Zabił trzy osoby, bo coś mu odbiło znienacka
2010-03-05
aktualizacja: 2010-03-05 16:12
Sebastian B. z Gdyni Chyloni wsiadł pijany do auta. Przejechał kilometr i wbił się z prędkością 160 km/h w inny samochód. Zabił trzech braci w wieku 19, 15 i 9 lat. W piątek rozpoczął się proces dwudziestolatka. Grozi mu 12 lat więzienia.
ZOBACZ WIDEO
29 sierpnia u. roku Sebastian B. - bezrobotny, po podstawówce, napakowany - oblewał swoje urodziny z kilkuosobową grupą kolegów i koleżanek. W jego mieszkaniu na Chyloni wypili po kilka piw i opróżnili butelkę czystej wódki. Około godz. 19, gdy wszyscy mieli już ostro w czubie, gospodarz zaprosił dwie koleżanki i kolegę do garażu, żeby pochwalić się swoim oplem omegą. Twierdzi, że kilkunastoletnie auto kupił za zaoszczędzone przez siebie 6 tys. zł. Nie mógł jednak nim jeździć do czasu uzyskania prawa jazdy. To zaś przeciągało się, bo chłopak miał spore problemy z opanowaniem przepisów drogowych i aż cztery razy nie zaliczył testów.
- Sebastian chwalił się, że jego opel ma 2,6 l pojemności i jest najszybszą furą na dzielnicy. Gdy zeszliśmy do garażu, kazał nam wejść do auta, żeby posłuchać muzyki. On usiadł za kierownicą, ja obok niego, a dziewczyny z tyłu. Po chwili przekręcił kluczyk i zaczął jechać. Krzyczałem, żeby stanął i nie odpier... kaszany, ale on tylko jeszcze bardziej przyspieszył - mówi 20-letni Jakub P., który jest świadkiem w tym procesie.
Inny świadek, 19-letnia Aleksandra S. dodaje: - Jechaliśmy po Chylońskiej bardzo szybko. Nie widziałam prędkościomierza, ale obraz za oknem migał mi i bałam się, że za chwilę kogoś potrącimy.
Sebastian B: - Coś mi odbiło. Zrobiłem to znienacka.
Według prokuratury, gdy doszło do wypadku, Sebastian B. prowadził auto z prędkością 160 km/h. Jego opel uderzył w bok wyjeżdżającego z ul. Piaskowej hyundaia pony. Zderzenie było tak silne, że hyundai złamał się na pół. Znajdujący się w środku 19-letni kierowca i 15-letni pasażer zginęli na miejscu. Ich 9-letni braciszek zmarł po przewiezieniu do szpitala. Kierowcy i pasażerom z omegi nic się nie stało.
Po zatrzymaniu przez policjantów Sebastian B. wydmuchał 2,2 promila alkoholu. Przed sądem powiedział, że przyznaje się do spowodowania wypadku oraz stwierdził, że dobrze pamięta całe zdarzenie.
- Proszę powiedzieć, dlaczego oddalił się pan z miejsca wypadku, nie udzielił pierwszej pomocy ofiarom i nie wezwał karetki? - chciał wiedzieć sędzia Michał Dampc.
- Nigdzie nie uciekałem. Poszedłem w kierunku dworca za moimi pasażerami. W między czasie zadzwoniłem z komórki do mamy i do kolegi, a po około 30-60 minutach wróciłem w tamto miejsce - odparł oskarżony.
Jedna z świadków zeznała jednak, że po wypadku oskarżony namawiał ją, żeby nikomu nie mówiła, że to on jest sprawcą wypadku. - Groził, że jak ujawnię prawdę, to się ze mną policzy, ale ja nie za bardzo się tym przejęłam - zeznała Katarzyna W.
W trakcie trwającej kilka godzin rozprawy Sebastian B. ani na moment nie pokazał twarzy (miał spuszczoną głowę i mocno naciągnięty kaptur od dresowej bluzy). Przez cały czas obserwowała go Alina Kornowska, matka zabitych chłopców. Siedziała naprzeciwko, w ławie obok prokuratora, bo występuje w procesie jako oskarżyciel posiłkowy. Po rozprawie kobieta powiedziała dziennikarzom, że ma głęboki żal także do świadków, którzy jechali samochodem razem z Sebastianem B.
- Gdy moje dzieci wykrwawiały się na śmierć, oni wszyscy poszli sobie, jakby nic się nie stało. Myśleli tylko o sobie - mówi Alina Kornowska.
Na kolejnej rozprawie będą zeznawać ostatni świadkowie. Proces może zakończyć się jeszcze w tym miesiącu.
Sebastianowi B. grozi 12 lat więzienia. Od wypadku przebywa w areszcie.
- Sebastian chwalił się, że jego opel ma 2,6 l pojemności i jest najszybszą furą na dzielnicy. Gdy zeszliśmy do garażu, kazał nam wejść do auta, żeby posłuchać muzyki. On usiadł za kierownicą, ja obok niego, a dziewczyny z tyłu. Po chwili przekręcił kluczyk i zaczął jechać. Krzyczałem, żeby stanął i nie odpier... kaszany, ale on tylko jeszcze bardziej przyspieszył - mówi 20-letni Jakub P., który jest świadkiem w tym procesie.
Inny świadek, 19-letnia Aleksandra S. dodaje: - Jechaliśmy po Chylońskiej bardzo szybko. Nie widziałam prędkościomierza, ale obraz za oknem migał mi i bałam się, że za chwilę kogoś potrącimy.
Sebastian B: - Coś mi odbiło. Zrobiłem to znienacka.
Według prokuratury, gdy doszło do wypadku, Sebastian B. prowadził auto z prędkością 160 km/h. Jego opel uderzył w bok wyjeżdżającego z ul. Piaskowej hyundaia pony. Zderzenie było tak silne, że hyundai złamał się na pół. Znajdujący się w środku 19-letni kierowca i 15-letni pasażer zginęli na miejscu. Ich 9-letni braciszek zmarł po przewiezieniu do szpitala. Kierowcy i pasażerom z omegi nic się nie stało.
Po zatrzymaniu przez policjantów Sebastian B. wydmuchał 2,2 promila alkoholu. Przed sądem powiedział, że przyznaje się do spowodowania wypadku oraz stwierdził, że dobrze pamięta całe zdarzenie.
- Proszę powiedzieć, dlaczego oddalił się pan z miejsca wypadku, nie udzielił pierwszej pomocy ofiarom i nie wezwał karetki? - chciał wiedzieć sędzia Michał Dampc.
- Nigdzie nie uciekałem. Poszedłem w kierunku dworca za moimi pasażerami. W między czasie zadzwoniłem z komórki do mamy i do kolegi, a po około 30-60 minutach wróciłem w tamto miejsce - odparł oskarżony.
Jedna z świadków zeznała jednak, że po wypadku oskarżony namawiał ją, żeby nikomu nie mówiła, że to on jest sprawcą wypadku. - Groził, że jak ujawnię prawdę, to się ze mną policzy, ale ja nie za bardzo się tym przejęłam - zeznała Katarzyna W.
W trakcie trwającej kilka godzin rozprawy Sebastian B. ani na moment nie pokazał twarzy (miał spuszczoną głowę i mocno naciągnięty kaptur od dresowej bluzy). Przez cały czas obserwowała go Alina Kornowska, matka zabitych chłopców. Siedziała naprzeciwko, w ławie obok prokuratora, bo występuje w procesie jako oskarżyciel posiłkowy. Po rozprawie kobieta powiedziała dziennikarzom, że ma głęboki żal także do świadków, którzy jechali samochodem razem z Sebastianem B.
- Gdy moje dzieci wykrwawiały się na śmierć, oni wszyscy poszli sobie, jakby nic się nie stało. Myśleli tylko o sobie - mówi Alina Kornowska.
Na kolejnej rozprawie będą zeznawać ostatni świadkowie. Proces może zakończyć się jeszcze w tym miesiącu.
Sebastianowi B. grozi 12 lat więzienia. Od wypadku przebywa w areszcie.
- 97 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
23 głosy
-
Zabił trzy osoby, bo coś mu odbiło znienacka
gilbert_3
06.03.10, 10:18
mam nadzieję, że zrobią ci Sebastianku z tyłu jesień średniowiecza. Znienacka?»
-
nie rozumiem, prokuratura mówi o "wypadku"
do100jnik
06.03.10, 12:38
ale wydaje mi się, że w pojęciu "wypadku" zawarta jest wola sprawcy, by niedoszło do takiego zdarzenia, ale w tym przypadku takiego elementu nie było -jeden z pożal się Boże pasażerów mówił »
-
Grozi 12 lat za zamordowanie 3 chlopcow... To jest
odchudzacz
07.03.10, 11:32
koorva po prostu zalosne.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Arcymaszkary polskiej architektury. Sopot ...
- Poznaj najniebezpieczniejsze ulice ...
- Życie Lecha Wałęsy: Sharon Stone i świat ...
- "Proszę pokazać torbę". Co może sklepowy ...
- Wyjątkowy spacer! Gdańskie zakamarki dla ...
- Czas Gdyni: te inwestycje wpłynęły na ...
- Pół tony holenderskiej trawy w oponach [wideo]





odtwórz
