Jak żyje się z elektrownią za płotem?

Rozmawiał Marek Sterlingow
2010-03-17 aktualizacja: 2010-03-17 10:52
A A A Drukuj
Część betonowych konstrukcji jest zalanych wodą. Miejscowi twierdzą, ze mozna w nich łowić ryby. Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta
Największa szwedzka elektrownia jądrowa znajduje się w 25-tysięcznej gminie Östhammar. Kiedyś mieszkańcy jej nie chcieli. Teraz prawdopodobnie zgodzą się nawet na skład radioaktywnych odpadów
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Marek Sterlingow: Czy nie macie wrażenia, że żyjecie na tykającej bombie?

Jacob Spangenberg, burmistrz Östhammar: Bombie?! Z powodu elektrowni? Nie, nie ma w nas żadnego poczucia zagrożenia. Mieszkańcy są w większości do niej pozytywnie nastawieni.

Czy jej powstanie dużo u was zmieniło?

- Wszystko. Przedtem to była taka raczej spokojna, rolnicza okolica. Były farmy, trochę rybaków. Elektrownia zmieniła naszą społeczność całkowicie. Znacznie wzrosła liczba ludzi wykształconych, mamy dla nich teraz dużo ofert pracy. Powstała też infrastruktura. Zbudowaliśmy szereg nowych dróg, dworców, szkół. To była pełna transformacja.

Ile osób pracuje w elektrowni?

- Około półtora tysiąca, na 25 tysięcy mieszkańców. To najważniejszy pracodawca, choć w międzyczasie udało nam się też ściągnąć innych, np. mamy fabrykę koncernu Sandvik. To jednak elektrownia powoduje, że cały region doskonale się rozwija.

Nikt nie narzeka na takie sąsiedztwo?

- Gdy elektrownia powstawała na przełomie lat 70. i 80., była to decyzja władz centralnych. Nie mieliśmy w zasadzie nic do gadania. Choć muszę przyznać, że spora część mieszkańców była dość sceptycznie nastawiona, były jakieś publiczne protesty. Ta opozycja, dalej w jakimś stopniu istnieje, ale jest znacznie słabsza. Nie ma żadnych aktywnych kampanii przeciwko elektrowni, nie ma też żadnych lokalnych organizacji, które domagałyby się je zamknięcia.

W 2006 r. doszło do awarii.

- Zgadza się, była to dość poważna sprawa, dwa reaktory zostały wyłączone. Ale nie było żadnych wycieków. Potem przyjechały do nas wszystkie możliwe komisje międzynarodowe, wszystko dokładnie sprawdzano. Również władze Szwecji przeprowadziły gruntowne dochodzenie. Dano nam gwarancję, że wszystko jest już w porządku. Produkcja wróciła już do stanu sprzed 2006 r. Ja osobiście nie mam technicznego wykształcenia, trudno mi więc to kwestionować. Przyjmuję te zapewnienia za dobrą monetę.

Mieszkańcy się tego nie przestraszyli?

- Szczerze mówiąc, nie zauważyłem. Awaria nie spowodowała jakiejś zmiany w postrzeganiu elektrowni. No ale to moja osobista opinia jako polityka. Nie znam żadnych związanych z tym badań opinii publicznej. Żadna z partii politycznych nie zmieniła też z tego powodu swojego programu.

Ma powstać u was także skład odpadów radioaktywnych. Mieszkańcy to także popierają?

- My jako władze gminy na razie zgodziliśmy się tylko na przeprowadzenie potrzebnych badań i opracowań. Kolejnym krokiem będzie złożenie przez przemysł jądrowy podania do władz Szwecji. Jeżeli zostanie to zaakceptowane, będziemy mieli jeszcze prawo weta.

I co pan zrobi? Zawetuje?

- Tą decyzję będziemy podejmować mniej więcej w 2014-215 r. Nie mam pewności, że będę wtedy nadal burmistrzem. Zresztą będzie to głosowanie w radzie gminy. Na razie patrzymy na tę inwestycję jako na kolejną szansę rozwoju.

A co myślą mieszkańcy?

- W tej chwili są raczej za budową tego składu. Tak przynajmniej wynika z badań opinii publicznej. Ale przed nami jeszcze szereg dyskusji i może paść mnóstwo argumentów, które coś zmienią.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy