Zdaniem Daszczyńskiego. Słowiański maczo rządzi

Roman Daszczyński, Gazeta Wyborcza
2010-02-24 aktualizacja: 2010-02-25 10:31
A A A Drukuj
Roman Daszczyński Fot. Renata Dąbrowska /AG
Za żadne skarby nie będę obchodził Dnia Kobiet. Święto? Bzdura - utrwalona przez czasy PRL. Jeśli szanujesz kobiety na co dzień, nie musisz manifestować tego 8 marca. Rób to przez okrągły rok.
SERWISY
Do Dnia Kobiet jest jeszcze trochę czasu, ale ostatnio miałem okazję poczuć zapowiedź jego atmosfery. Gdańska świetlica Krytyki Politycznej zorganizowała dyskusję o perspektywach współpracy między polskimi i ukraińskimi feministkami. Ta współpraca trwa już od roku pod szyldem Gender-Lviv - na razie niemrawo, ale ważne, że w ogóle jest. Uczestniczyłem w tym spotkaniu. Uważam, że panie feministki przy okazji walki o prawa kobiet robią coś ważnego i dla Ukrainy, i dla Polski. Chodzi o wspomaganie procesu demokratyzacji. Kobiety stanowią ok. 50 proc. populacji, ale na Ukrainie niewiele mają do powiedzenia - są więc rodzajem mniejszości. Panowie słabo dbają o ich interesy. Przypadek Julii Tymoszenko niczego nie zmienia. A czym jest demokracja? Takim typem sprawowania władzy, w którym rządy większości chronią i szanują prawa mniejszości. Jeśli panowie Ukraińcy zauważą, że przemoc fizyczna i psychiczna wobec kobiet jest problemem - będzie to duży krok do przodu. Podobnie, jeśli chodzi o dyskryminację na rynku pracy i kilka innych problemów.

W Polsce pod tym względem jest lepiej. Ale czy dużo lepiej? Kobiety chciałyby więcej miejsc na listach wyborczych - najlepiej połowę. Zdominowane przez mężczyzn organizacje partyjne uważają, że to zbyt wiele. 30 procent? No, może 33. Przecież trzeba jak najwięcej miejsc dla kumpli.

Jako mężczyzna pytam: dlaczego nie 50 procent? Dlaczego nie dorzucić do tego gwarancji, że panie będą miały gwarancję dobrych miejsc na listach wyborczych - na zasadzie mężczyzna obok kobiety?

Stoją za tym lęki. Wielki socjolog Gustaw Le Bon pisał sto lat temu: "kobieta dzisiejsza, zapominając o głębokich różnicach umysłowych, jakie ją oddzielają od mężczyzny, dopomina się równych praw, równego wykształcenia i skończy na tym, jeśli celu swego dopnie, że uczyni z Europejczyka istotę koczującą, bez ogniska i rodziny".

Wolę to, co inny znany autor - Tolkien - myślał o kobietach. Że nie są lepsze ani gorsze od mężczyzn, po prostu inne. Że razem z mężczyznami są "współrozbitkami w katastrofie morskiej". Bo życie w egzystencjalnym sensie jest rodzajem katastrofy i to jak się ją przetrwa, tylko częściowo zależy od panów.

Polecamy - Amerykanie w Kokoszkach: Pampersy nie śmierdzą



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów