Nowa płyta grupy Leszcze

Przemysław Gulda
14.03.2010 aktualizacja: 2010-03-14 14:36
A A A Drukuj
Leszcze Fot. Rafał Mielnik / AG
Większość naszych poprzednich płyt miało dziewczyny w tytule, postanowiliśmy z tym skończyć - mówią twórcy albumu grupy Leszcze, zatytułowanego znacząco "Koniec z dziewczynami"
SERWISY
Aż sześć lat musieli czekać na kolejną płytę wielbiciele trójmiejskiej formacji popowej Leszcze. I doczekali się - w tegoroczne walentynki ukazał się album "Koniec z dziewczynami", zawierający 20 premierowych kompozycji w wykonaniu zespołu. Dziwić może mocno zaskakujący tytuł płyty - chodzi w końcu o zespół, który w samych tytułach swoich ostatnich trzech albumów odwoływał się do dziewcząt ("Ta dziewczyna" z 2002 r. i wydane w dwóch kolejnych latach albumu "Kombinuj, dziewczyno" i "Dziewczyna cud").

- I właśnie o to chodzi - tłumaczy gitarzysta, a zarazem menedżer grupy Bartosz Staniszewski. - Zanim weszliśmy do studia, stwierdziliśmy, że zaczęliśmy trochę dreptać w miejscu, jeśli chodzi o muzykę i tematykę naszych piosenek. Postanowiliśmy coś z tym zrobić. Stąd taki - mocno radykalny - tytuł płyty.

Ale radykalnych zmian w muzyce grupy nie ma się co spodziewać - to nadal solidny, podlany lekko dansingowym sosem pop, w którym na plan pierwszy wysuwa się niezwykle charakterystyczny, niski głos Macieja Miecznikowskiego - wokalisty grupy, a zarazem autora większości tekstów na płycie. Obok piosenek z jego tekstami, skomponowanych przez muzyków Leszczy, w zestawie znalazły się także dwie piosenki autorstwa Rudiego Schubertha. Ale nie są to bynajmniej covery kompozycji jego niemal kultowego już dziś zespołu Wały Jagiellońskie, ale zupełnie nowe utwory, do których muzykę napisał jeden z członków Leszczy, Lucjan Sierpowicz.

- Jakiś czas temu Rudi zwrócił się do nas - opowiada Staniszewski. - Mówił, że ma przygotowanych sporo nowych piosenek, których nie ma za bardzo czasu nagrać. Uznał, że kilka z nich znakomicie pasuje do klimatu naszej twórczości, i postanowił się nimi z nami podzielić. Z przyjemnością wykorzystaliśmy je na nowej płycie.

O to, żeby całość zabrzmiała spójnie, zadbał producent płyty Krzysztof Herdzin.

- Po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na pracę pod okiem kogoś z zewnątrz i to był, jak się okazało, znakomity pomysł - przyznaje Bartosz Staniszewski. - Krzysztof od początku miał pomysł na tę płytę i konsekwentnie go realizował, namawiając nas czasem na rozwiązania, które wydawały nam się zupełnie nieprzystające do całości. Ale koniec końców zawsze okazywało się, że to on miał rację i jesteśmy bardzo zadowoleni z brzmienia tego albumu. Podstawowa sesja nagraniowa - podczas której w ciągu dwóch tygodni nagraliśmy większość ścieżek - odbyła się w kwietniu ub.r. w poznańskim studiu Splendor&Sława Marcina Górnego i Michała Pietrzaka. Potem jeszcze wielokrotnie tam wracaliśmy, żeby dogrywać i dopracowywać szczegóły.

W dniu premiery płyty - czyli w walentynki - zespół zaprezentował się na antenie ogólnopolskiej telewizji, przedstawiając w ramach krajowych eliminacji do Konkursu Piosenki Eurowizji promujący ją singiel - piosenkę "Weekend". Ale grupa nie zamierza grać regularnej trasy koncertowej. Za to już od kwietnia zapowiada spory zestaw koncertów plenerowych. Choć muzycy kończą z dziewczynami, będą je oczywiście wpuszczać na swoje występy.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów