Bartek Kalinowski to sopocki bard, śpiewa i gra na gitarze w klubach i słynie z tego, że potrafi stworzyć piosenkę na każdy temat. Swoją twórczość publikuje w internecie. W 2006 r., w trakcie samorządowej kampanii wyborczej, zadzwonili do niego działacze sopockiego PiS. - Usłyszeli gdzieś moją piosnkę "Aksamitne kapelusze", która była moją odpowiedzią na "Moherowe berety" Big Cyca i chyba uznali, że mam zbliżone do nich poglądy polityczne - opowiada Bartek Kalinowski. - Chcieli, żebym napisał dla nich piosenkę o Sopocie. Michał Rachoń [działacz sopockiego PiS] tłumaczył mi, że to ma być piosenka o tym, że Sopot jest źle zarządzany, że dworzec jest brudny, a molo się rozwala. I że ma być też o nadziei, coś w stylu tej słynnej piosenki z "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie. Trochę go wyśmiałem, ale ostatecznie się zgodziłem i zażądałem pięciu tysięcy złotych.
Piosenka Kalinowskiego nosi tytuł "Requiem dla układu sopockiego". Można ją znaleźć w internecie. Śpiewa w niej m.in.: "W Krzywym Domku, uwierz mój ziomku, całkiem legalnie zrobili pralnię. (...) Poniżej w Spacie złodziej na etacie, wiecznie są zdrowi artyści reżimowi, czyta Wojciech Fułek [wiceprezydent Sopotu - red.] wiersze bardzo czułe, Karnowski sprośnie popsuł mu przenośnię". I refren: "Lala lala lala, ten układ się rozwala". A dalej: "Patrzy Karnowski na ten cud Polski, to dla nas norma, vivat Platforma". PiS nakręcił do piosenki teledysk. Sceny z udziałem Karnowskiego i Fułka przeplatają się w nim z ujęciami młodych działaczy PiS prezentującymi transparenty: "Karnol napraw molo", "Korupcja", "Karnowski do dymisji".
- Koszty produkcji tego klipu nie były wielkie, zostały pokryte ze środków sztabu wyborczego PiS w Sopocie. Będziemy go pokazywać na spotkaniach z wyborcami - mówił nam wtedy Michał Rachoń.
- Nie podpisałem z nimi żadnej umowy i nic mi nie zapłacili. Powiedziałem im w takim razie: skoro nie macie kasy, to załatwcie mi jakąś robotę - mówi Kalinowski. - Nic do nich nie mam, bo się wywiązali. Po kilku telefonach Michał Rachoń załatwił mi w końcu pracę w publicznym radiu.
Michał Rachoń był wtedy rzecznikiem prasowym szefa MSWiA Janusza Kaczmarka. Kalinowski został dziennikarzem Informacyjnej Agencji Radiowej w lutym 2007 r., gdy w Polskim Radiu, z nadania PiS, rządzili Krzysztof Czabański i Jerzy Targalski. - Panował tam jakiś totalny chaos, nie wiedzieli, co ze mną zrobić, tak się pałętałem po korytarzach, kilka razy wysłali mnie do Sejmu. To było ciekawe doświadczenie, ale po pół roku mnie zwolnili. Zarabiałem niewiele, jakieś dwa tysiące miesięcznie, a tysiąc płaciłem za kwaterę - mówi Kalinowski.
Takie zeznania artysta złożył kilka dni temu jako świadek w procesie między europosłem PiS Jackiem Kurskim a Jackiem Karnowskim. Chodzi o proces, jaki prezydent Sopotu wytoczył Kurskiemu za jego słowa, że "Sopot jest miastem bezprawia". Kalinowski był świadkiem Kurskiego. - Jedni i drudzy mają swoje układy, ja nie jestem w żadnym z nich. Piosnkę napisałem dla jaj, a oni wzięli mnie za prawicowego barda i dołożyli swoją ideologię. Właśnie skończyłem satyryczną piosenkę o Jacku Kurskim i drugą o tym, jak zostałem PiS-owskim bardem - śmieje się Kalinowski.
Z Michałem Rachoniem nie udało nam się skontaktować. - Wezwałem pana Kalinowskiego na świadka, bo po napisaniu piosenki o Karnowskim dostawał groźby, jacyś ludzie chcieli go zabić. Nie chcę komentować tego, co mówił na rozprawie, bo na niej nie byłem - stwierdza Jacek Kurski.
Kalinowski potwierdza, że mu grożono, zawiadomił o tym nawet prokuraturę. Sprawa jednak została umorzona z braku dowodów.