Polecamy w serwisie Trójmiasto - Kultura:
Monty Python nie zrobiłby tego lepiej. Recenzja spektaklu w Gdyni
04.10.2010
aktualizacja: 2012-02-21 11:16
Świetne dialogi, doborowe wykonawstwo i potężna dawka zwariowanego humoru - to "Spamalot" w reżyserii Macieja Korwina w Teatrze Muzycznym w Gdyni.
ZOBACZ TAKŻE
- Muzyczny zaspamował Wrocław [wideo] (22-03-11, 16:03)
- Spamalot w Muzycznym, czyli antylegenda o Królu Arturze (02-10-10, 11:00)
- Rycerze Króla Artura, czyli kto pracuje przy "Spamalocie" (01-10-10, 15:04)
- Weekend ze Spamalotem: Zostań rycerzem Króla Artura! (09-12-10, 15:23)
- Spamalot, czyli Monty Python w Gdyni [zdjęcia] (22-09-10, 13:18)
- Gdyński Monty Python tylko dla dorosłych [wideo] (30-09-10, 12:51)
- "Spamalot" podczas sierpniowych upałów [wideo] (28-09-10, 13:45)
- "Spamalot" - pierwszy musical Wierzbięty (27-09-10, 14:10)
- "Spamalot" autorstwa komików Pythona (24-09-10, 12:00)
GALERIA ZDJĘĆ
- Premiera "Spamalota" i jubileusz Macieja Korwina (08-10-10, 14:09)
- "Spamalot" na próbach [zdjęcia] (30-09-10, 11:46)
SERWISY
Mamy dla Was
podwójne zaproszenie na spektakl 23 lutego na godz. 19. Wystarczy odpowiedzieć na pytanie:
- Jaki tytuł będzie nosiła najnowsza premiera w Teatrze Muzycznym w Gdyni?
Na odpowiedzi czekamy pod adresem piotr.sobierski@gdansk.agora.pl do wtorku do godz. 15. W tytule wiadomości prosimy wpisać "Spamalot", nie zapomnijcie podać swoich danych. Nagrodzimy pierwszą prawidłową odpowiedź.
---
Zazdroszczę wszystkim, którzy nie widzieli jeszcze najnowszej premiery Teatru Muzycznego w Gdyni - "Spamalota" według filmu "Monty Python i Święty Graal". Dlaczego? Bo wieczór pełen zwariowanych gagów, prześmiesznych dialogów i fabularnych niespodzianek wciąż przed nimi. Ja zaś, choć na pewno jeszcze raz wybiorę się na "Spamalota", już wiem, czego się spodziewać i znam zaskakujący finał, więc emocji pierwszego odbioru nie powtórzę.
W sobotni wieczór Teatr Muzyczny zaprosił gości na polską prapremierę musicalu, który na światowych scenach robi furorę od trzech lat. Pomysł jego wystawienia był tyle samo przewidywalny (skoro "Spamalota" wszędzie grają z sukcesem, to dlaczego nie u nas?), co odważny. - Trochę się boję, jak nasza publiczność przyjmie specyficzny angielski humor Pythona, gdzie na przykład puszcza się bąki. U Monty Pythona to robi się nawet w rytm Marsylianki. Raczej nie sądzę, by u nas komuś przyszło do głowy tak poczynać sobie z Mazurkiem Dąbrowskiego - mówił reżyser Maciej Korwin przed premierą.
Premierowy spektakl pokazał, że obawy były na wyrost, a publiczność szybko wyczuła konwencję absurdu i zabawy kiczem. Już pierwsza scena wykładu historyka (wyśmienita rola Saszy Reznikowa, którego potem zobaczymy jako rubasznego Francuza), opowiadającego o królu Arturze, wprawia widzów w doskonały humor. A ten nie opuszcza ich aż do ostatniego bisu.
Zwariowana i kpiarska komedia, żywiąc się legendą o brytyjskim królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu, natrząsa się z wszystkiego, z czym tylko może się skojarzyć: od "Krzyżaków" z Jurandem ze Spychowa aż po Wandę, co nie chciała Niemca. A nawet jeśli nie kojarzy się z Violettą Villas, "Rejsem", Presleyem, kaszubszczyzną czy reklamą telefonii komórkowej, to i tak się z nich natrząsa. Przy okazji cytując inne znane musicale, piosenki, filmy i dialogi. Dla jednych to zabawa z postmodernizmem, dla innych pomieszanie z poplątaniem, dla wszystkich porządna porcja rozrywki.
Ogromna w tym zasługa reżysera, który pomysłami inscenizacyjnymi sypie jak z przepełnionego rękawa, ale także wykonawców. A ci są znakomici: gościnnie występujący w Gdyni Jerzy Jeszke w roli króla Artura - perfekcyjny profesjonalista obdarzony potężnym głosem, Marta Smuk jako Pani Jeziora - odkrycie tej produkcji (pełna temperamentu, znakomita wokalnie), Marek Kaliszuk (idąca pod prąd dotychczasowemu wizerunkowi rola geja Herberta) czy żywiołowy jak nigdy dotąd Zbigniew Sikora jako ojciec Herberta - to najlepsi z nich.
Choreograficznie rzecz przemyślana w szczegółach, wybornie przetłumaczona z angielskiego przez Bartosza Wierzbiętę, muzycznie perfekcyjna (wielkie brawa dla zespołu Dariusza Różankiewicza!), scenografia miła dla oka, ale kostiumy Jerzego Rudzkiego mojego uznania nie budzą - chyba zbyt dosłowne w swej kiczowatości.
Ale spektakl to praca zespołowa, więc ciepłe słowa i owacje należą się wszystkim. I tak się stało - w sobotni wieczór bisy przeciągały się w nieskończoność.
"Spamalot", Teatr Muzyczny w Gdyni.
Libretto: Eric Idle, muzyka: John Du Prez, Eric Idle, przekład: Bartosz Wierzbięta, reżyseria: Maciej Korwin, kierownictwo muzyczne: Dariusz Różankiewicz, choreografia: Joanna Semeńczuk, Bernard Szyc, układy stepowane: Jacek Wester, scenografia i kostiumy: Jerzy Rudzki. Obsada: Król Artur - Jerzy Jeszke (gościnnie), Bernard Szyc, Pani Jeziora - Darina Gapicz, Marta Smuk, Karolina Trębacz, Patsy - Tomasz Gregor, Krzysztof Wojciechowski, Dennis Galahad - Jerzy Michalski, Tomasz Więcek, Robin - Aleksy Perski, Krzysztof Żabka, Lancelot - Marek Richter, Bedevere - Jerzy Michalski, Tomasz Więcek, Herbert - Tomasz Bacajewski, Marek Kaliszuk, Historyk, Francuz - Sasza Reznikow.
podwójne zaproszenie na spektakl 23 lutego na godz. 19. Wystarczy odpowiedzieć na pytanie:
- Jaki tytuł będzie nosiła najnowsza premiera w Teatrze Muzycznym w Gdyni?
Na odpowiedzi czekamy pod adresem piotr.sobierski@gdansk.agora.pl do wtorku do godz. 15. W tytule wiadomości prosimy wpisać "Spamalot", nie zapomnijcie podać swoich danych. Nagrodzimy pierwszą prawidłową odpowiedź.
---
Zazdroszczę wszystkim, którzy nie widzieli jeszcze najnowszej premiery Teatru Muzycznego w Gdyni - "Spamalota" według filmu "Monty Python i Święty Graal". Dlaczego? Bo wieczór pełen zwariowanych gagów, prześmiesznych dialogów i fabularnych niespodzianek wciąż przed nimi. Ja zaś, choć na pewno jeszcze raz wybiorę się na "Spamalota", już wiem, czego się spodziewać i znam zaskakujący finał, więc emocji pierwszego odbioru nie powtórzę.
W sobotni wieczór Teatr Muzyczny zaprosił gości na polską prapremierę musicalu, który na światowych scenach robi furorę od trzech lat. Pomysł jego wystawienia był tyle samo przewidywalny (skoro "Spamalota" wszędzie grają z sukcesem, to dlaczego nie u nas?), co odważny. - Trochę się boję, jak nasza publiczność przyjmie specyficzny angielski humor Pythona, gdzie na przykład puszcza się bąki. U Monty Pythona to robi się nawet w rytm Marsylianki. Raczej nie sądzę, by u nas komuś przyszło do głowy tak poczynać sobie z Mazurkiem Dąbrowskiego - mówił reżyser Maciej Korwin przed premierą.
Premierowy spektakl pokazał, że obawy były na wyrost, a publiczność szybko wyczuła konwencję absurdu i zabawy kiczem. Już pierwsza scena wykładu historyka (wyśmienita rola Saszy Reznikowa, którego potem zobaczymy jako rubasznego Francuza), opowiadającego o królu Arturze, wprawia widzów w doskonały humor. A ten nie opuszcza ich aż do ostatniego bisu.
Zwariowana i kpiarska komedia, żywiąc się legendą o brytyjskim królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu, natrząsa się z wszystkiego, z czym tylko może się skojarzyć: od "Krzyżaków" z Jurandem ze Spychowa aż po Wandę, co nie chciała Niemca. A nawet jeśli nie kojarzy się z Violettą Villas, "Rejsem", Presleyem, kaszubszczyzną czy reklamą telefonii komórkowej, to i tak się z nich natrząsa. Przy okazji cytując inne znane musicale, piosenki, filmy i dialogi. Dla jednych to zabawa z postmodernizmem, dla innych pomieszanie z poplątaniem, dla wszystkich porządna porcja rozrywki.
Ogromna w tym zasługa reżysera, który pomysłami inscenizacyjnymi sypie jak z przepełnionego rękawa, ale także wykonawców. A ci są znakomici: gościnnie występujący w Gdyni Jerzy Jeszke w roli króla Artura - perfekcyjny profesjonalista obdarzony potężnym głosem, Marta Smuk jako Pani Jeziora - odkrycie tej produkcji (pełna temperamentu, znakomita wokalnie), Marek Kaliszuk (idąca pod prąd dotychczasowemu wizerunkowi rola geja Herberta) czy żywiołowy jak nigdy dotąd Zbigniew Sikora jako ojciec Herberta - to najlepsi z nich.
Choreograficznie rzecz przemyślana w szczegółach, wybornie przetłumaczona z angielskiego przez Bartosza Wierzbiętę, muzycznie perfekcyjna (wielkie brawa dla zespołu Dariusza Różankiewicza!), scenografia miła dla oka, ale kostiumy Jerzego Rudzkiego mojego uznania nie budzą - chyba zbyt dosłowne w swej kiczowatości.
Ale spektakl to praca zespołowa, więc ciepłe słowa i owacje należą się wszystkim. I tak się stało - w sobotni wieczór bisy przeciągały się w nieskończoność.
"Spamalot", Teatr Muzyczny w Gdyni.
Libretto: Eric Idle, muzyka: John Du Prez, Eric Idle, przekład: Bartosz Wierzbięta, reżyseria: Maciej Korwin, kierownictwo muzyczne: Dariusz Różankiewicz, choreografia: Joanna Semeńczuk, Bernard Szyc, układy stepowane: Jacek Wester, scenografia i kostiumy: Jerzy Rudzki. Obsada: Król Artur - Jerzy Jeszke (gościnnie), Bernard Szyc, Pani Jeziora - Darina Gapicz, Marta Smuk, Karolina Trębacz, Patsy - Tomasz Gregor, Krzysztof Wojciechowski, Dennis Galahad - Jerzy Michalski, Tomasz Więcek, Robin - Aleksy Perski, Krzysztof Żabka, Lancelot - Marek Richter, Bedevere - Jerzy Michalski, Tomasz Więcek, Herbert - Tomasz Bacajewski, Marek Kaliszuk, Historyk, Francuz - Sasza Reznikow.
Polecamy - Spamalot w Muzycznym, czyli antylegenda o Królu Arturze
- 2 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
Polecamy w serwisie Trójmiasto - Kultura:
Najczęściej czytane24 htydzień













