Pruszcz: Lady Pank, oddajcie nasze 37 tysięcy złotych

Grzegorz Szaro
2010-04-06 aktualizacja: 2010-04-05 21:39
A A A Drukuj
Lady Pank na festiwalu Top Trendy w Sopocie fot. Rafal Malko / Agencja Gazeta
  • Janusz Panasewicz wychodzi z rozprawy w Sądzie Rejonowym w Gdańsku. Za rzucenie butelką w jedną z uczestniczek koncertu w Pruszczu Gdańskim skazano go tam na grzywnę
Proces wokalisty Lady Pank i szefa agencji impresyjnej Impart rozpocznie się we wtorek przed Sądem Rejonowym w Tczewie
Pozew przygotowały władze Pruszcza Gdańskiego. Domagają się od Janusza Panasewicza i jego impresaria Mieczysława Watzy 37 tys. zł odszkodowania.

To konsekwencje występu Lady Pank sprzed trzech lat. Na scenie ustawionej na stadionie w Pruszczu pijany Panasewicz (miał ok. 2 promili) był wulgarny i rzucił w tłum plastikową butelką z wodą. Trafił w głowę fotoreporterkę (upadła na ziemię, ale poza siniakiem nie miała poważniejszych obrażeń ciała).

Po tym incydencie koncert trwał jeszcze przez kilkadziesiąt minut, ale nie było już mowy o dobrej zabawie, bo znaczna część publiczności obraziła się na wokalistę. W kierunku sceny leciały wyzwiska.

Po nagłośnieniu sprawy wybrykiem Panasewicza zainteresowała się prokuratura. Po trwającym kilka miesięcy dochodzeniu śledczy doszli do wniosku, że gwiazdor popełnił przestępstwo i wysłali do gdańskiego sądu akt oskarżenia.Za "naruszenie w rażący sposób zasad porządku publicznego" Panasewicz został skazany na grzywnę - w sumie musiał zapłacić 13 tys. zł, w tym 3 tys. zł nawiązki dla poszkodowanej kobiety. Lider Lady Pank miał również proces przed gdańskim sądem za używanie wulgarnych słów na tym samym koncercie w Pruszczu. Wniosek o ukaranie muzyka złożyli policjanci, którzy usłyszeli dobiegające ze sceny słowa na "k". Panasewicz nie przyznał się do winy. W marcu ub. roku zapadł jednak wyrok skazujący. Sąd uznał jednak, że społeczna szkodliwość tego czynu była znikoma i wymierzył wokaliście karę nagany, czyli najniższą możliwą karę za takie wykroczenie.

Po uprawomocnieniu się wyroków władze Pruszcza postanowiły walczyć przed sądem o zwrot 37 tysięcy złotych, które wydano z gminnej kasy na organizację nieudanego koncertu.

Wiceburmistrz Pruszcza Ryszard Świlski mówi: - Uważamy, że w takich okolicznościach bezwzględnie należy się nam zwrot poniesionych kosztów. Trudno bowiem w tak skrajnym przypadku utrzymywać, że dobrze wykonano zlecenie. Zapłaciliśmy za dobrą zabawę, ale zamiast tego nasi mieszkańcy dostali pokaz chuligaństwa.

Pozew trafił do Sądu Rejonowego w Tczewie, bo w tym mieście zameldowany jest Mieczysław Watza, szef agencji impresaryjnej, która "dostarczyła" pijanego wokalistę na koncert.

- Panowie Watza i Panasewicz powinni zapłacić wspólnie, bo obaj bezprawnie wzbogacili się za nasze pieniądze - tłumaczy Marek Sosnowski, prawnik, który reprezentuje gminę przed sądem.

- Jeśli ktoś ma dwa promile i występuje publicznie na scenie, to popełnia czyn niedozwolony w sensie prawa cywilnego. Poza tym Janusz Panasewicz jest przestępcą w rozumieniu kodeksu karnego i Konstytucji RP, bo został prawomocnie skazany za chuligaństwo. Ale kary, jakie mu wymierzono, są bardzo łagodne. Jeśli przegra proces cywilny i będzie musiał zapłacić więcej pieniędzy za swoje wybryki, to może lepiej to sobie zapamięta i będzie szanował publiczność - dodaje mecenas.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy