Okupacja za czynsz. Anarchiści wspierali gdańską rodzinę

Maciej Sandecki
2010-06-11 aktualizacja: 2010-06-11 21:00
A A A Drukuj
Gdańscy anarchiści Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Grupa anarchistów okupowała w piątek siedzibę Gdańskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych. Wspierała rodzinę Siedzińskich z Przymorza, która toczy z miastem bój o zaległy czynsz. Udało się, eksmisji nie będzie
"Nic o nas bez nas" - taką nazwę przyjęła grupa anarchistów, która od kilku miesięcy nie daje spokoju gdańskim urzędnikom i radnym. Kilkakrotnie zakłócili oni posiedzenia rady miasta, domagając się obniżki czynszów w mieszkaniach komunalnych. Przychodzili na sesje, rozwieszali transparenty, wznosili okrzyki, kłócili się z prezydentem Pawłem Adamowiczem.

W piątek w południe 10-osobowa grupa anarchistów przyszła do siedziby Gdańskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych i zapowiedziała, że z niej nie wyjdzie, dopóki dyrekcja GZNK nie rozwiąże problemów mieszkaniowych państwa Siedzińskich z Przymorza. Przynieśli śpiwory, karimaty, prowiant, spodziewając się kilkudniowej okupacji. Wyszli jednak po dwóch godzinach.

- Nasza pomoc okazała się skuteczna, sprawę udało się załatwić, o to nam chodziło - mówi Łukasz, członek grupy "Nic o nas bez nas".

O co chodziło? Państwu Siedzińskim ok. 10 lat temu zawalił się strop w mieszkaniu komunalnym. Miasto odmówiło im pomocy w kosztach naprawy. Przeprowadzili go więc z własnej kieszeni. Rodzina nie jest zamożna, a do tego doświadczona chorobami. Utrzymuje się głównie z rent. Z powodu kosztownych prac Siedzińscy przez jakiś czas nie płacili czynszu. Sprawa trafiła do sądu, w którym miasto i rodzina zawarli ugodę. Gmina zgodziła się zaliczyć remontowe wydatki na poczet zaległości czynszowych. Pozostała część długu rodziny miała być pobierana w ratach z ich wynagrodzenia i trafiać na specjalne konto sądowe. - Tyle, że tego konta nie zamknięto, kiedy całość została spłacona i dalej nam pobierano raty - twierdzi Zbigniew Siedziński. - W tej chwili to miasto jest nam winne blisko osiem tysięcy złotych.

Siedziński twierdzi, że GZNK nie chce wypłacić mu tych pieniędzy, więc znowu popadł w kilkumiesięczne zaległości. Ostatnio GZNK przysłał mu pismo, w którym domaga się zapłaty czynszu w ciągu 30 dni, pod groźbą wypowiedzenia umowy najmu i wpisania do Krajowego Rejestru Dłużników. - Kuriozalna sprawa, to zarząd nieruchomości jest mi winny pieniądze, a nie ja jemu, a grożą mi eksmisją - oburza się Siedziński.

Swoją sprawą pan Zbigniew zainteresował gdańskiego radnego PiS Kazimierza Koralewskiego. - Powiedział mi, że współpracuje z tą grupą "Nic o nas bez nas" i mnie z nimi skontaktował, spotkaliśmy się u mnie w mieszkaniu i umówiliśmy na interwencję - opowiada Siedziński.

Piątkowa akcja anarchistów przyniosła skutek. Dyrekcja GZNK zaproponowała Siedzińskiemu nowe warunki załatwienia sprawy. - Mam napisać wniosek i te obecne zaległości mają być umorzone z powodu zagrożenia egzystencji rodziny - mówi gdańszczanin. - Nadal jednak nie doszliśmy do porozumienia w sprawie pieniędzy z konta sądowego. Jestem więc połowicznie zadowolony.

Z dyrekcją GZNK mimo wielu prób nie udało nam się w piątek porozmawiać.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów