Prezydent Karnowski twierdzi, że poczuł się obrażony wypowiedzią Jacka Kurskiego z lutego br. Na konferencji prasowej w Gdańsku wówczas poseł Prawa i Sprawiedliwości powiedział, że w wydziale promocji sopockiego magistratu pracuje córka jednego z radnych. Miał to być przykład na to, że w Sopotem rządzi "układ".
- Na tej samej konferencji padły także bardzo obraźliwe słowa, jak: "patologia" "mafia", "przestępcza działalność". Pan Kurski, jako czołowy polityk PiS, przekroczył wszelkie granice obowiązujące w praworządnym państwie. Obrzucił mnie błotem i musi za to ponieść odpowiedzialność - mówi Jacek Karnowski.
W piątek przed Sądem Okręgowym w Gdańsku odbyła się pierwsza rozprawa. Europoseł nie przyjechał do sądu, a jego adwokat poprosił o oddalenie powództwa. Przekonywał, że wypowiedź Kurskiego nie może naruszać dóbr osobistych żadnej osoby.
- Pan Kurski nie wymienił przecież żadnego nazwiska. Poza tym, czy zatrudnienie w Urzędzie Miasta córki radnego jest czymś z gruntu nagannym, co naraża na szwank dobre imię prezydenta miasta? Tu nie ma za co przepraszać - mówił mecenas Bogusław Kosmus.
- Nie panu to oceniać. Skoro pan Karnowski poczuł się publicznie znieważony, ma pełne prawo domagać się za to przeprosin - odpowiedział aplikant adwokacki Maciej Śledź, który przyszedł na rozprawę z prezydentem Sopotu.
Sędzia Wojciech Midziak chciał doprowadzić do ugody.
- Czy strony mogą są dogadać i zakończyć spór poza salą sądową? - zapytał Midziak.
Kosmus: - Muszę zapytać mojego klienta. Wcześniej nie miałem okazji, bo o tej sprawie zostałem zawiadomiony dopiero w czwartek późnym wieczorem.
Karnowski: - Ugoda możliwa jest pod jednym warunkiem - pan Jacek Kurski musi mnie przeprosić.
Sędzia wyznaczył kolejną rozprawę na 2 października. Dojdzie wtedy do konfrontacji Jacka Kurskiego z prezydentem Karnowskim, bo obaj muszą stawić się w sądzie obowiązkowo.
Tymczasem 29 czerwca przed gdańskim sądem okręgowym rozpocznie się kolejny proces cywilny przeciwko Jackowi Kurskiemu. Pod pozwem podpisała się grupa 10 radnych z Sopotu. Poczuli się obrażeni wypowiedzią, jakoby "pod rządami Jacka Karnowskiego Rada Miasta Sopotu stała się prywatnym folwarkiem ludzi całkowicie uzależnionych od widzimisię prezydenta miasta". Radni domagają się publicznych przeprosin i wpłaty 50 tys. zł na konto hospicjum.
Polecamy - Sędzia Janusz K. bez immunitetu