Radni PO od kilku tygodni zastanawiają się nad budową ECS, które w 2012 r. ma stanąć na terenach postoczniowych. Powód - kryzys. W latach 2010-2013 wpływy do budżetu mają być mniejsze o 200 mln zł. Tylko w pierwszym kwartale spadły o ponad 30 mln zł w porównaniu z rokiem ubiegłym. Dlatego miasto szykuje cięcia inwestycyjne. Mają dotyczyć m.in. przesunięcia Trasy Sucharskiego na 2014 r., czy rezygnacji z budowy pływalni.
- Czyli oberwą mieszkańcy - tłumaczył "Gazecie" wątpliwości radnych Jerzy Borowczak z PO. - Uważam, że jeśli mamy wyciąć choć jedną drogę, którą poruszają się lub będą poruszać wszyscy gdańszczanie - coś, co znacznie podniesie ich komfort życia - to warto zastanowić się nad przesunięciem budowy ECS. Oczywiście pod warunkiem, że nie stracimy przez to unijnego dofinansowania.
Budowa Centrum ma pochłonąć 292 mln zł. 140 mln obiecał rząd. Resztę musi wyłożyć miasto. Dziś ECS działa w tymczasowej siedzibie i - zdaniem rajców PO - dalej mogłoby świetnie sobie w niej radzić. Do czasu, aż skończą się finansowe kłopoty miasta i wydatki związane z Euro 2012. Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz o przesunięciu inwestycji nie chce słyszeć. Sytuację tę wykorzystuje PiS: "28 maja Rada Miasta Gdańska podjęła uchwałę w sprawie obchodów rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów w naszym kraju, po upadku komunizmu w dniu 4 czerwca 1989 r." - napisali w apelu politycy PiS. "Uchwała ta była próbą oddania hołdu osobom walczącym o wolność naszego kraju, uszanowaniem dziedzictwa Solidarności. Pozostanie pustym, nic nieznaczącym gestem, jeżeli radni Platformy Obywatelskiej podtrzymają swoje deklaracje dotyczące wstrzymania budowy Europejskiego Centrum Solidarności".
Jarosław Gorecki, szef klubu PO: - PiS nie będzie nam niczego dyktował. Dyskutujemy o przesunięciu inwestycji, a nie rezygnacji z niej. Żaden radny Platformy nie ma najmniejszych wątpliwości co do zasadności budowy ECS. Ale sytuacja miasta się pogarsza i zastanawiamy się, czy Gdańsk nie wziął na siebie zbyt dużo przedsięwzięć. Przyznam: tym razem radni PiS dali świetny pokaz PR. Platformę - czyli autorów idei budowy ECS - postawili po drugiej stronie barykady. Gorzej było na ostatniej sesji, kiedy radny PiS Kazimierz Koralewski ubolewał, że prezydent bardziej martwi się o dzieci z Kindertransportów niż o gdańskich kupców. I właśnie taki sposób myślenia jest powodem, dla którego nie przejmujemy się apelami Prawa i Sprawiedliwości.
Polecamy - Gdynia kandydatem F1 do organizacji wyścigu