Schronisko w Małoszycach to bilet w jedną stronę?
16.03.2010
aktualizacja: 2010-03-16 20:57
- To rzeźnia a nie schronisko - uznali inspektorzy Animals, zabierając z przytuliska pod Lęborkiem 16 psów. - Zwierzęta trafiają tu w różnym stanie - broni się właściciel
ZOBACZ TAKŻE
- Przywiązał psa w lesie i poszedł. Pomóż znaleźć sadystę (10-01-12, 15:30)
- Po śmieciach w Nowym Porcie nie pozostał ślad (30-03-10, 18:55)
- Nikt nie kiwnął palcem. Złodzieje zadowoleni (28-03-10, 21:03)
- Żeby był lód, Olivia przez cały rok głośno buczy (24-03-10, 06:00)
- Gdańsk. Warto ratować wrzeszczańską nastawnię (19-03-10, 06:00)
- Sopocka kamienica: Za karę zostawił nam śmieci (17-03-10, 19:31)
- Sąsiad do sąsiadki: "Wykończę cię, szmato" (15-03-10, 21:00)
- Rondo całkiem nowe, a gdzie podziały się pasy? (14-03-10, 19:05)
- Rachunek Hitlera za pobyt w sopockim Kasino-Hotel (13-03-10, 10:00)
- Zła ustawa? VAT może zabić szkoły językowe (12-03-10, 06:00)
- Jak policjant Krystian przestępcę zatrzymał [wideo] (10-03-10, 17:30)
- Asfalt na Małomiejskiej strzela jak z procy (09-03-10, 18:55)
- Z rynny pod wiatę - kłopoty na stacji Gdańsk Zaspa (04-03-10, 17:51)
- Gdynia: 12 godzin w kolejce do lekarza. Upokarzające (04-03-10, 06:00)
- Zbyt głośne dzwony przy kościele św. Brygidy (03-03-10, 07:00)
SERWISY
- To było samowolne wtargnięcie na prywatny teren. Zgłosiłem to na komisariacie w Nowej Wsi Lęborskiej oraz do prokuratury - mówi Sławomir Twardziak, właściciel placówki. - Trwa weryfikacja oskarżeń, moje schronisko kontroluje Powiatowa Inspekcja Weterynaryjna z Lęborka.
Co zarzucają Twardziakowi Animalsi? - Znęcanie się nad zwierzętami poprzez głodzenie - mówi Ewa Gebert, szefowa OTOZ Animals. - Zgodnie z ustawą, w sytuacji, gdy zagrożone jest zdrowie lub życie zwierzęcia, mamy prawo w asyście policji odebrać je właścicielowi. I tak właśnie zrobiliśmy.
Wszystko zaczęło się od zgłoszenia, które do towarzystwa wysłała Joanna Żurek, radna z Rumii. - Nasza gmina ma podpisaną umowę ze schroniskiem w Małoszycach na wyłapywanie i przetrzymywanie bezdomnych psów. Od jakiegoś czasu otrzymywałam listy i e-maile od mieszkańców Rumi, zaniepokojonych tym, że w schronisku dzieje się coś złego. Pojechałam tam któregoś dnia i zobaczyłam wygłodzone, zaniedbane, często chore psy ściśnięte w ciasnych boksach, które agresywnie rzucały się na siatkę. Nigdzie nie było widać misek z wodą ani pokarmem, widać było za to, że zwierzęta są poranione - musiały się gryźć i atakować nawzajem. Wzięłam ze schroniska psa, parę dni później siedem kolejnych, które zaadoptowali moi znajomi i rodzina. U mnie została suczka, mieszaniec amstafa. Proszę sobie wyobrazić, że ważyła 14 kg, a powinna trzy razy więcej.
Radna skontaktowała się z Animalsami, ci postanowili przytulisko w Małoszycach skontrolować. - Zastaliśmy tam chore psy z zapadniętymi bokami, wymagające natychmiastowej pomocy. Większość miała ropiejące rany. Weterynarz stwierdził choroby skóry, m.in. grzybicę. Zwierzęta były bardzo głodne, rzucały się na karmę. Suki przebywały w boksach razem z psami, zwierzęta zdrowe z chorymi. Nie izolowano zwierząt agresywnych, przez co słabsze doznawały pogryzień - relacjonuje Gebert.
- To jest schronisko. Zwierzęta trafiają do nas w bardzo różnym stanie: i chore, i wychudzone. Najłatwiej przywiązać prawie łysego psa do płotu i mieć go z głowy - tłumaczy Sławomir Twardziak. - W tej chwili mamy 82 psy, do tego moje prywatne cztery owczarki, cztery moje koty i 150 gołębi. Zwierzęta są normalnie karmione, czuwa nad nimi weterynarz.
Ewa Gebert: - To nieprawda, my te psy uratowaliśmy od śmierci głodowej. Bo dla nich pobyt w Małoszycach to bilet w jedną stronę. Niestety na miejscu zostało jeszcze kilkadziesiąt psów wymagających pomocy i bardzo czekających na nowy dom. Chcemy zaapelować też do gmin, żeby rozwiązywały umowy z prywatnymi firmami, a zaczęły otwierać własne schroniska.
Pierwszy krok w tym kierunku chce wykonać radna z Rumi. - Przedstawię radnym sprawozdanie z Małoszyc, materiały i filmy, które pokazywano w mediach, i będę chciała ich przekonać do zweryfikowania umowy - zapowiada Joanna Żurek. - Jeśli znajdziemy nieprawidłowości, a tego można się spodziewać, będę dążyła do rozwiązania porozumienia ze schroniskiem.
Co zarzucają Twardziakowi Animalsi? - Znęcanie się nad zwierzętami poprzez głodzenie - mówi Ewa Gebert, szefowa OTOZ Animals. - Zgodnie z ustawą, w sytuacji, gdy zagrożone jest zdrowie lub życie zwierzęcia, mamy prawo w asyście policji odebrać je właścicielowi. I tak właśnie zrobiliśmy.
Wszystko zaczęło się od zgłoszenia, które do towarzystwa wysłała Joanna Żurek, radna z Rumii. - Nasza gmina ma podpisaną umowę ze schroniskiem w Małoszycach na wyłapywanie i przetrzymywanie bezdomnych psów. Od jakiegoś czasu otrzymywałam listy i e-maile od mieszkańców Rumi, zaniepokojonych tym, że w schronisku dzieje się coś złego. Pojechałam tam któregoś dnia i zobaczyłam wygłodzone, zaniedbane, często chore psy ściśnięte w ciasnych boksach, które agresywnie rzucały się na siatkę. Nigdzie nie było widać misek z wodą ani pokarmem, widać było za to, że zwierzęta są poranione - musiały się gryźć i atakować nawzajem. Wzięłam ze schroniska psa, parę dni później siedem kolejnych, które zaadoptowali moi znajomi i rodzina. U mnie została suczka, mieszaniec amstafa. Proszę sobie wyobrazić, że ważyła 14 kg, a powinna trzy razy więcej.
Radna skontaktowała się z Animalsami, ci postanowili przytulisko w Małoszycach skontrolować. - Zastaliśmy tam chore psy z zapadniętymi bokami, wymagające natychmiastowej pomocy. Większość miała ropiejące rany. Weterynarz stwierdził choroby skóry, m.in. grzybicę. Zwierzęta były bardzo głodne, rzucały się na karmę. Suki przebywały w boksach razem z psami, zwierzęta zdrowe z chorymi. Nie izolowano zwierząt agresywnych, przez co słabsze doznawały pogryzień - relacjonuje Gebert.
- To jest schronisko. Zwierzęta trafiają do nas w bardzo różnym stanie: i chore, i wychudzone. Najłatwiej przywiązać prawie łysego psa do płotu i mieć go z głowy - tłumaczy Sławomir Twardziak. - W tej chwili mamy 82 psy, do tego moje prywatne cztery owczarki, cztery moje koty i 150 gołębi. Zwierzęta są normalnie karmione, czuwa nad nimi weterynarz.
Ewa Gebert: - To nieprawda, my te psy uratowaliśmy od śmierci głodowej. Bo dla nich pobyt w Małoszycach to bilet w jedną stronę. Niestety na miejscu zostało jeszcze kilkadziesiąt psów wymagających pomocy i bardzo czekających na nowy dom. Chcemy zaapelować też do gmin, żeby rozwiązywały umowy z prywatnymi firmami, a zaczęły otwierać własne schroniska.
Pierwszy krok w tym kierunku chce wykonać radna z Rumi. - Przedstawię radnym sprawozdanie z Małoszyc, materiały i filmy, które pokazywano w mediach, i będę chciała ich przekonać do zweryfikowania umowy - zapowiada Joanna Żurek. - Jeśli znajdziemy nieprawidłowości, a tego można się spodziewać, będę dążyła do rozwiązania porozumienia ze schroniskiem.
- 27 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Re: Schronisko w Małoszycach to bilet w jedną str
dewizard
17.03.10, 10:53
Widzę, że jest wiele osób ułomnych którzy nie rozumieją prawa i piszą dla samegopisania. Schroniska w Małoszycach nie można przejąć z uwagi na aspektyprawne(teren prywatny) można jedynie »
Najczęściej czytane24 htydzień









