Polecamy w serwisie Trójmiasto - Kultura:
Wywiad z Uładzimierem Arłou, Europejskim Poetą Wolności
28.03.2010
aktualizacja: 2010-03-28 14:47
O europejskości Białorusi, sytuacji niezależnej literatury w tym kraju i absurdalnych oskarżeniach wobec literatów opowiada białoruski poeta Uładzimier Arłou, pierwszy laureat gdańskiej nagrody literackiej Europejski Poeta Wolności
ZOBACZ TAKŻE
- Gdzie spotkasz ośmiu wspaniałych europejskiej poezji (20-03-12, 09:28)
- Taka piękna żałoba (13-06-10, 14:37)
- Do czytania marsz! " Książeczka wojskowa" Antoniego Pawlaka (18-05-10, 09:00)
- Jak Wołodymir stał się Aleksandrą (05-04-10, 17:22)
- Prom przez kanał la Manche, Arłow, Uładzimier (30-03-10, 06:00)
- Program Festiwalu "Europejski Poeta Wolności" (15-03-10, 16:06)
- Europejski Poeta Wolności (10-03-08, 15:30)
RAPORTY
Przemysław Gulda: Co dla Pana znaczy tytuł Europejskiego Poety Wolności?
Uładzimier Arłou: - To podwójne wyróżnienie: nie dość, że otrzymuję tak prestiżowy laur, na dodatek - jestem pierwszym poetą, który zdobył ten tytuł. I jeszcze jedna sprawa, dla mnie szczególnie ważna - fakt, że tę nagrodę otrzymuję właśnie w Gdańsku, mieście, które jest przecież od wielu lat symbolem wolności, w którym zaczęła się rewolucja przynosząca wolność w zasadzie całej Europie Środkowej i Wschodniej.
Polscy twórcy, zwłaszcza ci ze średniego i starszego pokolenia, doskonale wiedzą, co to znaczy tworzyć w warunkach politycznego zniewolenia. Jak to dziś wygląda na Białorusi?
- Bardzo podobnie jak za czasów komunistycznych. Wiem co mówię - jestem już na tyle stary, żeby dobrze pamiętać czasy ZSRR. Porównując je z dzisiejszą sytuacją nietrudno dojść do wniosku, że zmieniło się bardzo niewiele. Niektóre mechanizmy działają w ten sam sposób, niektóre metody stosuje się nadal z równym powodzeniem. Nie można pisać tego, co się chce, nie można drukować w oficjalnych czasopismach, wydawać w oficjalnych wydawnictwach. A podziemna, nielegalna działalność wydawnicza jest mocno represjonowana. Efekt jest taki, że białoruska kultura, białoruski język są dziś w dużym niebezpieczeństwie. To rodzi oczywiście bardzo duże oczekiwania i bardzo dużą odpowiedzialność wobec artystów, na których spoczywa zadanie zachowania tradycji i rozwijania białoruskiego ducha. A nie jest to łatwe - władza oczekuje literatury służebnej i z pewnym powodzeniem stosuje technikę przeciągania twórców na swoją stronę: mami ich możliwością wydawania ich książek w dużych nakładach, za spore pieniądze, jeśli tylko będą pisać po myśli łukaszenkowskiego reżimu.
Ale przecież nie wszyscy dają się przekonać, nie brakuje takich twórców jak Pan, którzy nie poddają się zakusom władzy?
- To prawda, choć muszą wiedzieć, że decydują się na trudny los. I to z dwóch względów: praktycznego i artystycznego. Ten pierwszy to oczywiście konieczność działania w ukryciu, niemal w konspiracji. Ten drugi - świadomość, że poezja ma szczególną rolę, stoi przed nią szczególne, podwójne zadanie. Z jednej strony musi być przecież po prostu dobrą poezją, a więc odpowiadać na najważniejsze problemy współczesnego świata, poruszać się w tym samym obszarze, w którym jest dziś poezja światowa. Z drugiej jednak musi jednocześnie odpowiadać na bieżące, gorące problemy Białorusinów, próbujących zachować godność w systemie, który odbiera ją na każdym kroku. To nie jest łatwe.
Panu się to jednak udaje. Jurorzy, uzasadniając przyznanie lauru właśnie Panu, podkreślali dokładnie to, o czym Pan przed chwilą mówił: że w tej poezji uniwersalność łączy się z lokalnością, świadomość europejska z białoruską, Zachód ze Wschodem.
- Bo przecież między jednym i drugim nie ma absolutnie żadnej sprzeczności, nie ma żadnej bariery. I w sensie geograficznym i mentalnym Białoruś jest częścią Europy, jej tradycja kulturowa - częścią świadomości europejskiej. Tak było zawsze, wystarczy choćby pobieżnie przyjrzeć się białoruskiej historii, żeby znaleźć na to mnóstwo dowodów. Tak jak w Niemczech, tak jak w Czechach, tak jak w Polsce, białoruskie miasta w średniowieczu były lokowane na prawie magdeburskim, białoruscy studenci uczyli się na najlepszych europejskich uniwersytetach, nie spóźniony ani trochę w stosunku do reszty kontynentu okres renesansu przyniósł na Białorusi znakomite osiągnięcia w różnych dziedzinach kultury - dość powiedzieć, że białoruska Biblia była - pod względem chronologicznym - czwartą Biblią w Europie wydaną w języku narodowym. Takich przykładów mogę podać o wiele więcej - studiowałem historię, więc wiem, co mówię. Dzięki tej wiedzy mam bardzo mocną świadomość europejskości kultury białoruskiej, nic więc dziwnego, że jest ona tak bardzo widoczna w moich wierszach.
To jest właśnie jeden z powodów, dla których ma Pan takie kłopoty z władzą.
- Na szczęście jestem człowiekiem dobrze zaprawionym w potyczkach z reżimem. Kilkanaście lat życia w ZSRR zahartowało mnie pod tym względem dość mocno. A trzeba przyznać, że funkcjonariusze tamtego państwa w środkach i pomysłach nie przebierali. Pod koniec lat 80., kiedy dałem się już poznać władzy bardzo dobrze jako pisarz, który za nic nie pójdzie z nią na żadne kompromisy, szukano na mnie jakiegoś haka. Nic nie mogli znaleźć, więc wymyślili coś, w co do dziś nie chce mi się wierzyć: oskarżyli mnie i moją żonę o prowadzenie w domu nielegalnej kliniki aborcyjnej. Absurd tego oskarżenia był iście kafkowski, ale po kafkowsku zakończyło się ono w sądzie. Na szczęście nie zostaliśmy skazani. A tamten proces był jak szczepionka - nabraliśmy odporności na wiele posunięć władzy. Dlatego, kiedy po dziesięciu latach dobrali się do mnie przedstawiciele nowego, łukaszenkowskiego reżimu, nie byłem nawet specjalnie zdziwiony. Pracowałem wtedy w wydawnictwie, które po kontroli zostało uznane za oficynę publikującą literaturę wywrotową, nieprawomyślną i demoralizującą. Straciłem pracę, ale nie ciągali mnie przynajmniej po sądach, więc nie było tak źle. Ale dość o mnie, bo nie chcę wyjść na użalającego się kombatanta walki o wolność. Białoruscy twórcy nie mają dziś z władzą łatwego życia: tworzone są - niemal oficjalne - czarne listy artystów, którzy mają zakaz publicznych występów, nie wspomina się ich nazwisk, nie ma ich w telewizji, radiu, w prasie. Tym najbardziej "zasłużonym" władza zakazuje druku, wycina ich wcześniejszą twórczość z podręczników szkolnych, z antologii i innych publikacji. Na szczęście wciąż istnieje niezależny ruch wydawniczy. Tylko dzięki niemu niektórzy twórcy mogą w ogóle istnieć w świadomości czytelników.
Czy fakt przyznania tej nagrody nie sprowadzi na Pana kolejnych represji?
- Żartobliwie rzecz ujmując: gorzej niż jest być już chyba nie może. Ale serio rzecz biorąc, choć nie chcę oczywiście sugerować, że przyznanie tego lauru właśnie mnie miało wymiar polityczny, a nie artystyczny, mam jednocześnie wrażenie, że to nagroda dla całej wolnej literatury białoruskiej, dla całego wolnego społeczeństwa, które wciąż jeszcze działać musi w ukryciu i w podziemiu. Mam nadzieję, że już niedługo.
Uładzimier Arłou: - To podwójne wyróżnienie: nie dość, że otrzymuję tak prestiżowy laur, na dodatek - jestem pierwszym poetą, który zdobył ten tytuł. I jeszcze jedna sprawa, dla mnie szczególnie ważna - fakt, że tę nagrodę otrzymuję właśnie w Gdańsku, mieście, które jest przecież od wielu lat symbolem wolności, w którym zaczęła się rewolucja przynosząca wolność w zasadzie całej Europie Środkowej i Wschodniej.
Polscy twórcy, zwłaszcza ci ze średniego i starszego pokolenia, doskonale wiedzą, co to znaczy tworzyć w warunkach politycznego zniewolenia. Jak to dziś wygląda na Białorusi?
- Bardzo podobnie jak za czasów komunistycznych. Wiem co mówię - jestem już na tyle stary, żeby dobrze pamiętać czasy ZSRR. Porównując je z dzisiejszą sytuacją nietrudno dojść do wniosku, że zmieniło się bardzo niewiele. Niektóre mechanizmy działają w ten sam sposób, niektóre metody stosuje się nadal z równym powodzeniem. Nie można pisać tego, co się chce, nie można drukować w oficjalnych czasopismach, wydawać w oficjalnych wydawnictwach. A podziemna, nielegalna działalność wydawnicza jest mocno represjonowana. Efekt jest taki, że białoruska kultura, białoruski język są dziś w dużym niebezpieczeństwie. To rodzi oczywiście bardzo duże oczekiwania i bardzo dużą odpowiedzialność wobec artystów, na których spoczywa zadanie zachowania tradycji i rozwijania białoruskiego ducha. A nie jest to łatwe - władza oczekuje literatury służebnej i z pewnym powodzeniem stosuje technikę przeciągania twórców na swoją stronę: mami ich możliwością wydawania ich książek w dużych nakładach, za spore pieniądze, jeśli tylko będą pisać po myśli łukaszenkowskiego reżimu.
Ale przecież nie wszyscy dają się przekonać, nie brakuje takich twórców jak Pan, którzy nie poddają się zakusom władzy?
- To prawda, choć muszą wiedzieć, że decydują się na trudny los. I to z dwóch względów: praktycznego i artystycznego. Ten pierwszy to oczywiście konieczność działania w ukryciu, niemal w konspiracji. Ten drugi - świadomość, że poezja ma szczególną rolę, stoi przed nią szczególne, podwójne zadanie. Z jednej strony musi być przecież po prostu dobrą poezją, a więc odpowiadać na najważniejsze problemy współczesnego świata, poruszać się w tym samym obszarze, w którym jest dziś poezja światowa. Z drugiej jednak musi jednocześnie odpowiadać na bieżące, gorące problemy Białorusinów, próbujących zachować godność w systemie, który odbiera ją na każdym kroku. To nie jest łatwe.
Panu się to jednak udaje. Jurorzy, uzasadniając przyznanie lauru właśnie Panu, podkreślali dokładnie to, o czym Pan przed chwilą mówił: że w tej poezji uniwersalność łączy się z lokalnością, świadomość europejska z białoruską, Zachód ze Wschodem.
- Bo przecież między jednym i drugim nie ma absolutnie żadnej sprzeczności, nie ma żadnej bariery. I w sensie geograficznym i mentalnym Białoruś jest częścią Europy, jej tradycja kulturowa - częścią świadomości europejskiej. Tak było zawsze, wystarczy choćby pobieżnie przyjrzeć się białoruskiej historii, żeby znaleźć na to mnóstwo dowodów. Tak jak w Niemczech, tak jak w Czechach, tak jak w Polsce, białoruskie miasta w średniowieczu były lokowane na prawie magdeburskim, białoruscy studenci uczyli się na najlepszych europejskich uniwersytetach, nie spóźniony ani trochę w stosunku do reszty kontynentu okres renesansu przyniósł na Białorusi znakomite osiągnięcia w różnych dziedzinach kultury - dość powiedzieć, że białoruska Biblia była - pod względem chronologicznym - czwartą Biblią w Europie wydaną w języku narodowym. Takich przykładów mogę podać o wiele więcej - studiowałem historię, więc wiem, co mówię. Dzięki tej wiedzy mam bardzo mocną świadomość europejskości kultury białoruskiej, nic więc dziwnego, że jest ona tak bardzo widoczna w moich wierszach.
To jest właśnie jeden z powodów, dla których ma Pan takie kłopoty z władzą.
- Na szczęście jestem człowiekiem dobrze zaprawionym w potyczkach z reżimem. Kilkanaście lat życia w ZSRR zahartowało mnie pod tym względem dość mocno. A trzeba przyznać, że funkcjonariusze tamtego państwa w środkach i pomysłach nie przebierali. Pod koniec lat 80., kiedy dałem się już poznać władzy bardzo dobrze jako pisarz, który za nic nie pójdzie z nią na żadne kompromisy, szukano na mnie jakiegoś haka. Nic nie mogli znaleźć, więc wymyślili coś, w co do dziś nie chce mi się wierzyć: oskarżyli mnie i moją żonę o prowadzenie w domu nielegalnej kliniki aborcyjnej. Absurd tego oskarżenia był iście kafkowski, ale po kafkowsku zakończyło się ono w sądzie. Na szczęście nie zostaliśmy skazani. A tamten proces był jak szczepionka - nabraliśmy odporności na wiele posunięć władzy. Dlatego, kiedy po dziesięciu latach dobrali się do mnie przedstawiciele nowego, łukaszenkowskiego reżimu, nie byłem nawet specjalnie zdziwiony. Pracowałem wtedy w wydawnictwie, które po kontroli zostało uznane za oficynę publikującą literaturę wywrotową, nieprawomyślną i demoralizującą. Straciłem pracę, ale nie ciągali mnie przynajmniej po sądach, więc nie było tak źle. Ale dość o mnie, bo nie chcę wyjść na użalającego się kombatanta walki o wolność. Białoruscy twórcy nie mają dziś z władzą łatwego życia: tworzone są - niemal oficjalne - czarne listy artystów, którzy mają zakaz publicznych występów, nie wspomina się ich nazwisk, nie ma ich w telewizji, radiu, w prasie. Tym najbardziej "zasłużonym" władza zakazuje druku, wycina ich wcześniejszą twórczość z podręczników szkolnych, z antologii i innych publikacji. Na szczęście wciąż istnieje niezależny ruch wydawniczy. Tylko dzięki niemu niektórzy twórcy mogą w ogóle istnieć w świadomości czytelników.
Czy fakt przyznania tej nagrody nie sprowadzi na Pana kolejnych represji?
- Żartobliwie rzecz ujmując: gorzej niż jest być już chyba nie może. Ale serio rzecz biorąc, choć nie chcę oczywiście sugerować, że przyznanie tego lauru właśnie mnie miało wymiar polityczny, a nie artystyczny, mam jednocześnie wrażenie, że to nagroda dla całej wolnej literatury białoruskiej, dla całego wolnego społeczeństwa, które wciąż jeszcze działać musi w ukryciu i w podziemiu. Mam nadzieję, że już niedługo.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Polecamy w serwisie Trójmiasto - Kultura:
Najczęściej czytane24 htydzień











