Aleksandra Kozłowska: Kolizja - z jednej strony warunki, jakie musi spełnić Stocznia Gdańska, by trafić na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, z drugiej plany rozwoju Młodego Miasta, które musi przecież zostać skomunikowane. A Raport Komitetu ds. Światowego Dziedzictwa Kulturowego w Polsce mówi, że Nowa Wałowa rozetnie tę dzielnicę, niszcząc jej wymaganą przez UNESCO integralność. Co w tej sytuacji powinny zrobić władze Gdańska?
Tomasz Merta, wiceminister kultury: Raport nie jest ostatnim słowem w dyskusji. Komitet działa jak filtr - ocenia pomysły wpisu i pokazuje, czego potrzebujemy, by znaleźć się na Liście Światowego Dziedzictwa. Dlatego najpóźniej w lipcu odbędzie się w tej sprawie spotkanie. Wezmą w nim udział członkowie Komitetu, którzy przygotowali raport, władze miasta oraz właściciel postoczniowych terenów - firma BPTO. Trzeba ocenić, na ile jest możliwe pogodzenie oczekiwań UNESCO i planów inwestorów, zwłaszcza że UNESCO wymaga planu zarządzania chronionym terenem.
Prezydent Adamowicz we wczorajszej rozmowie z "Gazetą" powiedział, że jest zirytowany ciągłym wycofywaniem wniosków przez Ministerstwo Kultury. Najpierw mówiono, że to Główne Miasto jest atutem, potem pojawiło się Westerplatte i plac Solidarności z pomnikiem oraz Bramą nr 2 i Salą BHP. A teraz stocznia.
- Przez kilkanaście ostatnich lat UNESCO ewoluowało. W tej chwili, inaczej niż wtedy, gdy Gdańsk przygotowywał swój pierwszy wniosek, nie liczą się już tzw. najcenniejsze zabytki, typu starówki miast czy kościoły. Takich obiektów na tej liście jest już bardzo dużo. Patrzy się na nią więc jak na listę braków - liczy się to, czego jeszcze tam nie ma, unikalne "smaczki".
Takie jak Stocznia Gdańska?
- Na liście UNESCO nie ma żadnej reprezentatywnej stoczni z przełomu XIX i XX w., na dodatek wciąż pracującej. I która jest kolebką Solidarności, idei uniwersalnej, która dała początek historycznym zmianom na świecie. Solidarność kojarzą wszyscy. Poprzednie wnioski zostały wycofane bo - jak mówiłem - zmieniała się polityka UNESCO. Lepiej, że tak się stało, niż gdyby propozycja miała przepaść w głosowaniu. To dopiero byłaby porażka. Najnowszy wniosek oparty o dziedzictwo Solidarności, wnoszący o zachowanie części terenu Stoczni Gdańskiej z Bramą Nr 2, Salą BHP, Budynkiem Dyrekcji oraz Stoczni Cesarskiej, uzupełniony o pomnik Poległych Stoczniowców na placu Solidarności, ma według mnie duże szanse powodzenia. Warto więc spróbować.
Prezydent Adamowicz obawia się, że wpis na listę UNESCO to wprawdzie prestiż, ale kosztowny. Gdańsk stara się o wpis na listę już od 12 lat.
- Jeśli chodzi o pieniądze, to właśnie znalezienie się na Liście Światowego Dziedzictwa je generuje. Uruchamia potężny ruch turystyczny. Po Europie jeżdżą przecież specjalnie organizowane wycieczki trasą zabytków UNESCO. A w Gdańsku na tej liście znalazłby się nie jeden obiekt, a cały teren.
Komitet pisze, że potrzebna jest tu pomoc rządu, ponieważ Gdańsk sam nie jest w stanie udźwignąć ciężaru ochrony terenu stoczni. Czy Ministerstwo Kultury wesprze miasto finansowo?
- W tej chwili za wcześnie na takie deklaracje. Stocznia Gdańska to jedno z ważniejszych polskich miejsc, pomoc rządu byłaby więc bardzo a propos. Trudno jednak teraz przesądzić, w jakim możliwa byłaby zakresie.