Alicja Katarzyńska: Lewica jest przeciw ustawie, PSL i PiS za, Platforma chce, żeby była, ale mniej radykalna. To nie wróży dobrze ustawie, choć jeszcze parę miesięcy temu wydawało się, że za jej wprowadzeniem jest sejmowa większość?
Łukasz Balwicki: Ona krąży po Sejmie już od trzech lat, przechodziła więc różne etapy, od entuzjazmu po oskarżenia o zbytni radykalizm. To właściwie nowelizacja ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami związanymi z paleniem tytoniu z 1995 roku. Ta "stara" ustawa wprowadziła już pewne ograniczenia jak zakaz palenia w zakładach opieki zdrowotnych, w szkołach, placówkach edukacyjnych, zezwalała też samorządom lokalnym na własne inicjatywy w tym względzie, stąd w wielu polskich miastach zakaz palenia na przystankach, w parkach czy na placach zabaw.
Czyli to nowelizacja budzi tyle kontrowersji, jest bardzo restrykcyjna?
Stara ustawa nie traktowała lokali gastronomicznych jak miejsc pracy, jakby barmani, kucharze, kelnerki, sprzątaczki nie pracowały. Nowelizacja dotyczy zakazu palenia we wszystkich lokalach gastronomiczno-rozrywkowych, mało tego dodaje do nich teatry, środki transportu publicznego, inne środki do przewozu osób, pomieszczenia sportowe, place zabaw, parki. Słowem w miejscach nie będących sferą prywatną, w których przebywają osoby niepalące.
Dlaczego tak radykalnie?
Nowelizacja ustawy jest oparta o fakty, nie o politykę czy interesy ekonomiczne. Radykalizm wynika z tego, że negatywne skutki palenia na zdrowie występują zawsze - szkodzi każda ilość nikotyny i w każdym przypadku, kiedy osoba niepaląca jest narażona na inhalację dymu tytoniowego. Dlatego te restrykcyjne zakazy obowiązują w wielu państwach w Europie, Stanach Zjednoczonych. Nikt nie podważa wyników badań dotyczących skutków biernego palenia.
To nie przemawia do naszych polityków?
Przede wszystkim nie podoba się koncernom tytoniowym, które mają od lat wypracowane ścieżki, jak osłabiać morale polityków, urzędników i zniechęcać ich. Koncerny robiły to w Stanach, Europie, na rynku mamy już opracowania o ich praktykach. Docierają do pracodawców, stowarzyszeń barmanów, pokazują że to wielkie starty. W naszych mediach elektronicznych już pojawiły się analizy, o tym że połowa lokali zmniejszy swoje wpływy, połowę pracowników trzeba będzie zwolnić itp. Są też argumenty o łamaniu praw jednostki. Ale jeśli Sejm nie przegłosuje ustawy w marcu, sprawa i tak wróci. Jesteśmy jednym z ostatnich państw w Europie, które się przed ustawą broni, a do wprowadzenia jej zobowiązują nas dyrektyw Światowej Organizacji Zdrowia, także założenia unijne. To kwestia czasu.