Żyjemy, jak w kopalni węgla - mówią sąsiedzi sortowni

Jowita Kiwnik, Olga Zielińska, TVP Gdańsk
18.12.2009 aktualizacja: 2009-12-17 19:55
A A A Drukuj
- Chcemy, żeby zakład albo się stąd wyniósł, albo żeby zadaszyli teren - mówią sąsiedzi sortowni węgla Fot. Anna Maria Biniecka / Agenc
- Pracują całą dobę, straszny hałas jest, wszędzie brud i pył - skarżą się mieszkańcy Rumi, których domy sąsiadują z sortownią węgla. Urzędnicy: - Zleciliśmy kontrolę, jeśli potwierdzi zarzuty mieszkańców, właściciel będzie musiał zmienić sposób funkcjonowania firmy
- Mieszkamy naprzeciwko składu węglowego. Od maja węgiel jest przywożony wagonami albo ciężarówkami, jest sortowany, przemielany, czasem trwa to kilka dni z rzędu do godz. 3-4 nad ranem - opowiada Bogusława Pieper. - Kto im dał pozwolenie na taką działalność? Interweniowaliśmy w urzędach, ale nas odsyłają.

Spotykamy się na placu przed domem przy ul. Grunwaldzkiej - przelotówki łączącej miejscowości. Po tej stronie jest jeszcze Rumia, po drugiej, zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej - już Reda. To właśnie tam, za parkanem piętrzą się spore hałdy węgla. Na działce uwijają się pracownicy. Co chwilę podjeżdża samochód z dostawą. - Żyjemy tu jak na Śląsku, szczególnie latem jak jest sucho, w powietrzu unosi się gruba warstwa pyłu - mówi Justyna Walenciak. - Córka zaczęła chorować, ja też ostatnio byłam na zwolnieniu - zapalenie górnych dróg oddechowych.

- Jak się okno latem choćby uchyli, pył wlatuje do środka. Firanki czarne, prania nie można wywiesić - dodaje Krzysztof Mostowski.

- Na balkonie mam jasne płytki, od tego węglowego osadu zrobiły się czarne, smugi zostają jak się przetrze. Meble ogrodowe do wyrzucenia, jak ta sadza się wdarła - wtrąca Pelagia Kass.

Poszkodowani zebrali wśród mieszkańców 55 podpisów pod protestem przeciwko działalności sortowni.

- Nie chcemy żadnych odszkodowań - mówi Bogusława Pieper. - Chcemy, żeby zakład albo się stąd wyniósł, albo żeby zadaszyli teren.

Sprawa trafiła do magistratu w Redzie (bo na terenie tej gminy znajduje się skład węgla). - Na początku myśleliśmy, że może mieszkańcy są trochę przewrażliwieni i przesadzają - przyznaje burmistrz Redy Krzysztof Krzemiński. - Ale kiedyś na własne oczy widziałem, jak przeładowywany jest węgiel. Była 1 czy 2 nad ranem, a tam hałas i plac rzęsiście oświetlony.

Kto dał składowisku pozwolenie na działalność? Burmistrz Krzemiński: - To jest teren przemysłowy - działka należy do Lasów Państwowych - przeznaczony pod składowisko i działalność produkcyjną. Nie potrzeba specjalnych pozwoleń. Przez lata istniał tu skład opału i drewna i nie było żadnych problemów. Dlatego kiedy ruszyła sortownia, nikt nie spodziewał się działalności na taką skalę.

Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. - Jesteśmy w trakcie kontroli. Wyniki powinny być gotowe z końcem tygodnia - mówi Piotr Trybuszewski, zastępca inspektora wojewódzkiego. - To typowa kontrola interwencyjna. Dokonaliśmy pomiarów hałasu w porze dziennej, wykazały przekroczenie norm o kilka decybeli. Teraz chcemy przeprowadzić badania w nocy. I pewnie, jeśli prace prowadzone są tam w podobnym zakresie jak w dzień, poziom hałasu będzie jeszcze wyższy.

Jeśli normy będą przekroczone WIOŚ może nałożyć na przedsiębiorcę karę. - Nie jestem w stanie podać konkretnej sumy, ale może być dotkliwa - dodaje Trybuszewski.

Burmistrz Krzemiński: - Jeśli badania inspektoratu potwierdzą zarzuty mieszkańców, właściciel sortowni będzie musiał zmodyfikować działalność, np. na funkcjonowanie dzienne.

Z właścicielem przedsiębiorstwa nie udało nam się porozmawiać. Gdy dzwoniliśmy, jego pracownicy mówili, że nie ma go w firmie i obiecywali, że do nas oddzwoni. Nie zadzwonił.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos