Do 30 marca Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku ma czas na kolejne przedłużenie śledztwa lub przedstawienie - po blisko dwuletnim śledztwie - aktu oskarżenia Karnowskiemu. Z blogu prezydenta widać, jak bardzo zabiega, by powstrzymać śledczych i przekonać, że jest ofiarą prokuratury i Sławomira Julkego.
Niedawno prezydent wywalczył sobie dostęp do akt sprawy. Zaczął je czytać ok. trzech tygodni temu, co zaowocowało emocjonalnymi wpisami na blogu.
Spodziewa się teraz najgorszego: "Patrząc na kilkadziesiąt tomów akt i kilkanaście tysięcy stron, pamiętając o wszystkich zbadanych pobocznych wątkach mojej "olbrzymie podejrzanej" 20-letniej działalności w Sopocie, mogę mieć pewność, że już za jakieś jedynie 20 lat pozbędę się statusu oskarżonego... co w przypadku osoby publicznej oznacza śmierć cywilną".
Dlatego Karnowski podejmuje dramatyczne próby zatrzymania machiny prokuratorskiej: żąda wyłączenia ze sprawy CBA i Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, zbadania wiarygodności i postawienia zarzutów Julkemu, a także kilku świadkom występującym w sprawie.
Wyraźnie zaskoczony treścią akt pisze: "Na wiele miesięcy przed wybuchem afery [inni świadkowie - red.] odsłuchali zapis rozmowy tzw. propozycji korupcyjnej. Dlaczego nie postawiono zarzutu ukrywania korupcji tym osobom, w tym jednej będącej funkcjonariuszem publicznym?"
Jarosław Kempa, sopocki radny PO nie zaprzecza, gdy pytamy, czy to jemu Julke puścił wcześniej nagranie. - Zeznawałem już w CBA w sprawie tzw. afery sopockiej i do czasu procesu sądowego nie będę komentował żadnych informacji prasowych w tej sprawie - odpowiada.
Momentami Karnowski jest rozdarty. A to domaga się rozszerzenia śledztwa, wstrzymania działań wobec niego, a innym razem pisze "coraz bardziej przekonuję się, że szkoda już walczyć, niech lepiej ta sprawa trafi jak najszybciej do sądu".
Niekiedy porusza interesujące wątki, jak choćby w momencie, gdy sugeruje, iż za próbą nagrania premiera Donalda Tuska stał nie tylko Julke. Ale szczegółów nie poznajemy, bowiem za ujawnienie tajemnic ze śledztwa Karnowskiemu groziłaby kara do dwóch lat pozbawienia wolności.
Mamy za to emocje towarzyszące człowiekowi, który chce uniknąć tego, co nieuchronne. Wpisy nie zmieniają trudnej sytuacji procesowej, ale blog ma pewnie znaczenie dla zwolenników prezydenta, których Karnowski utwierdza w przekonaniu o swojej niewinności.
"Kiedy już teraz mogę przeczytać niespójne zeznania Julkego; kiedy widzę, w jaki sposób traktowało go w czasie śledztwa CBA - jak przysłowiową "świętą krowę"; kiedy widzę, jak Julke zniszczył dowody, jak oszukiwał wszystkich podając fałszywe motywy nagrywania mnie i innych osób z PO, to mógłbym to skwitować słowami: "włos mi się na głowie jeży"! Ale kiedy pomyślę, że na tej podstawie prokuratura postawiła mi zarzuty, zatrzymała mnie, a nawet chciała mnie aresztować, a teraz chce sporządzić przeciw mnie akt oskarżenia - to chce mi się po prostu wyć!" .