- Pacjent trafił do nas na ostry dyżur - opowiada Ilona Olszaniec-Kozakiewicz z oddziału ortopedii szpitala w Wejherowie, która przeprowadziła operację. - Odcięty piłą tarczową nadgarstek lewej ręki trzymał się tylko na skórze grzbietu. Ręka właściwe nie nadawała się do replantacji, bo rany cięto-szarpane jakie pozostawia piła, oznaczają że wszystko - kości, naczynia, nerwy i ścięgna - są tak uszkodzone, że nie kwalifikują się do rekonstrukcji.
Wojciech Bryłowski, 37-latek z Rumi koło Wejherowa, dwa tygodnie temu pomagał koledze w pracach stolarskich. - Przycinałem deskę, w pewnej chwili podbiło mi rękę, osłona maszyny nie zadziałała, dłoń dostała się pod piłę - opowiada mężczyzna. - Poczułem ból, jakby ktoś oblał mnie wrzątkiem. Żeby zatamować krew, związaliśmy rękę ją przedłużaczem, kolega wsadził mnie do samochodu i zawiózł do szpitala.
I choć sytuacja wyglądała beznadziejnie lekarze z wejherowskiego szpitala zdecydowali się nie poddawać. Operacja trwała sześć godzin, udało się podczas niej zrekonstruować naczynia, nerwy i ścięgna, zespolić kości nadgarstka i przywrócić krążenie. W tej chwili pacjent próbuje lekko poruszać palcami, codziennie jeździ do komory hiperbarycznej, żeby dotlenić tkanki. Jest też pod opieką psychologa, który pomaga mu dojść do siebie.
Replantacje kończyn wykonuje się w nielicznych ośrodkach w Polsce - m.in. w Trzebnicy - tam, gdzie jest odpowiedni sprzęt i wyspecjalizowany zespół lekarzy. To do nich kieruje się większość podobnych jak w Rumi przypadków z całej Polski. Z pomorskiego - od jednego do dwóch pacjentów w ciągu roku.
- Na szczęście tego typu urazy trafiają się bardzo rzadko - tłumaczy Marek Lewandowski, ordynator oddziału ortopedycznego i traumatologicznego szpitala w Wejherowie. - A tu dużym utrudnieniem było ogromne uszkodzenie. To było wyzwanie, bo operujemy mnóstwo złamań, ale "przyszywanie" amputowanej kończyny jest sprawą niecodzienną. Bywa też tak, że po prostu nie da się wykonać operacji i człowiek na zawsze zostaje inwalidą.
Ilona Olszaniec-Kozakiewicz jest ortopedą z wieloletnim stażem i podspecjalizacją z chirurgii ręki - dlatego postanowiła operować nadgarstek. - Miałem szczęście, że trafiłem akurat na tę panią doktor - dodaje Wojciech Bryłowski. - Zdaję sobie sprawę, że mogłem zostać bez dłoni, bo inny lekarz pewnie nie zdecydowałby się na zabieg.