Na pogrzeb 18 kwietnia przewodniczącego "S" Janusza Śniadka zaprosił prezes PiS Jarosław Kaczyński. Śniadek mówił na Wawelu: "Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i Ojczyźnie podnieśliśmy głowy. Zróbmy wszystko, aby rozpalony w sercach i umysłach płomień nie wygasł".
Słowa dotrzymuje. Niespełna dwa tygodnie po pogrzebie na wniosek Śniadka Komisja Krajowa "S" poparła kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta. Teraz władze związku organizują drugie pożegnanie prezydenta - mszę w Krakowie 25 maja odprawioną przez kardynała Stanisława Dziwisza.
Skąd pomysł na uroczystość? Władze związku powołują się tradycję odprawiania mszy w miesiąc po pogrzebie, twierdzą też, że działacze w całym kraju spontanicznie zgłaszali się do wyjazdu.
Ja jednak sądzę, że chodzi o ten rozpalony płomień Śniadka i jego wolę pokazania siły związku. "Solidarność" kilka razy straszyła wielkimi manifestacjami w Warszawie, ale nie potrafi się zmobilizować. Msze to dziś jedna z ostatnich możliwości, by pokazać "Zobaczcie, ilu nas jest. Musicie się z nami liczyć". Powiewające flagi dobrze wypadną w telewizji. Tylko kto wybierze się na Wawel w dzień roboczy, we wtorek? Robotnicy, pielęgniarki, nauczyciele, czy etatowi pracownicy władz związku i funkcyjni z zakładów pracy?
Związkowcy twierdzą, że jako "ludzie solidarności" zaprosili na mszę rodziny ofiar. Czy naprawdę chcą, by rodzice, małżonkowie, dzieci ofiar z całego kraju przyjechali do Krakowa, bo 18 kwietnia wszystkie poczty sztandarowe "S" nie dotarły pod kryptę? Naprawdę wysłali im listy? I za kogo trzeba się uważać, by takie propozycje składać?
A może rodziny ofiar są potrzebne, żeby Śniadek mógł zrewanżować się zaproszeniem Jarosławowi Kaczyńskiemu?
Tydzień temu rozmawiałem z przewodniczącym "Solidarności" o jego ostatnich wyborach. Po katastrofie pod Smoleńskiem - mówił - poczułem, że teraz muszę, stanąć w pierwszym szeregu i walczyć o Polskę, nie będzie zmiłuj się.
I na Wawelu Śniadek stanie w pierwszym szeregu. I nie będzie zmiłuj się. Ale czy to są jeszcze zadania szefa związku zawodowego, czy polityka grającego na emocjach?
Polecamy - Jarosławie, bądź naszym Markiem Aureliuszem