Sąsiad do sąsiadki: "Wykończę cię, szmato"
15.03.2010
aktualizacja: 2010-03-16 10:52
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja
Wściekły rzucił się na mnie, bił po plecach, boku, rękach. Stałam jak wmurowana i tylko na niego patrzyłam. Na koniec rzucił tylko: - Wykończę cię, szmato.
Mała wioska na Kaszubach, koniec lutego, 10 rano. Zofia Watrak postanowiła zabrać Sambę, 6-letniego owczarka niemieckiego na spacer do lasu. - Nigdy nie puszczam jej luzem, chociaż to bardzo łagodny pies, bierze udział w dogoterapii. Tego dnia myślałam, że nie ma nikogo w pobliżu - opowiada krytyk sztuki, historyk kultury, od trzech lat szefowa galerii Refektarz w Kartuzach. - Ale okazało się, że na działce obok był sąsiad. Samba zaczęła na niego szczekać, ale nie podbiegła. Nauczona jest trzymać się blisko właściciela. Wtedy on chwycił ponadmetrową, kanciastą listwę z tworzywa i zaczął okładać psa. Uderzył dwa razy, Samba zawyła i przestraszona schowała się za mnie. To go jednak nie powstrzymało. Wściekły rzucił się na mnie, bił po plecach, boku, rękach. Stałam jak wmurowana i tylko na niego patrzyłam. Wszystko widziała moja 85-letnia mama z okna. Jest po udarze, nie mogła mi pomóc. Na koniec rzucił tylko: - Wykończę cię, szmato.
Z obdukcji lekarskiej wykonanej tego samego dnia w Zakładzie Medycyny Sądowej przy Sądzie Okręgowym w Gdańsku: "W okolicy nadgarstka prawego wylew krwawy i obrzęk długości 14 cm, na biodrze wylew krwawy 20x2 cm, obrzęk i bolesność (...) W wyniku zajścia pokrzywdzona doznała znacznego szoku psychicznego".
Z badania lekarskiego wykonanego cztery dni po zdarzeniu: "Stłuczenie kręgów szyjnych i lędźwiowych, rwa kulszowa pourazowa, krwiaki".
2 marca Zofia Watrak złożyła doniesienie do prokuratury rejonowej w Kartuzach. Policja prowadzi postępowanie sprawdzające, które potrwa maksymalnie 30 dni. Potem zapadnie decyzja o ewentualnym śledztwie.
Jak relacjonuje Zofia Watrak, to nie pierwsze kłopoty z sąsiadem. - Na Kaszuby, razem z mamą i chorym na zespół Downa synem, wprowadziliśmy się rok temu - relacjonuje kobieta. - Od razu sugerował, że psa powinnam trzymać na łańcuchu i w kagańcu. Potem zaczęły mu przeszkadzać nasze dwa koty, które czasem przebiegają przez jego posiadłość, zresztą tak jak lisy czy zające. Aż 1 września uderzył jednego z moich kotów, raniąc go jakimś przedmiotem w powiekę.
- Powiedziałem wówczas pani Zofii, że jeśli ktoś znęca się nad zwierzętami, powinna się tym zająć policja - mówi Wincenty Bronk, weterynarz, który leczył skaleczonego Filona.
Pani Zofia zapewnia, że próbowała się porozumieć się z sąsiadem. - Ale konflikt tylko narastał - zapewnia kobieta. - Usłyszałam, że skoro nawiozłam sobie zwierząt, to powinnam trzymać je w klatkach, a sama jestem walniętą prostaczką i mam się leczyć.
Próbowałyśmy poznać wersję sąsiada pani Zofii. Ale nie chciał z nami rozmawiać. - Nie wiem, o czym pani mówi. Jestem zwykłym człowiekiem, pracuję, jestem zajęty - uciął i odłożył słuchawkę.
Historią sąsiedzkiej wojny zajęła się też Hanna Wilczyńska-Toczko z Radia Gdańsk. Udało jej się nagrać telefoniczną rozmowę z sąsiadem pani Watrak. Zapytany o pobicie, odpowiedział krótko: - Gdybym ją pobił, ona by już nie wstała.
Dzisiaj rodzina pani Watrak stara się jak najmniej wychodzić z domu, kobieta regularnie odwiedza psychologa. - Nigdy wcześniej nie znalazłam się w takiej sytuacji. Czuję się upokorzona i pełna gniewu - wzdycha.
Policja nie klasyfikuje poszczególnych gróźb czy pobić jako konfliktów sąsiedzkich - trudno więc mówić o skali zjawiska. - Problem agresywnego czy konfliktowego sąsiada należy zgłosić dzielnicowemu lub złożyć zawiadomienie na najbliższym komisariacie - radzi Sebastian Furtak z biura prasowego KMP w Gdańsku. - Ważne, by stłumić konflikt w zarodku, nie czekając, aż dojdzie np. do pobicia. Często wystarcza sama rozmowa mundurowego - zarówno z osobą, która czuje się zagrożona, bo dzięki niej dowiaduje się o swoich prawach, jak i ze sprawcą, dla którego to ostrzeżenie. Zdarza się bowiem, że ludzie nawet nie wiedzą, że wykrzykiwane przez płot groźby są karalne.
Z obdukcji lekarskiej wykonanej tego samego dnia w Zakładzie Medycyny Sądowej przy Sądzie Okręgowym w Gdańsku: "W okolicy nadgarstka prawego wylew krwawy i obrzęk długości 14 cm, na biodrze wylew krwawy 20x2 cm, obrzęk i bolesność (...) W wyniku zajścia pokrzywdzona doznała znacznego szoku psychicznego".
Z badania lekarskiego wykonanego cztery dni po zdarzeniu: "Stłuczenie kręgów szyjnych i lędźwiowych, rwa kulszowa pourazowa, krwiaki".
2 marca Zofia Watrak złożyła doniesienie do prokuratury rejonowej w Kartuzach. Policja prowadzi postępowanie sprawdzające, które potrwa maksymalnie 30 dni. Potem zapadnie decyzja o ewentualnym śledztwie.
Jak relacjonuje Zofia Watrak, to nie pierwsze kłopoty z sąsiadem. - Na Kaszuby, razem z mamą i chorym na zespół Downa synem, wprowadziliśmy się rok temu - relacjonuje kobieta. - Od razu sugerował, że psa powinnam trzymać na łańcuchu i w kagańcu. Potem zaczęły mu przeszkadzać nasze dwa koty, które czasem przebiegają przez jego posiadłość, zresztą tak jak lisy czy zające. Aż 1 września uderzył jednego z moich kotów, raniąc go jakimś przedmiotem w powiekę.
- Powiedziałem wówczas pani Zofii, że jeśli ktoś znęca się nad zwierzętami, powinna się tym zająć policja - mówi Wincenty Bronk, weterynarz, który leczył skaleczonego Filona.
Pani Zofia zapewnia, że próbowała się porozumieć się z sąsiadem. - Ale konflikt tylko narastał - zapewnia kobieta. - Usłyszałam, że skoro nawiozłam sobie zwierząt, to powinnam trzymać je w klatkach, a sama jestem walniętą prostaczką i mam się leczyć.
Próbowałyśmy poznać wersję sąsiada pani Zofii. Ale nie chciał z nami rozmawiać. - Nie wiem, o czym pani mówi. Jestem zwykłym człowiekiem, pracuję, jestem zajęty - uciął i odłożył słuchawkę.
Historią sąsiedzkiej wojny zajęła się też Hanna Wilczyńska-Toczko z Radia Gdańsk. Udało jej się nagrać telefoniczną rozmowę z sąsiadem pani Watrak. Zapytany o pobicie, odpowiedział krótko: - Gdybym ją pobił, ona by już nie wstała.
Dzisiaj rodzina pani Watrak stara się jak najmniej wychodzić z domu, kobieta regularnie odwiedza psychologa. - Nigdy wcześniej nie znalazłam się w takiej sytuacji. Czuję się upokorzona i pełna gniewu - wzdycha.
Policja nie klasyfikuje poszczególnych gróźb czy pobić jako konfliktów sąsiedzkich - trudno więc mówić o skali zjawiska. - Problem agresywnego czy konfliktowego sąsiada należy zgłosić dzielnicowemu lub złożyć zawiadomienie na najbliższym komisariacie - radzi Sebastian Furtak z biura prasowego KMP w Gdańsku. - Ważne, by stłumić konflikt w zarodku, nie czekając, aż dojdzie np. do pobicia. Często wystarcza sama rozmowa mundurowego - zarówno z osobą, która czuje się zagrożona, bo dzięki niej dowiaduje się o swoich prawach, jak i ze sprawcą, dla którego to ostrzeżenie. Zdarza się bowiem, że ludzie nawet nie wiedzą, że wykrzykiwane przez płot groźby są karalne.
Polecamy - Jak to się robi w polskiej policji: profil mordercy
- 242 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
50 głosów
-
Znacie to, no to posluchajcie:
guru133
16.03.10, 12:40
"Chłop żywemu nie przepuści, chłop żywemu nie przepuści. Jak się żywe napatocynie pożyje se a juści." »
-
Sąsiad do sąsiadki: "Wykończę cię, szmato"
maciekgr
16.03.10, 12:55
W kraju tańczącej kiełbasy (Polska) wreszcie ktoś zachował się normalnie i opo... właściciela pieseczka biegającego na luzaku - wide statystyka pogryzień.W Gazecie czytamy litanię gorzkich »
-
Sąsiad do sąsiadki: "Wykończę cię, szmato"
adude49
18.03.10, 20:10
Gość niewątpliwie przesadził, ale też początek jest taki, że pies luzem powinien być tylko we własnym ogrodzie. Jak sama poszkodowana stwierdziła, myślała, że nikogo nie ma w okolicy a »
Najczęściej czytane24 htydzień




