Piotr Ostrowski, nowy dyrektor Telewizji Gdańsk przyznaje, że za czasów jego poprzedniczki w firmie doszło do licznych nieprawidłowości.
- Z lektury wielu różnych dokumentów z lat 2007-2009 wynika, że gdy gdańską telewizją zarządzała pani Strzemieczna-Rozen działy się dziwne rzeczy, które prawdopodobnie doprowadziły do co najmniej setek tysięcy złotych strat - mówi Ostrowski. - Ze szczegółami wolałbym się jednak wstrzymać do czasu zakończenia śledztwa.
- To pan zawiadomił prokuraturę?
- Nie, ale gdyby nie zrobił tego ktoś przede mną, to też bym tak postąpił - odpowiada Ostrowski.
Kilka dni temu kontrolę zakończyła NIK. Wstępne ustalenia potwierdzają, że w gdańskim ośrodku mogło dojść do licznych nieprawidłowości. Dlatego sprawę przejmie wkrótce Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.
- Czekamy z tym na oficjalne raporty z kontroli NIK i wewnętrznego audytu TVP - mówi rzecznik prokuratury Grażyna Wawryniuk.
Z naszych informacji wynika, że inspektorów NIK miały zainteresować m.in. zasady, na których finansowano różnego typu imprezy, chociażby ubiegłoroczną z okazji 50-lecia gdańskiego ośrodka TVP. Ze wstępnych ustaleń wynika, że organizowano je tak, by zarabiała spółka pośrednicząca, której właścicielem jest mąż Agnieszki Czarneckiej - prawej ręki pani dyrektor, szefowej ds. promocji w gdańskiej TVP.
Wzbogacić się miał także mąż Joanny Strzemiecznej-Rozen. Reżyser Henryk Rozen dostał z TVP zlecenie na kilkaset godzin szkolenia dla dziennikarzy z "mowy ciała", a także reżyserował widowiska gdańskiej telewizji i pisał recenzje do co najmniej kilkudziesięciu programów.
- Nie wiem, czy to nie jest próba skompromitowania byłej dyrektorki, ale tu w gmachu TVP mówi się, że jej mąż miał zarobić setki tysięcy - komentuje jeden z dziennikarzy. - Jeśli te plotki są prawdziwe, to oznaczałoby, że kobieta zupełnie zatraciła instynkt samozachowawczy.
Prokuratura będzie też wyjaśniać m.in., czy celowe było wydanie z budżetu telewizji około dwóch tysięcy zł na gwiazdkowe prezenty dla Lecha Wałęsy i jego żony. Z rachunków potwierdzających zakup i wyjaśnień samej Joanny Strzemiecznej-Rozen wynika, że b. prezydent dostał złoty zegarek, a jego małżonka złoty łańcuszek. Ale Wałęsa zaprzecza.
- Joannę Strzemieczną znam, bo zanim trafiła do telewizji, przez kilka lat była moją asystentką - mówi były prezydent RP. - Nie przypominam sobie jednak żadnego zegarka od niej.
Po chwili namysłu Wałęsa dodaje: - Szkoda mi trochę dziewczyny... Może wysłała prezenty w paczce, a ja nie zwróciłem na nie uwagi.
Z wstępnych ustaleń pokontrolnych Najwyższej Izby Kontroli w TVP Gdańsk wynika również, że oprócz "grubych" spraw, miały miejsce przypadki wskazujące na wyjątkową rozrzutność ze strony dyrektorki. Np. służbową kartą kredytową w ciągu dwóch ostatnich lat zapłaciła ponad 200 tys. zł za "gastronomię i catering". Najwięcej pozycji stanowią "drobne" rachunki, po ok. 200 zł dziennie, za obiady i kolacje.
- Wszyscy w telewizji wiedzieli od dawna, że pani dyrektor szczególnie upodobała sobie sopocki bar Przystań - mówi nam jeden z dziennikarzy.
Joanna Strzemieczna-Rozen nie odbiera telefonów. W TVP dowiedzieliśmy się, że od kilku miesięcy jest na zwolnieniu lekarskim. Pobiera comiesięczne wynagrodzenie w wysokości około 10 tys. zł, bo kontrakt z nią wygasa dopiero we wrześniu br.
Pracownicy telewizji są zbulwersowani dotychczasowymi ustaleniami - tym bardziej że sytuacja finansowa w ich firmie jest zła i wiadomo, że szykują się spore redukcje. Najprawdopodobniej pracę straci w tym roku około 20 proc. ze 102 etatowych pracowników gdańskiego ośrodka.
Polecamy - Porzucone auto nie do ruszenia?