Familijne brudne riffy

Przemysław Gulda
21.03.2010 aktualizacja: 2010-03-21 17:41
A A A Drukuj
Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Historia rodzimej muzyki zna różne rodzinne zespoły, ale ta formacja jest jedyna w swoim rodzaju. Gdański duet Samorządowcy nagrywa właśnie swoją debiutancką płytę
SERWISY
Rodzina Pospieszalskich czy Steczkowskich to chyba najpopularniejsze muzykujące rodziny w Polsce. Czasem występują razem, ale jednocześnie ich członkowie z powodzeniem rozwijają swoje samodzielne kariery. Rodzina Witkowskich też koncertuje wspólnie, ale raczej trudno byłoby ją umieścić w tej samej szufladce. Z co najmniej kilku powodów. I najważniejszym naprawdę nie jest ten, że w repertuarze grupy znalazł się utwór zatytułowany "Arka Noego kłamie", niedwuznacznie kpiący z popularnego jeszcze kilka lat temu - poniekąd także rodzinnego (występowały w nim dzieci słynnych polskich muzyków) zespołu.

Samorządowcy - bo tak nazywa się muzyczny projekt rodziny Witkowskich - występują w dwuosobowym składzie: na gitarze gra Adam Witkowski (znany do tej pory przede wszystkim jako artysta wizualny, ale także producent internetowego radia oraz muzyk - ostatnio kojarzony przede wszystkim z zespołem Gówno i efemeryczną Orkiestrą Elektronową), a na perkusji jego dziesięcioletnia zaledwie córka Maja. Sami określają swój styl jako familijny punk. Repertuar zespołu daleki jest od stereotypów, dotyczących muzykujących rodzin: zamiast ładnych melodii - brudne riffy, ocierające się niemal o heavy metal (zespół ma w repertuarze m.in. cover metalowych klasyków - grupy Slayer), zamiast grzecznych, familijnych tekstów - opowieści o umieraniu i wykrwawianiu się, zamiast podniosłej, rodzinnej atmosfery - mocno skrzywione poczucie humoru. To wszystko decyduje o tym, że Samorządowcy są zespołem absolutnie niepowtarzalnym.

Już niedługo będzie się można przekonać o tym, jak utwory zespołu - do tej pory możliwe do wysłuchania na koncertach i na nagrywanym domową metodą demo - brzmią w wersji studyjnej. W połowie marca zespół zarejestrował swój materiał w studiu, należącym do muzyków grupy Dick4Dick. Historia zatoczyła w związku z tym koło, bo powstanie Samorządowców związane jest silnie z tą formacją.

- Dicki miały grać koncert podczas Nocy Muzeów kilka lat temu - wspomina Adam Witkowski. - Ale gitarzysta grupy, "Bunio", nie zdołał dojechać do Gdańska, zadzwonili więc do mnie z pytaniem, czy nie wystąpiłbym zamiast niego. Zgodziłem się oczywiście, zabrałem Maję i pojechałem do Stoczni, gdzie miał się odbyć ten koncert. Po drodze uświadomiłem sobie, że przecież nie zagraliśmy wcześniej żadnej próby i właściwie nie znam ich materiału, więc będę musiał bardzo improwizować. Mocno się spiąłem i potrzebowałem jakoś zwalczyć to napięcie. Z pomocą, zupełnie nieoczekiwanie, przyszła Maja. Kiedy dotarliśmy na miejsce, trochę z nudów, trochę z ciekawości, usiadła za perkusją, za którą nie siedziała nigdy wcześniej i zaczęła wściekle bębnić. Była w tym niesamowita, zupełnie surowa energia. Dołączyłem się ze swoją gitarą i improwizowaliśmy razem ponad godzinę. To było świetne. Postanowiliśmy ciągnąć to dalej.

W ciągu kolejnych miesięcy zespół zagrał kilkanaście koncertów w najróżniejszych miejscach, wzbudzając skrajne emocje. - Starałem się wybierać raczej miejsca, co do których wiedziałem, że publiczność będzie tam przygotowana na taką formę wyrazu - opowiada Witkowski. - Były to głównie galerie sztuki, gdzie występowaliśmy podczas wernisaży moich znajomych, czy małe kluby. Kiedyś zrobiliśmy wielki błąd, zgadzając się na występ na otwartym festiwalu na plaży w Brzeźnie. Efekt był opłakany: oburzone kuracjuszki przychodziły do organizatorów i protestowały, że dziecko bierze udział w takich bezeceństwach.

Działalność zespołu ma bardzo luźną formułę. Witkowski i jego córka nie grają regularnych prób, ale przed każdym koncertem przygotowywali się, przypominając sobie repertuar. - Celowo nie wysłałem Mai na lekcje gry na perkusji - wyjaśnia muzyk. - Stwierdziliśmy wspólnie, że to zabiłoby jej entuzjazm i autentyczność.

W ostatnim czasie Samorządowcy nieco ograniczyli swoją działalność - Witkowski był mocno zaangażowany w nagrywanie płyty swego innego zespołu - Gówna. Grupa nie zagrała żadnego koncertu przez cały rok. Ale po tej przerwie muzycy zdecydowali się na głośny powrót. Najpierw weszli do studia, by zarejestrować w profesjonalnej postaci swoje dotychczasowe dokonania, a potem wrócili na scenę - najczęściej występują wraz z połączonym więzami towarzyskimi i personalnymi zespołem Trupa Trupa. Nie wiadomo jeszcze dokładnie, kiedy skończą się prace nad materiałem na płytę, ani kto ją wyda. Ale jedno jest pewne - ta płyta bardzo mocno zmieni stereotypy dotyczące rodzinnego muzykowania.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy