Aneta Kręglicka... skoro piękna, to pewnie głupia
16.06.2009
, aktualizacja: 18.06.2009 14:32
- Nigdy nie było łatwo! Bycie byłą miss nie tylko nie pomagało, ale nawet przeszkadzało. Blondynka. Nowicjuszka w branży... - o pracy, karierze i premierze Tusku mówi Aneta Kręglicka, Miss Świata z 1989 roku
ZOBACZ TAKŻE
- Jacek Taylor: Interwencja z zaświatów (19-06-09, 19:22)
- Tadeusz Fiszbach: Pucz? To było możliwe (17-06-09, 21:11)
- Wolność po Polsku (15-06-09, 21:16)
- Wolność po Polsku: Olga Krzyżanowska (15-06-09, 21:14)
- Wolność po polsku: historia Adama Hodysza (14-06-09, 19:00)
Piotr Głuchowski: Czy w 1989 roku wyborcze zwycięstwo Solidarności pomogło pani wygrać wybory Miss Świata?
Aneta Kręglicka: Julia Morley, właścicielka konkursu Miss World, pytana ówcześnie o to przez polskich dziennikarzy odpowiedziała również pytaniem: "A czy wy myślicie, że jesteście pępkiem świata? Wygrała, bo była najlepsza". Ufam więc, że tak było. I chociaż był to "polski" rok 1989, to podczas wyborów w Hongkongu największą sensację budziła jednak Miss Rosji. Rosja po raz pierwszy miała w konkursie swoją reprezentację.
Czyli nie spodziewała się pani zwycięstwa?
- Oczywiście, nie spodziewałam się głównej wygranej. Choć wśród faworytek byłam. W trakcie przesłuchań przed jury, bardzo dla mnie stresujących, dostałam pytanie o to, co Polska robi dla ochrony środowiska. No pięknie... Przecież przed 1989 rokiem środowisko to był temat w kraju nieobecny. Mieliśmy ważniejsze problemy. Ale musiałam na pytania odpowiedzieć, więc mówiłam o tym, że planujemy w Polsce wprowadzić benzynę bezołowiową (śmiech). Na szczęście przed wyjazdem przeczytałam na ten temat jakiś artykuł i prawdopodobnie brzmiało to wiarygodnie. Udało się. Naprawdę wygrana była zaskoczeniem.
A tak ogólnie, to Solidarność w pani życiu...
- ... jest ważna. Pochodzę przecież z Gdańska. Chodziłam do Topolówki, szkoły bardzo wtedy zaangażowanej. Roznosiliśmy ulotki, braliśmy udział w manifestacjach i wiecach. Polewali nas wodą z sikawek. Ale przede wszystkim wierzyliśmy, że coś za naszych czasów ma szansę się zmienić. To był okres, kiedy kształtowały się moje antykomunistyczne poglądy.
Dziś część antykomunistycznego Gdańska popiera raczej prezydenta, a część - raczej premiera...
- Szanuję premiera, jego wiedzę i determinację. Podoba mi się również jego sposób i język komunikowania się z politycznym, często nieokrzesanym otoczeniem.
Ma pani na myśli jego politycznych przeciwników, tak?
- Ktoś inny dawno na miejscu Tuska straciłby cierpliwość. On trzyma fason. Zewnętrznie i wewnętrznie. Według mnie to człowiek z silnym moralnym kręgosłupem. Dlatego popieram i jego, i Platformę. Chociaż różne partie mnie kusiły.
To znaczy?
- Politycy chcieli skorzystać z mego wizerunku, z mojego poparcia. Dla mnie jednak - idealistki - polityka to misja. Na razie nie czuję do niej powołania (śmiech).
Zbliża się 20. rocznica pani zwycięstwa, to może być promocyjnie łakomy kąsek. Zresztą pani się na tym doskonale zna...
- Piętnaście lat pracuję w public relations. Jeszcze jako licealistka chciałam mieć własną firmę. Nigdy nie planowałam pracy na etacie. Chciałam być sobie sama: sterem i okrętem. Taka jestem. Czasem za tę swoją niezależność i upór słono płacę, czasami się ta cecha przydaje. W interesach raczej się przydaje. W mojej najbliższej rodzinie nie było biznesmenów, więc nie mam tego w genach, ale już przed maturą postanowiłam, że założę własną firmę. Myślałam o biurze turystycznym. Po konkursie Miss World przekonałam się jednak, że dobrze sobie radzę w sytuacjach reklamowo-promocyjnych. Że to rozumiem i chyba nawet lubię. Założyłam firmę ABK. Od moich inicjałów: Aneta Beata Kręglicka. Wcześniej jeszcze powołałam fundację. Organizowałam wiele imprez: rozrywkowych, sportowych, promujących zdrowy styl życia. Jedną z nich był warszawski marszobieg ABK 10 K.
Czyli dziesięć kilometrów?
- W rzeczywistości było trochę mniej, ale marszobieg miał się rozwijać. Inicjatywa chwyciła, pobiegło sześć tysięcy osób...
... jak rozumiem, nie chodziło tylko o zdrowie. Pani zarabiała na tym chyba pieniądze...
- Na początku robiliśmy wszystko w ramach fundacji, więc bez profitu. Z czasem, kiedy zainteresowanie naszymi imprezami rosło i rosły wymagania sponsorów, powołaliśmy firmę i wtedy była to już płatna obsługa agencyjna. To był czas bardzo intensywnej pracy, od rana do wieczora. Zjawialiśmy się ze współpracownikami u kolejnych klientów i proponowaliśmy kampanie reklamowe naszego pomysłu. Reklamowaliśmy kosmetyki, sprzęt AGD, produkty spożywcze, oleje napędowe... Osobiście jeździłam na negocjacje.
Aneta Kręglicka: Julia Morley, właścicielka konkursu Miss World, pytana ówcześnie o to przez polskich dziennikarzy odpowiedziała również pytaniem: "A czy wy myślicie, że jesteście pępkiem świata? Wygrała, bo była najlepsza". Ufam więc, że tak było. I chociaż był to "polski" rok 1989, to podczas wyborów w Hongkongu największą sensację budziła jednak Miss Rosji. Rosja po raz pierwszy miała w konkursie swoją reprezentację.
Czyli nie spodziewała się pani zwycięstwa?
- Oczywiście, nie spodziewałam się głównej wygranej. Choć wśród faworytek byłam. W trakcie przesłuchań przed jury, bardzo dla mnie stresujących, dostałam pytanie o to, co Polska robi dla ochrony środowiska. No pięknie... Przecież przed 1989 rokiem środowisko to był temat w kraju nieobecny. Mieliśmy ważniejsze problemy. Ale musiałam na pytania odpowiedzieć, więc mówiłam o tym, że planujemy w Polsce wprowadzić benzynę bezołowiową (śmiech). Na szczęście przed wyjazdem przeczytałam na ten temat jakiś artykuł i prawdopodobnie brzmiało to wiarygodnie. Udało się. Naprawdę wygrana była zaskoczeniem.
A tak ogólnie, to Solidarność w pani życiu...
- ... jest ważna. Pochodzę przecież z Gdańska. Chodziłam do Topolówki, szkoły bardzo wtedy zaangażowanej. Roznosiliśmy ulotki, braliśmy udział w manifestacjach i wiecach. Polewali nas wodą z sikawek. Ale przede wszystkim wierzyliśmy, że coś za naszych czasów ma szansę się zmienić. To był okres, kiedy kształtowały się moje antykomunistyczne poglądy.
Dziś część antykomunistycznego Gdańska popiera raczej prezydenta, a część - raczej premiera...
- Szanuję premiera, jego wiedzę i determinację. Podoba mi się również jego sposób i język komunikowania się z politycznym, często nieokrzesanym otoczeniem.
Ma pani na myśli jego politycznych przeciwników, tak?
- Ktoś inny dawno na miejscu Tuska straciłby cierpliwość. On trzyma fason. Zewnętrznie i wewnętrznie. Według mnie to człowiek z silnym moralnym kręgosłupem. Dlatego popieram i jego, i Platformę. Chociaż różne partie mnie kusiły.
To znaczy?
- Politycy chcieli skorzystać z mego wizerunku, z mojego poparcia. Dla mnie jednak - idealistki - polityka to misja. Na razie nie czuję do niej powołania (śmiech).
Zbliża się 20. rocznica pani zwycięstwa, to może być promocyjnie łakomy kąsek. Zresztą pani się na tym doskonale zna...
- Piętnaście lat pracuję w public relations. Jeszcze jako licealistka chciałam mieć własną firmę. Nigdy nie planowałam pracy na etacie. Chciałam być sobie sama: sterem i okrętem. Taka jestem. Czasem za tę swoją niezależność i upór słono płacę, czasami się ta cecha przydaje. W interesach raczej się przydaje. W mojej najbliższej rodzinie nie było biznesmenów, więc nie mam tego w genach, ale już przed maturą postanowiłam, że założę własną firmę. Myślałam o biurze turystycznym. Po konkursie Miss World przekonałam się jednak, że dobrze sobie radzę w sytuacjach reklamowo-promocyjnych. Że to rozumiem i chyba nawet lubię. Założyłam firmę ABK. Od moich inicjałów: Aneta Beata Kręglicka. Wcześniej jeszcze powołałam fundację. Organizowałam wiele imprez: rozrywkowych, sportowych, promujących zdrowy styl życia. Jedną z nich był warszawski marszobieg ABK 10 K.
Czyli dziesięć kilometrów?
- W rzeczywistości było trochę mniej, ale marszobieg miał się rozwijać. Inicjatywa chwyciła, pobiegło sześć tysięcy osób...
... jak rozumiem, nie chodziło tylko o zdrowie. Pani zarabiała na tym chyba pieniądze...
- Na początku robiliśmy wszystko w ramach fundacji, więc bez profitu. Z czasem, kiedy zainteresowanie naszymi imprezami rosło i rosły wymagania sponsorów, powołaliśmy firmę i wtedy była to już płatna obsługa agencyjna. To był czas bardzo intensywnej pracy, od rana do wieczora. Zjawialiśmy się ze współpracownikami u kolejnych klientów i proponowaliśmy kampanie reklamowe naszego pomysłu. Reklamowaliśmy kosmetyki, sprzęt AGD, produkty spożywcze, oleje napędowe... Osobiście jeździłam na negocjacje.
Zobacz Aneta Kręglicka na zdjęciach
Uśmiechała się pani i już była zgoda?
- Nigdy nie było tak łatwo! Bycie byłą miss nie tylko nie pomagało, ale nawet przeszkadzało. Blondynka. Nowicjuszka w branży... - No właśnie. Musiałam pokazać, udowodnić, że mam na prawdę dobre pomysły i że potrafię je zrealizować. Zresztą: większość zleceń ABK zdobywała z przetargów. A potem były jeszcze badania skuteczności zrobionych przez nas kampanii. I wypadaliśmy dobrze.
... skoro piękna, to pewnie głupia.
- No właśnie. Musiałam pokazać, udowodnić, że mam na prawdę dobre pomysły i że potrafię je zrealizować. Zresztą: większość zleceń ABK zdobywała z przetargów. A potem były jeszcze badania skuteczności zrobionych przez nas kampanii. I wypadaliśmy dobrze.
W ogóle się nie liczyło, że pani jest...
- Tak całkiem w ogóle - to nie. Czasami się liczyło... Popularność pomaga chociażby przy kontaktach z gwiazdami. Nie miałam nigdy problemu, by zachęcić znane osoby do udziału w moich projektach, zwłaszcza tych fundacyjnych.
Firmy ABK już nie ma.
- Odszedł udziałowiec, był więc powód, aby zmienić też nazwę. Teraz prowadzę agencję PR Hannah Hooper. Jestem jej właścicielką i prezesem. Prowadzimy konsultacje w branży finansowej, farmaceutycznej, kosmetycznej, infrastruktury.
A konkretniej - co robicie?
- Jesteśmy twórcami i producentami wielu kampanii PR, wprowadzamy nowe produkty na rynek, opracowując kompleksową komunikację zewnętrzną. Naszego autorstwa są też kampanie prospołeczne, m.in. przez kilka lat tworzyliśmy dla Autostrady Małopolskiej kampanię promującą właściwe postawy na drodze, pod nazwą "Droga Życia". Osobiście przekonałam radę nadzorczą Stalexportu, aby część środków z budżetu przeznaczyć na prewencję. Była więc kampania billboardowa, reklama kinowa, radiowa, plakaty i akcje bezpośrednio na autostradzie.
Jechała pani nową autostradą do Gdańska? Ładnie się Trójmiasto przez 20 lat zmieniło.
- Ostatnio jechałam, ale niestety nie autostradą, całe sześć godzin. Zaraz po 1989 roku miałam nadzieję, że od razu dogonimy Zachód.
Nie tylko pani. Mieliśmy wszak budować "drugą Japonię".
- Tylko okazało się, że to wszystko tak potwornie długo trwa.
Ale jednak Gdańsk niesamowicie zyskał na znaczeniu. Rozmawiamy sobie akurat 4 czerwca. Premier dzisiaj gości w Gdańsku, prezydent w Gdańsku. Gdańsk we wszystkich telewizjach. Przecież to nie jest drugie co do wielkości miasto po Warszawie, ale medialnie, politycznie, kulturalnie - tak jakby było.
- Prawda. Jednak brakuje wciąż infrastruktury. To mogłoby być miasto kongresowe, miejsce spotkań biznesu, a nie tylko angielskich kibiców pijących piwo.
Ale idzie ku lepszemu. Będziemy mieli nowe Młode Miasto, stadion, centrum Solidarności...
- Szkoda tylko, że pogody nie będziemy mieli lepszej, tego się nie kupi ani nie zbuduje (śmiech). Ale zawsze jest nadzieja.
20 lat po roku 1989
W cyklu "Wolność po polsku" przypominamy ludzi, którzy przed laty - na różne sposoby - mocno zapisali się w naszej pamięci. Co robili przed rokiem 1989? Co przyniosły im czasy przełomu? Co porabiają dzisiaj? Przedstawiliśmy już historie Adama Hodysza i Olgi Krzyżanowskiej. W środę opowiemy o Tadeuszu Fiszbachu, a w kolejnych dniach o Januszu Leksztoniu, Jacku Taylorze, ks. Henryku Jankowskim i Jacku Merklu.
- Nigdy nie było tak łatwo! Bycie byłą miss nie tylko nie pomagało, ale nawet przeszkadzało. Blondynka. Nowicjuszka w branży... - No właśnie. Musiałam pokazać, udowodnić, że mam na prawdę dobre pomysły i że potrafię je zrealizować. Zresztą: większość zleceń ABK zdobywała z przetargów. A potem były jeszcze badania skuteczności zrobionych przez nas kampanii. I wypadaliśmy dobrze.
... skoro piękna, to pewnie głupia.
- No właśnie. Musiałam pokazać, udowodnić, że mam na prawdę dobre pomysły i że potrafię je zrealizować. Zresztą: większość zleceń ABK zdobywała z przetargów. A potem były jeszcze badania skuteczności zrobionych przez nas kampanii. I wypadaliśmy dobrze.
W ogóle się nie liczyło, że pani jest...
- Tak całkiem w ogóle - to nie. Czasami się liczyło... Popularność pomaga chociażby przy kontaktach z gwiazdami. Nie miałam nigdy problemu, by zachęcić znane osoby do udziału w moich projektach, zwłaszcza tych fundacyjnych.
Firmy ABK już nie ma.
- Odszedł udziałowiec, był więc powód, aby zmienić też nazwę. Teraz prowadzę agencję PR Hannah Hooper. Jestem jej właścicielką i prezesem. Prowadzimy konsultacje w branży finansowej, farmaceutycznej, kosmetycznej, infrastruktury.
A konkretniej - co robicie?
- Jesteśmy twórcami i producentami wielu kampanii PR, wprowadzamy nowe produkty na rynek, opracowując kompleksową komunikację zewnętrzną. Naszego autorstwa są też kampanie prospołeczne, m.in. przez kilka lat tworzyliśmy dla Autostrady Małopolskiej kampanię promującą właściwe postawy na drodze, pod nazwą "Droga Życia". Osobiście przekonałam radę nadzorczą Stalexportu, aby część środków z budżetu przeznaczyć na prewencję. Była więc kampania billboardowa, reklama kinowa, radiowa, plakaty i akcje bezpośrednio na autostradzie.
Jechała pani nową autostradą do Gdańska? Ładnie się Trójmiasto przez 20 lat zmieniło.
- Ostatnio jechałam, ale niestety nie autostradą, całe sześć godzin. Zaraz po 1989 roku miałam nadzieję, że od razu dogonimy Zachód.
Nie tylko pani. Mieliśmy wszak budować "drugą Japonię".
- Tylko okazało się, że to wszystko tak potwornie długo trwa.
Ale jednak Gdańsk niesamowicie zyskał na znaczeniu. Rozmawiamy sobie akurat 4 czerwca. Premier dzisiaj gości w Gdańsku, prezydent w Gdańsku. Gdańsk we wszystkich telewizjach. Przecież to nie jest drugie co do wielkości miasto po Warszawie, ale medialnie, politycznie, kulturalnie - tak jakby było.
- Prawda. Jednak brakuje wciąż infrastruktury. To mogłoby być miasto kongresowe, miejsce spotkań biznesu, a nie tylko angielskich kibiców pijących piwo.
Ale idzie ku lepszemu. Będziemy mieli nowe Młode Miasto, stadion, centrum Solidarności...
- Szkoda tylko, że pogody nie będziemy mieli lepszej, tego się nie kupi ani nie zbuduje (śmiech). Ale zawsze jest nadzieja.
20 lat po roku 1989
W cyklu "Wolność po polsku" przypominamy ludzi, którzy przed laty - na różne sposoby - mocno zapisali się w naszej pamięci. Co robili przed rokiem 1989? Co przyniosły im czasy przełomu? Co porabiają dzisiaj? Przedstawiliśmy już historie Adama Hodysza i Olgi Krzyżanowskiej. W środę opowiemy o Tadeuszu Fiszbachu, a w kolejnych dniach o Januszu Leksztoniu, Jacku Taylorze, ks. Henryku Jankowskim i Jacku Merklu.
Najnowsze wiadomości
-
Bon Jovi na PGE Arenie. Wrócił na scenę w koszulce reprezentacji Polski [RELACJA]
-
Bon Jovi w koszulce reprezentacji Polski, czyli wielkie show na PGE Arenie [ZDJĘCIA]
-
Amerykanie kręcą w Gdańsku film. Tylko jaki? To ściśle tajne
-
Przejście przy Hallera wciąż niebezpieczne dla pieszych. Będą zmiany?
-
Architekci muszą zdjąć nielegalną reklamę przy Złotej Bramie
-
Kierowca bez prawka, a pod siedzeniem kilogram narkotyków
-
Do końca tygodnia TBM dowierci się do gruntu. Potem przerwa











