Głosowanie na Pomorzu przebiegło spokojnie, choć wyborcy zafundowali obserwatorom sporo emocji. W południe frekwencja była u nas fatalna, okręg gdański wypadał najgorzej w kraju. A w tych wyborach kluczowe znaczenie miała właśnie frekwencja i liczba głosów oddanych na kilku najbardziej popularnych kandydatów. Od tego zależało, czy Pomorzu przypadną dwa, czy może trzy euromandaty. W południe nie mieliśmy szans na trzech eurodeputowanych.
Wynik był tym bardziej zaskakujący, że pięć lat temu, w wyborach do Parlamentu Europejskiego, do urn poszło 24 proc. uprawnionych na Pomorzu, o 3 proc. więcej niż średnia w kraju.
Ale w niedzielę szybko okazało się, że nadrabiamy straty. Po południu Pomorzanie wybrali się do urn i nasz okręg znajdował się w środku stawki. Wkrótce zajmowaliśmy czwartą pozycję, a cały wyścig zakończyliśmy na miejscu trzecim - tradycyjnie za stolicą i nieoczekiwanie za wyjątkowo aktywnym tym razem Krakowem.
Na Pomorzu głosowało ok. 25 proc., a w kraju średnio ok. 22. W Sopocie frekwencja wyniosła ok. 35 proc.
Oficjalne wyniki Państwowa Komisja Wyborcza ogłosi we wtorek, ale szacunki wskazują, że Pomorze otrzyma jednak trzy mandaty. Kto je dostanie?
Najwięcej głosów zdobyła w naszym regionie Platforma Obywatelska. Głosowała na nią ok. 55 proc. wyborców (w kraju w zależności od sondażu 45-52 proc.). PO ma szansę co najwyżej na dwa mandaty. Przypadną one eurodeputowanemu Januszowi Lewandowskiemu i posłowi Jarosławowi Wałęsie, choć szansę miał również marszałek Jan Kozłowski. Ostateczną odpowiedź, kto pojedzie do Brukseli, poznamy po przeliczeniu wyników z całego kraju.
Drugie miejsce zajęło Prawo i Sprawiedliwość, zdobywając 27 proc. (w kraju 29 proc.). Mandat dostanie posłanka Jolanta Szczypińska, choć istnieje możliwość, że przypadnie on posłowi Tadeuszowi Cymańskiemu lub eurodeputowanej Hannie Foltyn-Kubickiej.
Trzecie miejsce zajęło na Pomorzu SLD, zdobywając ok. 8 proc. głosów, a czwarte PSL z wynikiem ok. 6 proc. Na Pomorzu oba ugrupowania uzyskały nieco niższe poparcie.
Jak Pomorze mogło wygrać frekwencją?
W kraju było 13 okręgów wyborczych - niektóre, jak gdański, obejmowały całe województwo - inne, np. olsztyński, składały się z blisko dwóch regionów. U nas uprawnionych do głosowania było 1,7 mln osób - co dawało nam dopiero 10. miejsce w kraju, w okręgu olsztyńskim głosować mogło aż o 400 tys. więcej. A liczba mandatów przypadających w regionie zależała od liczby głosów oddanych na liderów list. Wyglądało więc, że Pomorze przegra rywalizację z większością okręgów, w tym także z olsztyńskim. Ale mobilizacja mieszkańców województwa spowodowała, że aktywnością nadrobiliśmy braki w liczbie wyborców. Choć jest nas mniej, do urn na Pomorzu wpadło o kilka tysięcy więcej kart niż w okręgu olsztyńskim.