W kolejce do kultury. Tłumy podczas Nocy Muzeów

Dorota Karaś
16.05.2010 aktualizacja: 2010-05-16 16:46
A A A Drukuj
Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Gigantyczne kolejki, tłumy przemierzające centrum Gdańska - tak wyglądała tegoroczna Noc Muzeów. To budujący widok, ale zastanawiam się, kto ze stojących w kolejce wie o tym, że do muzeów można wejść za darmo również ciągu tygodnia.
Chłodny sobotni, majowy wieczór. Z programem Europejskiej Nocy Muzeów wyruszam, żeby sprawdzić co przygotowały z tej okazji gdańskie muzea i galerie.

Startuję wcześnie, już o godz. 19, czyli w momencie gdy rozpoczyna się większość imprez. Pierwszy punkt programu: wystawa Drogi do Wolności, gdzie na zwiedzających, tradycyjnie, czekają atrakcje rodem z PRL. Zwykle stoi tam długa kolejka, ale chyba jeśli będę tak wcześnie, nie będę musiała czekać zbyt długo? Moje przewidywania nie sprawdzają się, tuż po godz. 19 do Dróg do Wolności stoi na oko 200 osób! Ale atmosfera w niczym nie przypomina kolejek po mięso czy pomarańcze sprzed lat. Ludzie jedzą watę cukrową, podrygują w rytm muzyki z lat 60., przymierzają stroje z tamtych czasów. Jak woda schodzą "pamiątki" z PRL - kartki na mięso, proporczyki Klubu Sportowego Tęcza. Nastrój jak na festynie, choć zmącony nieco widokiem przebranych micjantów przechadzającyh się wśród tłumu z pałkami w rękach.

Nie ustawiam się w kolejce, bo chcę zdążyć na godz. 20 do Gdańskiej Galerii Fotografii, gdzie o tej porze rozpocząć się ma wernisaż Dominiki Jarzębowskiej - Boon. Ale zanim wyruszę w drogę do centrum Gdańska, spotykam Iwonę Zając, artystkę tworzącą muralesy. Wraca właśnie z Gdańskiej Galerii Güntera Grassa, gdzie od godz. 15 odbywał się BarCamp poświęcony wolności w kulturze. Bar Camp to organizowane przez Indeks 73 (obywatelski ruch na rzecz wolności twórczej) "antyseminarium", w którym może wziąć udział każdy.

- Niesamowita sprawa - relacjonuje Iwona Zając. - Kilkugodzinna dyskusja, podczas której nie sposób było się nudzić. Bardzo sensowne wystąpienia o wolności z różnych perspektyw.

W Gdańskiej Galerii Fotografii dziś wyjątkowo odświętnie. Wieczorowe stroje, czerwony dywan i kolekcja zdjęć autorki wystawy ze znanymi ludźmi: Dustinem Hoffmanem, Umą Thurman, Romanem Polańskim. W zaaranżowanej mieszczański salonik galerii, którego ozdobą są dziesiątki zdjęć celebrytów, dodatkowa atrakcja: krótki koncert Dominik Jarzębowskiej - Boon, autorki zdjęć i piosenkarki z Gdańska, która mieszka i pracuje w Londynie. Wśród słuchaczy młodzież i starsi; ci, którzy nie zmieścili się w środku przyklejają nosy do szyb z zewnątrz.

Pora sprawdzić, co dzieje się w muzeach. Spodziewam się tłumu przed Muzeum Bursztynu, gdzie na dziedzińcu obejrzeć można sprowadzoną z Kalisza rekonstrukcję rzymskiego wozu. Kolejki do gdańskich knajp w trakcie weekendu za pół ceny to jednak nic w porównaniu z tym, co dzieje się przed Katownią - tłum oczekujących stoi aż do Rossmana.

Stawiam na Dom Uphagena, muzeum wnętrz mieszczańskich, w którym tej nocy można posłuchać opowieści o gdańskiej kuchni. Kolejka faktycznie krótsza niż do Katowni. Na oko 100 osób. Rezygnuję, idę dalej. Drogę wśród tłumów toruje mobilny carillon, który wkrótce ma koncertować na Długim Targu.

Na widok gigantycznej kolejki do Dworu Artusa mam ochotę się poddać. Na szczęście natrafiam na Grzegorza Szychlińskiego z Muzem Historycznego Miasta Gdańska, który pomimo oporów kolejkowiczów, wprowadza mnie do środka. W Wielkiej Hali Dworu Artusa atrakcje dla lubiących atmosferę rycerskich biesiad: można zjeść bigos i golonkę przymierzyć fragmenty rycerskiego uzbrojenia, posłuchać rad wróżbitów. Siadam na ławie z kromką chleba ze smalcem i obserwuję ludzi, którzy robią zdjęcia rekonstrukcjom wielkich malowideł i zabytkowym rzeźbom. Ciekawe, czy wiedzą, że do Dworu Artusa można wejść bez biletu także w każdy wtorek i nie trzeba wówczas stać w kilkugodzinnej kolejce?

Kilkadziesiąt metrów dalej, w sieni Biura ESK 2016. Komiks na żywo, komentujący wydarzenia Nocy Muzeów, rysuje tu Magdalena Danaj. Jest trochę ludzi, ale w kolejce nie trzeba stać. Sporo osób podpisuje się pod petycją do premiera w sprawie zwiększenia nakładów na kulturę.

Zbaczam z Długiego Targu w ulicę Piwną. Ciągnie mnie do galerii, bo tam dzieją się interesujące rzeczy, ale na dziedzińcu Gdańskiej Galerii Miejskiej, gdzie trwa performance Honoraty Martin, Aurory Lubos i Piotra Pawlaka, nie ma gdzie szpilki wcisnąć. Zachodzę do Strefy Historycznej Wolnego Miasta Gdańska - tym razem można nie tylko obejrzeć historyczne dokumenty i pamiątki ale i porozmawiać z pracownikami, którzy chętnie otwierają kredens i demonstrują kolor oryginalnego przedwojennego Goldwassera (w niczym nie przypomina koloru wódki sprzedawanej dziś pod tą nazwą).

Przed godz. 23 ulicami Gdańska wciąż chodzą tłumy, a w kawiarniach i pubach trudno o wolne miejsce. Mam niedosyt, bo wiem, że nie dotrę już do galerii Pionova w Gdańsku, galerii Od czasu do czasu w Gdyni, Muzeum Sopotu i dziesiątek innych miejsc, które z myślą o tej nocy przygotowały specjalne programy. Ale jeśli tak jak ja czują się również inni, to chyba sukces - bo organizatorom chodziło właśnie o to, żebyśmy mieli ochotę na więcej. Nie tylko w Noc Muzeów.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów