Rezerwat znajduje się w północno-wschodniej części Wyspy Sobieszewskiej, niedaleko Świbna. Od północy i zachodu graniczy z morzem, od południa przylega do sosnowego lasu, od wschodu do ujścia Przekopu Wisły. Dziko, pięknie i bezludnie, a to podoba się ptakom, które polubiły sobie to miejsce.
- To jedyna w Polsce kolonia rybitwy czubatej. Po 15-letniej przerwie gatunek ten wrócił tu w 2006 r. - mówi Lucjan Kleinschmidt z Katedry Zoologii na UWM w Olsztynie. - Rybitwy późno się rozmnażają, ich okres lęgowy to czerwiec, lipiec, a wtedy kwitnie też ruch turystyczny. Dlatego właśnie tu jesteśmy - żeby chronić ten cenny obszar i jego mieszkańców przed zadeptaniem.
Wraz z ornitologami z Grupy Badawczej Ptaków Wodnych Kuling przez całą dobę obserwują biegusy zmienne i rdzawe, sieweczki rzeczne i obrożne, rybitwy czubate i rzeczne, ostrygojady. Wszystkie te ptaki objęte są ochroną gatunkową. Od końca czerwca do 10 października ornitolodzy mieszkają w drewnianym domku na plaży, rozstawiają wacki, czyli druciane pułapki tunelowe, obrączkują złapane w nie ptaki. - Mewia Łacha to przystanek dla migrujących z Syberii biegusów zmiennych. Zatrzymują się tu na kilka dni, odżywiają żyjącymi na brzegu morza bezkręgowcami. Łapiemy je, mierzymy, ważymy, badamy ich otłuszczenie, sprawdzamy obrączki u już oznakowanych ptaków i obrączkujemy "czyste". Mieliśmy biegusa zaobrączkowanego na Ukrainie, był też jeden na szwedzkich "blachach" - opowiada Lucjan Kleinschmidt.
Pułapek jest 36, od piątej rano do 22.30 co dwie godziny są sprawdzane. Właśnie Paulina przynosi kosz z "łupem" z pobliskiego wacka. Trzy biegusy i sieweczka rzeczna. Ona i jeden biegus nie mają jeszcze obrączek. Ornitolog sprawnie je zakłada, ogląda pióra na skrzydłach (zmieniają się w zależności od wieku), mierzy długość dzioba, skrzydeł i stóp, waży ptaka. Jeszcze chwila, by zrobić zdjęcie i... biegus jest wolny. - Zajmujemy się nie tylko ptakami - zaznacza Lucjan Kleinschmidt. - Nasza rola to także edukacja. Ludzie zwykle nie wiedzą, "na czym polega rezerwat". Czerwone taśmy chronią wydmy, ale od strony morza droga jest wolna. Pilnujemy, by na łachach z lęgami rybitw i fokami nie cumowały jachty czy skutery, by turyści nie straszyli ptaków, opowiadamy o żyjących tu gatunkach. I to działa. Wiele osób amatorsko wciąga się w ornitologię i wraca tu.
Nic dziwnego - widok niedużego czarnodziobego biegusa, który spokojnie znosi obrączkowanie, na długo pozostaje w pamięci. Dlatego na obozy organizowane przez grupę Kuling (nazwa wywodzi się z kaszubskiej gwary, gdzie "kuling" oznacza część ptaków siewkowatych, tych o długich dziobach i nogach) na Mewią Łachę przyjeżdżają nie tylko ornitolodzy z wykształcenia, ale i studenci czy licealiści. Więcej o rezerwacie na www.kuling.org.pl/uw.
Dojazd do rezerwatu: samochodem do Świbna, parkujemy przy porcie rybackim; autobusami 112 i 212. Idziemy 2 km wzdłuż Wisły. Możemy też skorzystać z tramwaju wodnego, ale by wycieczka miała sens, zabieramy rower, bo przystanek jest na drugim końcu Wyspy Sobieszewskiej.
Polecamy - Filmowy spacer po Sopocie