Asfalt na Małomiejskiej strzela jak z procy

Michał Brancewicz
09.03.2010 aktualizacja: 2010-03-15 08:50
A A A Drukuj
Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta
Fragment ul. Małomiejskiej w Gdańsku, który zapadł się cztery tygodnie temu wciąż czeka na naprawę. Nic dziwnego, skoro zniszczona jezdnia od lat nie doczekała się żadnego remontu
Ul. Małomiejską przejeżdżają codziennie tysiące mieszkańców nowych osiedli gdańskiego Południa. Nie dośc, że stoją w gigantycznych korkach, to jeszcze czeka ich slalom między niezliczonymi dziurami i próby uniknięcia kolein.

- Po zimie powstały kolejne potężne dziury. Asfalt spod kół ciężarówek strzela n jak z procy - skarży się pan Krzysztof, mieszkający przy ul. Fieldorfa. - A przy ul. Małomiejskiej 36 zapadła się jezdnia. Od czterech tygodni nic z tym nie zrobiono. Stoi jedynie pachołek.

Nasz czytelnik zasygnalizował problem trzy tygodnie temu dyżurnemu inżynierowi miasta. - Pod koniec lutego sprawę przekazaliśmy do działu utrzymania dróg Zarządu Dróg i Zieleni - przyznaje Krzysztof Kazanowski, który zajął się zgłoszeniem. - Sprawdzali przyczynę zapadnięcia się drogi. Jeszcze dzisiaj [wtorek] ma się rozpocząć naprawa.

Dwa lata temu ZDiZ ogłosił przetarg na dokumentację projektu pod hasłem "Analiza możliwości doraźnej przebudowy ulic Świętokrzyskiej i Małomiejskiej w Gdańsku". I co? I nic. - Na razie nie zostały wykonane żadne remonty. Są pilniejsze potrzeby - mówi Mieczysław Kotłowski, szef gdańskich drogowców. - My patrzymy na drogi nie przez pryzmat jednej dzielnicy, ale całego miasta. Jedyne co mogę obiecać, to że załatamy na Małomiejskiej dziury po zimie.

Jeśli dziura w jezdni zniszczy auto kierowca może ubiegać się o odszkodowanie. Należy zgłosić się do zarządcy drogi - wszyscy są ubezpieczeni od odpowiedzialności cywilnej tak jak kierowcy. Większością dróg w mieście zarządza ZDiZ. Procedura przyznania odszkodowania wygląda identycznie, jak w przypadku wypadku: zgłaszamy się do odpowiedniego ubezpieczyciela, następuje wycena i likwidacja szkody.

A może Gdańsk powinien pójść w ślady niemieckiego Niederzimmern? Tamto miasto też cierpi na brak funduszy remontowych, dlatego postanowiło... odsprzedawać dziury mieszkańcom. Każdy, kto zapłaci 50 euro przyczyni się do załatania nierówności, a miejsce po dziurze zyska tabliczkę z nazwiskiem fundatora remontu. Do takiego rozwiązania przymierza się także Kraków. Tam załatanie najtańszej dziury ma kosztować 270 zł. - Myślę, że u nas taka akcja tylko niepotrzebnie rozdrażniłaby ludzi, więc to chyba nie jest dobry pomysł - komentuje dyrektor Kotłowski.

Polecamy - Lębork. Sąd za zoofilskie filmy pornograficzne



Podziel się

  • 14 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów