Schronisko w Małoszycach to bilet w jedną stronę?

Jowita Kiwnik, Aleksandra Kozłowska
16.03.2010 aktualizacja: 2010-03-16 20:57
A A A Drukuj
  • Jeśli ktoś chciałby pomóc psom zabranym z Małoszyc, powinien skontaktować się z OTOZ Animals - tel. 58 550 43 73. Więcej na www.otoz.pl
- To rzeźnia a nie schronisko - uznali inspektorzy Animals, zabierając z przytuliska pod Lęborkiem 16 psów. - Zwierzęta trafiają tu w różnym stanie - broni się właściciel
- To było samowolne wtargnięcie na prywatny teren. Zgłosiłem to na komisariacie w Nowej Wsi Lęborskiej oraz do prokuratury - mówi Sławomir Twardziak, właściciel placówki. - Trwa weryfikacja oskarżeń, moje schronisko kontroluje Powiatowa Inspekcja Weterynaryjna z Lęborka.

Co zarzucają Twardziakowi Animalsi? - Znęcanie się nad zwierzętami poprzez głodzenie - mówi Ewa Gebert, szefowa OTOZ Animals. - Zgodnie z ustawą, w sytuacji, gdy zagrożone jest zdrowie lub życie zwierzęcia, mamy prawo w asyście policji odebrać je właścicielowi. I tak właśnie zrobiliśmy.

Wszystko zaczęło się od zgłoszenia, które do towarzystwa wysłała Joanna Żurek, radna z Rumii. - Nasza gmina ma podpisaną umowę ze schroniskiem w Małoszycach na wyłapywanie i przetrzymywanie bezdomnych psów. Od jakiegoś czasu otrzymywałam listy i e-maile od mieszkańców Rumi, zaniepokojonych tym, że w schronisku dzieje się coś złego. Pojechałam tam któregoś dnia i zobaczyłam wygłodzone, zaniedbane, często chore psy ściśnięte w ciasnych boksach, które agresywnie rzucały się na siatkę. Nigdzie nie było widać misek z wodą ani pokarmem, widać było za to, że zwierzęta są poranione - musiały się gryźć i atakować nawzajem. Wzięłam ze schroniska psa, parę dni później siedem kolejnych, które zaadoptowali moi znajomi i rodzina. U mnie została suczka, mieszaniec amstafa. Proszę sobie wyobrazić, że ważyła 14 kg, a powinna trzy razy więcej.

Radna skontaktowała się z Animalsami, ci postanowili przytulisko w Małoszycach skontrolować. - Zastaliśmy tam chore psy z zapadniętymi bokami, wymagające natychmiastowej pomocy. Większość miała ropiejące rany. Weterynarz stwierdził choroby skóry, m.in. grzybicę. Zwierzęta były bardzo głodne, rzucały się na karmę. Suki przebywały w boksach razem z psami, zwierzęta zdrowe z chorymi. Nie izolowano zwierząt agresywnych, przez co słabsze doznawały pogryzień - relacjonuje Gebert.

- To jest schronisko. Zwierzęta trafiają do nas w bardzo różnym stanie: i chore, i wychudzone. Najłatwiej przywiązać prawie łysego psa do płotu i mieć go z głowy - tłumaczy Sławomir Twardziak. - W tej chwili mamy 82 psy, do tego moje prywatne cztery owczarki, cztery moje koty i 150 gołębi. Zwierzęta są normalnie karmione, czuwa nad nimi weterynarz.

Ewa Gebert: - To nieprawda, my te psy uratowaliśmy od śmierci głodowej. Bo dla nich pobyt w Małoszycach to bilet w jedną stronę. Niestety na miejscu zostało jeszcze kilkadziesiąt psów wymagających pomocy i bardzo czekających na nowy dom. Chcemy zaapelować też do gmin, żeby rozwiązywały umowy z prywatnymi firmami, a zaczęły otwierać własne schroniska.

Pierwszy krok w tym kierunku chce wykonać radna z Rumi. - Przedstawię radnym sprawozdanie z Małoszyc, materiały i filmy, które pokazywano w mediach, i będę chciała ich przekonać do zweryfikowania umowy - zapowiada Joanna Żurek. - Jeśli znajdziemy nieprawidłowości, a tego można się spodziewać, będę dążyła do rozwiązania porozumienia ze schroniskiem.

Podziel się

  • 27 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

  • Re: Schronisko w Małoszycach to bilet w jedną str dewizard 17.03.10, 10:53

    Widzę, że jest wiele osób ułomnych którzy nie rozumieją prawa i piszą dla samegopisania. Schroniska w Małoszycach nie można przejąć z uwagi na aspektyprawne(teren prywatny) można jedynie »