By praca Duńczyka nie poszła w las
29.10.2009
aktualizacja: 2009-10-29 20:28
Dwustuletni las wydmowy na Stogach przypomina powierzchnię księżyca: nielegalni bursztyniarze pozostawili tu kilkumetrowe doły. Mieszkańcy dzielnicy proszą miasto, by zajęło się tym terenem
ZOBACZ TAKŻE
- Kto zniszczył ścieżkę rowerową we Wrzeszczu (25-11-09, 08:00)
- Gdańsk: będzie hostel w miejscu przychodni? (18-11-09, 06:00)
- Zaopiekuj się oliwską wieżą. Inaczej pójdzie na żyletki (08-11-09, 16:42)
- Cztery pokoje dla rodziny po przejściach (05-11-09, 21:05)
- Pomorskie: Nielegalne przytulisko dla psów zlikwidowane (02-11-09, 23:00)
SERWISY
- Od dziewięciu lat zabiegamy o rekultywację lasu. Ten piękny i ważny pas zieleni przypomina rozjechany poligon wojskowy, wszystko przez ludzi, którzy na dziko wydobywali bursztyn. Pozostawili głębokie na kilka metrów doły, nieraz ktoś ze spacerowiczów nogę sobie skręcił - mówi Tadeusz Bielawski, prezes Klubu Seniora Ostoja na Stogach, społecznik zaangażowany w sprawy dzielnicy. - A las ten to nie tylko ozdoba nadmorskiego pasa. Chroni nas przed sztormami, wchłania zanieczyszczenia chemiczne - to prawdziwa zielona kurtyna. Wszystkich nas boli, że ona umiera na naszych oczach.
Tadeusz Bielawski - mieszkaniec Stogów od 1965 r. - przypomina historię lasu: - To dzieło jednego człowieka: Sörna Björna, Duńczyka z pochodzenia, który ożenił się z córką kaznodziei z Wisłoujścia. Na przełomie XVIII i XIX wieku zasadził las sosnowy od Wisłoujścia do Górek Zachodnich, aby uchronić Stogi przed zasypaniem piaskiem.
Björn, uznawany dziś za obywatela zasłużonego dla osiedla, osuszył też tereny wokół jeziora Pusty Staw i urządził park z ogrodem botanicznym, egzotyczną ptaszarnią, miał podobno nawet pancerniki i okazy roślin z Paragwaju. Sporo o Duńczyku pisze Waldemar Nocny w swej książce "Stogi, Zapomniana Wyspa".
- Pierwszy etap rekultywacji lasu wywalczyliśmy w 2000 r., kiedy jeszcze istniała tu rada osiedla. W wyniku naszych starań - licznych pism do prezydenta i jego zastępcy - w 2002 r. miasto poprawiło stan fragmentu lasu pomiędzy Pustym Stawem a trasą rurociągu paliwowego - mówi Bielawski. - W ciągu kolejnych trzech lat miały nastąpić kolejne etapy. Niestety, do dziś, z braku funduszy, jak tłumaczyły władze, nie doczekaliśmy się tego. Nie usuwa się wiatrołomów, nie ma nowych nasadzeń, brakuje ławek i koszy na śmieci... Nie rozumiem, jak jeden Duńczyk mógł sam posadzić cały las, a nowoczesne struktury miasta nie potrafią dziś o niego należycie zadbać.
- Dzięki legalizacji wydobycia bursztynu udało nam się powstrzymać dalszą degradację lasu - komentuje Antoni Pawlak, rzecznik Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska. - Bursztyniarze mają swoje działki i nie niszczą terenu. A tych, którzy zostali przy wydobyciu nielegalnym, skutecznie wystraszyła policja i straż miejska. Las na Stogach będziemy rekultywować. W budżecie na przyszły rok są pieniądze na dalszy etap prac.
Tadeusz Bielawski - mieszkaniec Stogów od 1965 r. - przypomina historię lasu: - To dzieło jednego człowieka: Sörna Björna, Duńczyka z pochodzenia, który ożenił się z córką kaznodziei z Wisłoujścia. Na przełomie XVIII i XIX wieku zasadził las sosnowy od Wisłoujścia do Górek Zachodnich, aby uchronić Stogi przed zasypaniem piaskiem.
Björn, uznawany dziś za obywatela zasłużonego dla osiedla, osuszył też tereny wokół jeziora Pusty Staw i urządził park z ogrodem botanicznym, egzotyczną ptaszarnią, miał podobno nawet pancerniki i okazy roślin z Paragwaju. Sporo o Duńczyku pisze Waldemar Nocny w swej książce "Stogi, Zapomniana Wyspa".
- Pierwszy etap rekultywacji lasu wywalczyliśmy w 2000 r., kiedy jeszcze istniała tu rada osiedla. W wyniku naszych starań - licznych pism do prezydenta i jego zastępcy - w 2002 r. miasto poprawiło stan fragmentu lasu pomiędzy Pustym Stawem a trasą rurociągu paliwowego - mówi Bielawski. - W ciągu kolejnych trzech lat miały nastąpić kolejne etapy. Niestety, do dziś, z braku funduszy, jak tłumaczyły władze, nie doczekaliśmy się tego. Nie usuwa się wiatrołomów, nie ma nowych nasadzeń, brakuje ławek i koszy na śmieci... Nie rozumiem, jak jeden Duńczyk mógł sam posadzić cały las, a nowoczesne struktury miasta nie potrafią dziś o niego należycie zadbać.
- Dzięki legalizacji wydobycia bursztynu udało nam się powstrzymać dalszą degradację lasu - komentuje Antoni Pawlak, rzecznik Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska. - Bursztyniarze mają swoje działki i nie niszczą terenu. A tych, którzy zostali przy wydobyciu nielegalnym, skutecznie wystraszyła policja i straż miejska. Las na Stogach będziemy rekultywować. W budżecie na przyszły rok są pieniądze na dalszy etap prac.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




