"Bez tarczy, bez wojen, jesteśmy za pokojem", "Żądamy referendum w sprawie tarczy", "Ani kroku dalej w wyścigu zbrojeń" - z takimi transparentami pojawili się w sobotę przed słupskim ratuszem młodzi ludzie z Kampanii Przeciwko Militaryzmowi (KPM), ruchu skupiającym kilkanaście organizacji antywojennych, ekologicznych i anarchistycznych. Zjechali do Słupska z większych miast całego kraju.
- Panie Tusk, panie Klich, nie potrzebujemy rakiet Patriot, bo one nie uchronią mieszkańców Słupska przed atakami terrorystycznymi. Nie potrzebujemy dodatkowych zabawek dla generałów, potrzebujemy szkół i szpitali - przemawiał z postawionej na rynku trybuny Filip Ilkowski z Inicjatywy Stop Wojnie.
- Budowa bazy zaszkodzi Polsce i będzie elementem nakręcającym wyścig zbrojeń. Nie jest prawdą, że będzie to broń obronna. Docelowo wejdzie w skład programu Gwiezdnych Wojen - dodawał Maciej Muskat z KPM.
Na manifestację przyjechał również czeski eurodeputowany Miloslav Ransdorf.
- Mamy ten sam problem. Amerykanie chcą budować w naszym kraju radar. Tymczasem 80 proc. obywateli Czech jest temu przeciwnych, ale nasz rząd nie komunikuje się w tej sprawie z obywatelami - mówił Ransdorf.
Eurodeputowany przypomniał, że u nas jest podobnie. Istotnie, według pracowni PBS, budowie tarczy przeciwnych jest 60 proc. mieszkańców Słupska i powiatu słupskiego. Inwestycję popiera tylko 31 proc. ankietowanych. Blisko połowa pytanych nie zgadza się na instalację tarczy "za żadną cenę".
Zwolenników tarczy pojawiło się tylko kilku. Wśród nich dr Andrzej Jodkowski, z przedstawicielstwa MDAA (amerykańskiej organizacji lobbującej za budową bazy).
- Budowa tarczy będzie oznaczać zwiększenie poziomu światowego bezpieczeństwa - przekonywał Jodkowski.
Manifestacja nie spotkała się z aprobatą miejscowych władz, choć Mariusz Chmiel, wójt gminy Słupsk, w której leży Redzikowo - typowane na miejsce powstania bazy, też sprzeciwia się budowie w obecnej formie.
- Demonstrujący uważają, że im gorzej będzie uzbrojona Polska, tym lepiej. Ja chciałbym, aby nasz kraj miał odpowiednie środki do obrony - mówi Chmiel. - Nie chcę, aby tarcza powstała na terenie lotniska w Redzikowie, o co zabiegają Amerykanie. Lotnisko jest nam potrzebne do rozwoju regionu. Zaproponowałem stronie amerykańskiej inną lokalizację, tuż obok lotniska, na terenie dawnego poligonu.
Po zakończeniu wiecu, kilkudziesięciu demonstrantów pojechało do Redzikowa. Próbowali sforsować płot i wejść na teren dawnego wojskowego lotniska. Drogę zablokowała im policja.
Do poważniejszego incydentu doszło wczoraj krótko po godz. 5 - policja zatrzymała 25 uczestników manifestacji, którzy spędzali noc w mieszkaniu w Słupsku.
- Sąsiedzi skarżyli się głośną imprezę, stąd interwencja - mówi Jacek Bujarski, rzecznik słupskiej policji. - Funkcjonariuszy znieważono wulgarnymi określeniami. Popychano ich. Wtedy wezwali na pomoc inne patrole. Łącznie interweniowało ośmiu policjantów. Jeden z nich użył gazu łzawiącego w sprayu.
Zatrzymani - w wieku od 18 do 25 lat - zostali przewiezieni w kajdankach do policyjnej izby zatrzymań.
- Mieli od 0,7 do 2,5 promila alkoholu. Części z nich zostanie postawiony zarzut napaści na funkcjonariuszy, ale musimy poczekać, aż wytrzeźwieją - zapowiada Bujarski.
- Policja brutalnie wpadła do prywatnego mieszkania pod pretekstem zakłócania ciszy nocnej. Wyłamano drzwi, użyto gazów i pałek. Nawet gdyby było głośno, to nie wchodzi się taranem i nie rzuca gazów - mówi nam kolega zatrzymanych Damian Kaczmarek.
- Pałowanie? Nic o tym nie wiem, choć przyznaję, że akcja była duża - mówi Jacek Bujarski.
O godz. 13 przed komisariatem odbyła się manifestacja w obronie zatrzymanych.
- Jeden z nich ma złamaną rękę - twierdzą znajomi osadzonych.
- Nieprawda. Nikomu nic się nie stało, nawet osobie, która dostała gazem - zaprzecza nadkomisarz Bujarski.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto