Centrum ma być skrzyżowaniem muzeum, centrum kongresowego, placówki badawczej i archiwum. Ma połączyć wszystko, co wiąże się z solidarnościowym ruchem, być pomnikiem walki Polaków o odzyskanie wolności.
Budowę gmachu, który miałby stanąć na terenach postoczniowych, zaproponował jeszcze w 1999 r. prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Kształtów realnych nabrała ona osiem lat później. W listopadzie 2007 r. prezydent razem z szefem "S", ministrem kultury, Urzędem Marszałkowskim i fundacją Centrum Solidarność podpisał się pod aktem założycielskim ECS. W ramach umowy związek zobowiązał się do "udostępnienia" archiwów "S", dokumentujących jej działalność. To ok. 3 tys. tytułów prasy podziemnej, tyle samo książek, kilka tysięcy plakatów i ulotek oraz 20 tys. fotografii i kilkaset godzin nagrań audycji radiowych "S", które dziś przechowywane są w budynku Komisji Krajowej w Gdańsku. Ale w czerwcu Jacek Rybicki, sekretarz "S" oświadczył: - Trudno mówić o przekazaniu Centrum czegoś, co jest własnością związku. Możemy zastanowić się nad wspólnym wykorzystaniem, ale o przenosinach archiwum nie ma mowy.
A zgromadzenie wszystkiego, co ilustruje działalność związku - obok stałej wystawy poświęconej "S" - miało być istotą ECS. To tu mieli trafiać wszyscy badacze ruchu i walki Polaków z reżimem komunistycznym od lat 40. aż po rok 1989. Ale w ostatnim czasie drogi związku i miasta zaczęły się rozchodzić. Punktem kulminacyjnym sporu okazało się 20-lecie upadku komunizmu, kiedy to stoczniowi działacze zapowiedzieli demonstrację pod pomnikiem Poległych Stoczniowców, w efekcie czego premier przeniósł obchody do Krakowa. Adamowicz i o. Maciej Zięba, dyrektor ECS, wierzyli w siłę negocjacji. Aleksander Hall, działacz opozycji demokratycznej i członek kolegium Centrum ubolewał, że stanowisko Solidarności odnośnie archiwum uległo zmianie. Ale dodawał: - Jestem przekonany, że prędzej czy później stworzymy w Gdańsku wielkie archiwum wolności.
Czy faktycznie?
Janusz Śniadek, szef "S", który mówił ostatnio, że dialog związku z ECS "przypomina wojnę", także dziś, w przededniu kolejnej rocznicy Porozumień Sierpniowych, nie przebiera w słowach. - Na razie ECS to tylko hasło - mówi Śniadek. - Dopóki nie stanie budynek, czyli namacalny dowód na Centrum, nie ma o czym mówić.
Prezydent Paweł Adamowicz: - Europejskie Centrum Solidarności, wbrew temu, co sądzi przewodniczący Śniadek, to nie tylko budynek. To instytucja, która działa. I to działa prężnie. Jestem przekonany, że tylko ECS może zapewnić fachową ochronę zasobów archiwalnych Solidarności. Ochronić je dla przyszłych pokoleń, co jest naszym obowiązkiem.
Czy przełom nastąpi po otwarciu Centrum? Nie wiadomo. Zanim miasto się o tym przekona, zainwestuje grube miliony. Koszt budowy gmachu oszacowano na 292 mln zł. Tylko część z tych pieniędzy - 140 mln zł - obiecał przekazać rząd. Resztę musi wyłożyć gmina. Budowa ma ruszyć w przyszłym roku, finał w sierpniu 2012. Dlatego ECS skupił się na budowie "własnego archiwum".
- Ludzie z całego kraju i zagranicy przysłali nam już kilka tysięcy fotografii, większość ilustruje budowę pomnika Poległych Stoczniowców oraz przebieg stoczniowego strajku w 1980 r. - mówi Paweł Golak, szef działu archiwalnego i biblioteki ECS. - Oprócz tego zgromadziliśmy m.in. ok. czterech tysięcy książek, zarówno drugiego obiegu, jak i współczesne wydawnictwa, które otrzymujemy oraz kupujemy. Wierzę, że do 2012 roku uda nam się zgromadzić znaczące archiwum, choć to będzie też zależeć od zaangażowania w to wielu osób oraz instytucji.