale jego wnętrze jest wyremontowane, a atutem lokalizacji jest kilkaset metrów kwadratowych podwórka. Trzeba więc włożyć parę złotych, ale w zamian dostaje się ogromny potencjał. To nie wszystko. Największym atutem jest bowiem położenie tej nieruchomości. Jeszcze do niedawna zaniedbana okolica zaczyna się rozwijać, a za rok, najpóźniej dwa, będzie wręcz tętnić życiem, bo upodobali ją sobie deweloperzy. W okolicy otwarto właśnie hotel Hilton, obok powstają pensjonaty, apartamenty, otwierane są nowe lokale gastronomiczne. Wkrótce w pobliżu ruszy też budowa muzeum II wojny światowej.

W warunkach przetargu Fundacja podkreśla, że chciałaby, aby prowadzona w tym miejscu działalność wzbogacała ofertę turystyczną i rekreacyjną Gdańska, skierowaną zarówno do turystów, jak i stałych mieszkańców. Dopuszczalne też będzie prowadzenie w ograniczonym zakresie działalności gastronomicznej.

Życzę, żeby tym razem Fundacji się udało, ale mam spore wątpliwości, czy nie jest to kolejne lokalowe wyzwanie, które przerasta jej możliwości. Możliwości Fundacji, która robi sporo dobrego dla propagowania wiedzy o Gdańsku i jego historii, organizując olimpiady wiedzy, wydając okolicznościowe kalendarze czy książki. I w tym jest najlepsza. Nieco gorsza w działaniach na wolnym rynku, takich jak wynajem lokali.

Już pod koniec lata ubiegłego roku z zasobów gminy Gdańsk trafiły do Fundacji trzy lokale. Miasto oddało jej bezpłatnie duże powierzchnie w dobrych lokalizacjach - przy ul. Długiej i Długim Targu. Fundacja ma im znaleźć dzierżawców, a dochody przeznaczyć na swoją działalność. Fundacja chce jednocześnie, by zagospodarowane lokale nie były tylko komercyjnymi przedsięwzięciami, ale miejscami, które wniosą coś nowego do kulturalnego i rozrywkowego życia Gdańska. Jak dotąd - nie udało się.

Dodatkowo nad lokalami zaciążyła historia z próbą wynajęcia jednego z nich Markowi Kondratowi, ale bez przetargu. Po interwencji "Gazety" prezes Fundacji, prywatnie znajomy aktora, wycofał się z tego pomysłu. Sam aktor również.

Na początku roku Fundacja zorganizowała konkursy na wszystkie lokale. Bez powodzenia, choć na horyzoncie pojawiają się ich dzierżawcy.

Dlaczego Fundacja nie radzi sobie w działaniach na wolnym rynku? Przecież w skład zarządu i rady Fundacji wchodzą osoby, które trudno posądzić o brak profesjonalizmu, zawodowego, a nawet biznesowego doświadczenia. Biznesmen Cezary Windorbski, były rektor, a obecnie senator Edmund Wittbrodt, radca prawny Jacek Bendykowski, przedsiębiorca Jan Zarębski, menadżer i wiceprezydent Gdańska Andrzej Bojanowski. Chwalebne jest też to, że za swoją działalność nie pobierają wynagrodzenia. Wydawać by się więc mogło, że to układ idealny, sprawiedliwy i szlachetny... Idealny jednak nie jest.

Być może właśnie dlatego, że to, co robią w ramach Fundacji, wykonują społecznie, niejako po godzinach. Tymczasem w sprawie lokali stykają się ze światem dużych pieniędzy, biznesu, gdzie społeczne zaangażowanie, poparte nawet dużym doświadczeniem, już nie wystarcza.

I może to dobry czas, by zastanowić się, czy taka formuła działania Fundacji już się nie wyczerpała? Zwłaszcza że ambicje i oczekiwania władz miasta wobec tej instytucji są niemałe.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy