Braniewo (miasto w woj. warmińsko-mazurskim, w pobliżu granicy z obwodem kaliningradzkim), Cmentarz Żołnierzy Armii Radzieckiej, 1 września, godz. 11. Płaskie, porośnięte świeżo skoszoną trawą kwatery, wzdłuż nich szpaler lip i dwa rzędy niewielkich betonowych nagrobków. Na każdym czerwona gwiazda, na nielicznych tylko zdjęcie i nazwisko poległego. "Nikolai Semenowicz. 9.08.1919 - 1945.20.02. Swietłaja pamiat` o Tjebie budjet żit` w naszich sercach" - czytam na jednym z nich. Pusto, spokojnie, boczną alejką biegnie tylko dziewczyna w stroju do joggingu. Nic nie zapowiada wizyty Putina.
- Dla miasta byłaby to świetna promocja, to przecież głowa mocarstwa - mówi Henryk Mroziński, burmistrz Braniewa. - Jesteśmy więc przygotowani. Miasto posprzątane, o cmentarz dbamy cały czas, nie trzeba było więc specjalnie szaleć. Odmalowaliśmy tylko figury żołnierzy z pepeszami i obelisk, pod którym co roku 20 marca w rocznicę wyzwolenia Braniewa składane są kwiaty.
O tym, że w 70. rocznicę wybuchu wojny Władimir Putin ma złożyć wieniec na braniewskim cmentarzu, pisały gazety pobliskiego obwodu kaliningradzkiego i PAP. - Kilka dni temu była tu nieoficjalna delegacja z Kaliningradu, o - te kwiaty to oni położyli - pokazuje burmistrz. - Ale do tej pory nie dostaliśmy oficjalnego potwierdzenia, że premier Rosji rzeczywiście tu przyjedzie. Gdyby jednak nas zaskoczył - tremy nie mam. Tyle delegacji rosyjskich już przyjmowaliśmy, że doświadczenie jest. Choć oczywiście nie na tak wysokim szczeblu. Gdyby więc Władimir Putin jednak się zjawił, po wizycie na cmentarzu zabierzemy go do restauracji na schabowego z kapustą. A jak by chciał, to i któryś z naszych zespołów ludowych może wystąpić: Wrzos albo Braniewska Nutka - mają w repertuarze polskie pieśni patriotyczne, a i coś rosyjskiego z pewnością też.
Braniewski Cmentarz Żołnierzy Armii Radzieckiej został założony w latach 1951-57. Na 6,5-hektarowym obszarze pochowanych jest ponad 31 tys. żołnierzy. Polegli od stycznia do marca 1945 r. podczas walk o Braniewo i okolice Zalewu Wiślanego. Do dziś znane są nazwiska 4 tys. z nich. - To głównie młodzi chłopcy, 20-latkowie. Nie tylko Rosjanie, ale i Łotysze, Litwini, Ukraińcy. Jest nawet Kubańczyk Enrico Willare - mówi Zbigniew Dalak, dyrektor Zakładu Budynków Komunalnych, który zajmuje się zielenią miejską i utrzymaniem cmentarzy w Braniewie. - Pyta pani, jak się przygotowaliśmy na przyjazd Putina? No cóż, szału nie było. Trawa jest tu koszona co miesiąc, cmentarz zadbany, akty wandalizmu się nie zdarzają. Może dlatego, że mieszkańcy ogólnie pozytywnie są nastawieni do Rosjan: są polsko-rosyjskie małżeństwa, no i oczywiście międzynarodowa współpraca. No wie, pani - "mrówki" przenoszą przez granicę alkohol, papierosy. Tu, na parkingu przy cmentarzu, mieli kiedyś punkt przeładunkowy.
Rondo im. gen. Andersa w centrum Braniewa. Kwitnące klomby, ławeczki. W słońcu wygrzewa się galowo ubrana młodzież (zaczyna się szkoła) i kilkoro dorosłych. - Putin w Braniewie? Myślałam, że tylko w Gdańsku będzie - dziwi się pani Maria. - Ale oczywiście - niech odwiedza cmentarz, w końcu tam jego ludzie leżą. Zabronić mu nie można. Z Rosjanami to lepiej żyć w przyjaźni, żeby gazu broń Boże nie zakręcili.
- Tak, słyszałem, że Putin ma złożyć kwiaty na grobach ruskich żołnierzy - dodaje pan Waldemar Sobek z sąsiedniej ławki.- I dobrze, nic do niego nie mam. Tak jak w ogóle do Rosjan, da się z nimi współpracować. Chociaż teraz, jak na przejście graniczne w Gronowie ściągnęli celników z Niemiec, cienko to wygląda. Niczego już nie idzie przenieść.
Premier Putin niespodzianki jednak mieszkańcom Braniewa nie zrobił - prosto z Gdańska odleciał do Moskwy.
Polecamy - obchody upamiętniające wybuch II Wojny Światowej na Westerplatte