Na poranną część uroczystości na Westerplatte będzie mógł wejść każdy, ale już od godz. 15, kiedy pod pomnik Obrońców Wybrzeża przyjadą zagraniczni goście, zaczną obowiązywać wejściówki. Wtedy będzie można zobaczyć przywódców 20 państw - m.in. premiera Rosji Władimira Putina i kanclerz Niemiec Angelę Merkel. Gości oprowadzać będzie premier Donald Tusk.
Wejściówki na uroczystości rozprowadzał Urząd Miejski w Gdańsku, przez swoją stronę internetową.
- Mieliśmy 300 sztuk, rozeszły się w 15 minut - mówi Emilia Salach-Pezowicz, szefowa biura prasowego gdańskiego magistratu.
Równie szybko zareagowali nasi czytelnicy. "Gazeta" miała do rozdania 10 identyfikatorów. Czytelnicy dzwonili, a przy okazji opowiadali nam, dlaczego chcą uczestniczyć w uroczystościach.
- Kiedy byłem mały, ojciec zabrał mnie na Westerplatte. Opowiadał, że tu nasi żołnierze bohatersko się bronili, choć byli słabiej uzbrojeni i było ich mniej niż najeźdźców - mówi 50-letni Jerzy Włosiński z Gdyni. - Od tamtej wizyty Westerplatte jest dla mnie bardzo ważnym miejscem.
Pani Barbara z Gdańska wybiera się pod pomnik z mężem. - Weźmiemy wolne w pracy, żeby przeżyć okrągłą rocznicę - mówi. - Rodzina męża pochodzi z Gdańska, jego mama mieszkała przed wojną przy Rajskiej, tam gdzie dziś stoi dom handlowy. Historia jest ważna w naszej rodzinie, musimy tam być.
Adrian Grabowski ma 26 lat i jest kierowcą. - Chciałbym porobić zdjęcia podczas uroczystości. Gdańsk ma piękną historię, warto się nią interesować. Czuję się emocjonalnie związany z miastem. Westerplatte to symbol rozpoczęcia wojny. Niełatwo się mówi o patriotyzmie, więc powiem, że świadomość historyczna każe mi tam iść.
Daniel Szymański wybiera się pod pomnik z kolegą. - Obaj interesujemy się fotografią i chcemy tam porobić zdjęcia. Mam już przygotowany sprzęt, zabieram Nikona d300 z obiektywem 70-300 mm. Zazwyczaj fotografuję plenery i imprezy masowe, a tu pojawia się okazja na sfotografowanie wielu znamienitych gości.
Zbigniew Skrzypiec po raz pierwszy odwiedził Westerplatte 40 lat temu. - A później jeździłem tam będąc już przewodnikiem. Od wielu lat prywatnie jeździłem pod pomnik o godz. 4.40. Kilku westerplatczyków poznałem osobiście. Chcę być i teraz. Powinniśmy tam przychodzić, by czuć, o co chodziło w wojnie, cóż to był ten Danzig, czym była polska obrona.
Marek Grzegorzewski chciał się wybrać na uroczystości z żoną. Niestety, gdy zadzwonił, została już tylko jedna wejściówka. - Miałem trzy lata, gdy zaczęła się wojna. Przeżyłem ją w Warszawie i okolicach. Sporo osób z mojej rodziny zginęło. Dlaczego chcę iść na Westerplatte? Żeby poczuć ducha tego wyjątkowego miejsca. No i człowiek chciałby się poczuć Polakiem - tłumaczy.
Dla Gazety
Prof. dr hab. Jerzy Krzysztof Eisler, Instytut Historii PAN
Na Westerplatte przyjadą osoby, których na co dzień nie można zobaczyć w Polsce na własne oczy. Sam pamiętam, jak kiedyś, a byłem już profesorem historii, pojawiła się możliwość spotkania Nelsona Mandeli, który, niestety, w końcu nie przyjechał. To jest zdrowa ciekawość, nie ma nic zdrożnego w tym, że chcemy zobaczyć wielkich tego świata. Część osób przyjdzie, bo czuje potrzebę zamanifestowania swoich poglądów. To dla nich tak naturalne, jak dla osób wierzących chodzenie do kościoła. Słowem, potrzeba serca i afirmacja dobrze pojętego patriotyzmu. Nie odważyłbym się jednak na stwierdzenie, że to jakiś przełom, nowy patriotyzm. Znajdziemy bowiem ludzi, których to nie interesuje. Mają prawo tak myśleć. W wolnej Polsce nie powinniśmy etykietować, kto jest dobrym, a kto złym patriotą. Bo patriotyzm jest niemierzalny.
not. kfk