Myśliwi apelują: nie wpuszczajmy psów do lasów

kaf, Aleksandra Kozłowska
18.02.2010 aktualizacja: 2010-02-19 11:51
A A A Drukuj
Fot. Rafał Malko / AG
Śnieżne zaspy utrudniają poruszanie się dzikiej zwierzyny. Już 78 saren padło ofiarą psów, które w lesie spuszczono ze smyczy - alarmuje Okręgowa Rada Łowiecka w Gdańsku
Polski Związek Łowiecki w Gdańsku i Okręgowa Rada Łowiecka apelują, by na terenach wiejskich i w lasach, gdzie żyją dzikie zwierzęta, nie spuszczać psów ze smyczy i nie pozwalać, by biegały bez nadzoru.

- Zalegające zaspy utrudniają poruszanie się zwierzyny, zwłaszcza saren, które często padają ofiarą psów pozbawionych opieki. Tylko w styczniu na terenie byłego województwa gdańskiego odnotowaliśmy aż 78 takich przypadków - informuje Marek Gorski, prezes Okręgowej Rady Łowieckiej w Gdańsku.

- Należy pamiętać, że w przypadku ustalenia właściciela psa, zostanie on pociągnięty do odpowiedzialności. Apelujemy do właścicieli zwierząt o zastosowanie się do naszej prośby, by nie trzeba było stosować odstrzału psów atakujących zwierzęta - dodaje Piotr Ławrynowicz, okręgowy łowczy w Gdańsku.

- Za puszczenie w lesie psa bez smyczy grozi mandat od 50 do 200 zł, w przypadku odmowy sprawa kończy się w sądzie grodzkim - przypomina Piotr Dziadul, komendant wojewódzki Państwowej Straży Łowieckiej w Gdańsku. - Jednak główne szkody psy wyrządzają w terenie otwartym - na łąkach i polach.

- Grasujące psy to rzeczywiście problem, zwłaszcza w okolicach podmiejskich, choć także w lasach Trójmiasta - przyznaje Jan Mazurowski, łowczy w Kole Łowieckim "Szarak" w Tczewie. - Teraz, zimą sarny gromadzą się w tzw. rudle (stada) po 30-40 sztuk i żerują na oziminach czy rzepaku, ze względu na głęboki śnieg pozostając w jednym miejscu przez kilka dni z rzędu. Wykorzystują to psy, których właściciele, zwykle mieszkający na wsi mają zwyczaj spuszczać je na noc z łańcucha. Ludzie myślą, że my tylko strzelamy do zwierząt (w języku myśliwych strzelanie nazywamy "pozyskiwaniem", to lepiej brzmi), a tymczasem my się nimi opiekujemy. Podczas tegorocznej zimy na samo dokarmianie dzikiej zwierzyny: buraki, siano, owies wydaliśmy już 30 tys. zł, czyli jedną trzecią całego rocznego budżetu. Z uwagi na wyjątkowo ostrą zimę zaprzestaliśmy też pozyskiwania dzików, mimo że sezon na nie wciąż trwa. Zwierzęta i bez tego mają ciężko.

Polecamy - Oszukiwali ubogich i państwo, zarobili 200 tys.



Podziel się

  • 344 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy