Stoczniowy kurs nie dla stoczniowca
05.01.2010
aktualizacja: 2010-01-05 18:37
Marcin Miotk, były pracownik Stoczni Gdynia, od kilku miesięcy nie może się doczekać należnego mu szkolenia. Powód? Zbyt popularne nazwisko i opieka nad dzieckiem.
ZOBACZ TAKŻE
- Centrum kryzysowe wojewody apeluje: Wywoźcie śnieg z miasta (01-02-10, 21:07)
- Gdańsk.Pacjenci szpitala psychiatrycznego marzną (01-02-10, 08:00)
- Mieli chemikalia, teraz mają spadający tynk (31-01-10, 08:00)
- Gdańsk: Sześć dni bez wody (29-01-10, 13:00)
- Gdańsk: Z tej wieży żyletek nie będzie. Na razie (14-01-10, 06:00)
- Strzałka na Trakcie pomaga urzędnikom, kierowcy stoją (06-01-10, 20:06)
- W kolejce po obiad. Na dworze, bo stołówka za mała (04-01-10, 20:51)
- W Gdańsku sąsiedzi nie chcą schroniska dla bezdomnych (03-01-10, 19:57)
- Została mi koszula nocna i kapcie. Resztę zabrał ogień (29-12-09, 22:00)
- Gdańsk: Więcej kasy na badania młodych sportowców (20-12-09, 19:21)
- Żyjemy, jak w kopalni węgla - mówią sąsiedzi sortowni (18-12-09, 06:00)
- Gdańsk: Będzie autobus dla osiedla Pięć Wzgórz (17-12-09, 06:00)
- Bez biletu, ale nie na gapę. W Gdańsku to możliwe (15-12-09, 07:00)
SERWISY
Marcin Miotk, ma 30 lat. W stoczni pracował ponad pięć lat, kończył na stanowisku mistrza. Kiedy w połowie maja stracił pracę w Stoczni Gdynia, liczył, że szybko znajdzie nowe zajęcie. - W lipcu zgłosiłem się do programu pomocy stoczniowcom organizowanego przez firmę DGA [na zlecenie rządowej Agencji Rozwoju Przemysłu - red.]. Wybrałem kursy komputerowe i czekałem na wyznaczenie terminu. Do jesieni nie potrafili mi zorganizować żadnego kursu. Spotkałem się tylko z doradcą zawodowym i psychologiem - opowiada Miotk.
Cierpliwość pana Marcina skończyła się w październiku. Mężczyzna osobiście udał się do biura DGA w Gdyni. - W czasie rozmowy z pracownikiem DGA dowiedziałem się, że nie zostałem wysłany na żaden kurs, ponieważ w systemie komputerowym mają kilka osób o nazwisku Marcin Miotk. Czyli jakbym tam nie poszedł, to do dzisiaj nic bym nie otrzymał - żali się były stoczniowiec.
DGA tłumaczy się, że szkolenia komputerowego nie było, bo nie udało się zebrać sześcioosobowej grupy chętnych. Przyznaje jednak, że w systemie ma więcej osób o tym nazwisku. Mężczyzna zmienił więc rodzaj kursu. Zdecydował się na szkolenie z zakresu obsługi obrabiarek sterowanych numerycznie. W tym czasie firma DGA obiecywała w mediach, że do końca listopada każdy z około czterech tysięcy byłych stoczniowców odbędzie co najmniej jeden kurs. Do końca roku DGA nie udało się jednak zorganizować kursu na obrabiarki dla Miotka. Przez dwa miesiące trwała wymiana korespondencji pomiędzy Miotkiem a DGA. Bez efektu.
- Problem polega na tym, że pan Marcin nie może uczestniczyć w kursie przed godz. 16, a oferta większości kursów dotyczy właśnie zajęć do tej godziny - tłumaczy Łukasz Czajka z DGA.
Przedstawiciele DGA twierdzą, że w grudniu proponowało panu Marcinowi 10-dniowy kurs. Ten jednak się nie zdecydował. - Zaproponowaliśmy więc panu Miotkowi szkolenie dotyczące obrabiarek w zawężonej formie, które zakończyłoby się w ciągu pięciu dni. Pan Marcin odrzucił jednak taką możliwość. Inna propozycja dotyczyła szkolenia z obsługi wózków widłowych, jednak pan Marcin również stanowczo odrzucił takie rozwiązanie - twierdzi Grzegorz Krzeszowiak, ekspert ds. szkoleń w departamencie zarządzania projektami DGA SA.
W końcu firma zdecydowała, że zorganizuje mu kurs indywidualny. Ten jednak kosztuje dużo więcej niż "poranny" - około 8,5 tys. zł zamiast ok. 3 tys. zł. - A na to musimy mieć zgodę Agencji Rozwoju Przemysłu - dodaje Łukasz Czajka z DGA.
Miotk: - Nie mogę wziąć udziału w kursach do godz. 16, bo opiekuję się 9-miesięcznym dzieckiem. Żona pracuje. Ktoś musi zarabiać pieniądze.
- Pomimo że rozumiemy sytuację rodzinną pana Miotka, musimy mieć na uwadze racjonalność wydatkowania środków publicznych - mówi Roma Sarzyńska-Przeciechowska, rzecznik prasowy ARP. - Nie możemy zatem tworzyć precedensu w realizowaniu szkoleń za kwoty wielokrotnie przewyższające cenę rynkową.
Cierpliwość pana Marcina skończyła się w październiku. Mężczyzna osobiście udał się do biura DGA w Gdyni. - W czasie rozmowy z pracownikiem DGA dowiedziałem się, że nie zostałem wysłany na żaden kurs, ponieważ w systemie komputerowym mają kilka osób o nazwisku Marcin Miotk. Czyli jakbym tam nie poszedł, to do dzisiaj nic bym nie otrzymał - żali się były stoczniowiec.
DGA tłumaczy się, że szkolenia komputerowego nie było, bo nie udało się zebrać sześcioosobowej grupy chętnych. Przyznaje jednak, że w systemie ma więcej osób o tym nazwisku. Mężczyzna zmienił więc rodzaj kursu. Zdecydował się na szkolenie z zakresu obsługi obrabiarek sterowanych numerycznie. W tym czasie firma DGA obiecywała w mediach, że do końca listopada każdy z około czterech tysięcy byłych stoczniowców odbędzie co najmniej jeden kurs. Do końca roku DGA nie udało się jednak zorganizować kursu na obrabiarki dla Miotka. Przez dwa miesiące trwała wymiana korespondencji pomiędzy Miotkiem a DGA. Bez efektu.
- Problem polega na tym, że pan Marcin nie może uczestniczyć w kursie przed godz. 16, a oferta większości kursów dotyczy właśnie zajęć do tej godziny - tłumaczy Łukasz Czajka z DGA.
Przedstawiciele DGA twierdzą, że w grudniu proponowało panu Marcinowi 10-dniowy kurs. Ten jednak się nie zdecydował. - Zaproponowaliśmy więc panu Miotkowi szkolenie dotyczące obrabiarek w zawężonej formie, które zakończyłoby się w ciągu pięciu dni. Pan Marcin odrzucił jednak taką możliwość. Inna propozycja dotyczyła szkolenia z obsługi wózków widłowych, jednak pan Marcin również stanowczo odrzucił takie rozwiązanie - twierdzi Grzegorz Krzeszowiak, ekspert ds. szkoleń w departamencie zarządzania projektami DGA SA.
W końcu firma zdecydowała, że zorganizuje mu kurs indywidualny. Ten jednak kosztuje dużo więcej niż "poranny" - około 8,5 tys. zł zamiast ok. 3 tys. zł. - A na to musimy mieć zgodę Agencji Rozwoju Przemysłu - dodaje Łukasz Czajka z DGA.
Miotk: - Nie mogę wziąć udziału w kursach do godz. 16, bo opiekuję się 9-miesięcznym dzieckiem. Żona pracuje. Ktoś musi zarabiać pieniądze.
- Pomimo że rozumiemy sytuację rodzinną pana Miotka, musimy mieć na uwadze racjonalność wydatkowania środków publicznych - mówi Roma Sarzyńska-Przeciechowska, rzecznik prasowy ARP. - Nie możemy zatem tworzyć precedensu w realizowaniu szkoleń za kwoty wielokrotnie przewyższające cenę rynkową.
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




