Zdecydował urok Stoczni Gdańsk
13.04.2011
aktualizacja: 2011-04-13 11:19
Rozmowa z Francis Lapp, którego założona w 2000 roku w Gdańsku firma Sunreef Yachts specjalizuje się w budowie ekskluzywnych katamaranów
Michał Brancewicz: Dlaczego kilkanaście lat temu pana wybór padł akurat na Gdańsk?
Francis Lapp: To długa historia. Ja jestem budowlańcem związanym z morzem. Przybyłem tutaj już w 1992 roku, czyli na 8 lat przed założeniem Sunreef Yachts. Nie wyobrażałem sobie innego miejsca na założenie stoczni jachtowej jak tutaj. Wahałem się tylko, przez krótką chwilę, między Gdańskiem a Szczecinem, ale ostatecznie to Gdańsk uwiódł mnie swoją historią, pięknem i tradycją. Szczególnie spodobały mi się tereny Stoczni Gdańsk.
Ale tutaj stocznie raczej padają
Gdy zaczynaliśmy na początku tego wieku, mniej więcej w 2002-2003 byliśmy jedyną taką prywatną firmą na terenach Stoczni Gdańskiej. Dopiero potem zaczęły pojawiać się inne. I niektóre, jak nasza, przetrwały i radzą sobie dobrze. Z resztą dla wszystkich tych działań, czy dana firma zajmuje się budową wielkich stalowych statków, czy jak my katamaranów, funkcjonuje jedna nazwa - przemysł stoczniowy. To mi się nie do końca podoba. Bo to są tak na prawdę różne branże
Gdańsk to był dobry pomysł na ulokowanie takiego biznesu?
- Tak. To dobra lokalizacja. Nasi klienci pochodzą z całego świata: Mamy zamówienia ze Stanów Zjednoczonych, Chile, czy Filipin. I jak tutaj przybywają by zobaczyć jak idą prace to są zachwyceni tym miejscem, tym miastem. Chociaż muszę przyznać, że na początku było ciężko. Gdy mówiłem, że robimy w Polsce luksusowe katamarany klienci na targach np. w Cannes mieli taką opinię, że w Polsce nie da się robić rzeczy luksusowych. Teraz już nie ma takich problemów. Nawet z Gdańska jesteśmy w stanie dotrzeć do wszystkich, gdyż jakość naszych produktów mówi sama za siebie.
Wspomnę tylko, że 27 maja będziemy robić prezentacje nowego modelu 58-stopowego katamaranu przed hotelem Hilton. To będzie promocja nie tylko naszej firmy ale i miasta.
Jak buduje się markę i prestiż?
- To wymaga dużo pracy, działań marketingowych i pomysłowości, która idzie w parze z jakością. Nasz pierwszy katamaran był budowany tak, że można było w nim zamieszkać. Wtedy to była pierwsza tego typu jednostka na świecie dająca taką możliwość. Od tego czasu nasza konkurencja też zaczęła takie robić. Kiedyś katamarany w środku były plastikowe, my postawiliśmy na inne wykończenia, na luksus. Jednak wciąż nie spoczywamy na laurach, ciągle planujemy jakieś nowości. W ciągu dwóch lat wprowadzimy kolejny nowy produkt, z takimi rozwiązaniami jakich jeszcze nikt nie robi. Nasza konkurencja robi katamarany 60-70 stopowe. My już robimy ponad 100-stopowe, a szykujemy się do tego by robić takie nawet do 150 stóp.
Od razu chciał pan budować katamarany?
- Tak. Od razu wiedziałem, że to mają być katamarany. Są branże, w których już nie da się za bardzo nic zdziałać. W samochodach nie można już być konkurencją, bo rynek jest przepełniony oferta, markami i znanymi firmami. A w tym przypadku moim celem było robienie luksusowych katamaranów, bo nie było konkurencji. Gdy zaczynaliśmy poza nami była tylko jedna firma na świecie, która chciała robić ekskluzywne jednostki. Jednak dzisiaj jej już nie ma. A inne firmy, które w tym czasie powstały robią mniejsze jachty. Wciąż jesteśmy liderem.
Firma zatrudnia około 450 osób, to są sami Polacy?
Właściwie są sami Polacy. Tylko dwie osoby pochodzą z zagranicy. Przyjechały tutaj na jakiś czas i od paru lat już mieszkają. Sądzę, że zostaną na stałe. Więc nie traktuję ich jak pracowników zagranicznych tylko tych stąd. Poza tym ja wolę szkolić i zatrudniać ludzi z regionu, gdyż dzięki temu mam większe prawdopodobieństwo, że taka osoba zostanie u mnie na lata i nie wyjedzie za jakiś czas. My robimy dużo szkoleń. np. z laminowania, bo tutaj nie ma żadnej szkoły która by tego uczyła. Jakiś czas temu wiele osób uciekało do Irlandii i Norwegii, ale teraz już nie ma problemu z ludźmi, łatwiej możemy ich znaleźć. U nas pracuje też coraz więcej kobiet.
Pan też tutaj mieszka na stałe?
Tak. W stu procentach. W ciągu roku jestem tylko kilka dni poza Gdańskiem we Francji gdy pojadę do rodziców albo na targi. Ja czyje się jak Polakiem, jak wspomniałem jestem tutaj od 1992, nie wyobrażam sobie powrotu do Francji, tutaj mam znajomych, tutaj czuje się dobrze
Francis Lapp: To długa historia. Ja jestem budowlańcem związanym z morzem. Przybyłem tutaj już w 1992 roku, czyli na 8 lat przed założeniem Sunreef Yachts. Nie wyobrażałem sobie innego miejsca na założenie stoczni jachtowej jak tutaj. Wahałem się tylko, przez krótką chwilę, między Gdańskiem a Szczecinem, ale ostatecznie to Gdańsk uwiódł mnie swoją historią, pięknem i tradycją. Szczególnie spodobały mi się tereny Stoczni Gdańsk.
Ale tutaj stocznie raczej padają
Gdy zaczynaliśmy na początku tego wieku, mniej więcej w 2002-2003 byliśmy jedyną taką prywatną firmą na terenach Stoczni Gdańskiej. Dopiero potem zaczęły pojawiać się inne. I niektóre, jak nasza, przetrwały i radzą sobie dobrze. Z resztą dla wszystkich tych działań, czy dana firma zajmuje się budową wielkich stalowych statków, czy jak my katamaranów, funkcjonuje jedna nazwa - przemysł stoczniowy. To mi się nie do końca podoba. Bo to są tak na prawdę różne branże
Gdańsk to był dobry pomysł na ulokowanie takiego biznesu?
- Tak. To dobra lokalizacja. Nasi klienci pochodzą z całego świata: Mamy zamówienia ze Stanów Zjednoczonych, Chile, czy Filipin. I jak tutaj przybywają by zobaczyć jak idą prace to są zachwyceni tym miejscem, tym miastem. Chociaż muszę przyznać, że na początku było ciężko. Gdy mówiłem, że robimy w Polsce luksusowe katamarany klienci na targach np. w Cannes mieli taką opinię, że w Polsce nie da się robić rzeczy luksusowych. Teraz już nie ma takich problemów. Nawet z Gdańska jesteśmy w stanie dotrzeć do wszystkich, gdyż jakość naszych produktów mówi sama za siebie.
Wspomnę tylko, że 27 maja będziemy robić prezentacje nowego modelu 58-stopowego katamaranu przed hotelem Hilton. To będzie promocja nie tylko naszej firmy ale i miasta.
Jak buduje się markę i prestiż?
- To wymaga dużo pracy, działań marketingowych i pomysłowości, która idzie w parze z jakością. Nasz pierwszy katamaran był budowany tak, że można było w nim zamieszkać. Wtedy to była pierwsza tego typu jednostka na świecie dająca taką możliwość. Od tego czasu nasza konkurencja też zaczęła takie robić. Kiedyś katamarany w środku były plastikowe, my postawiliśmy na inne wykończenia, na luksus. Jednak wciąż nie spoczywamy na laurach, ciągle planujemy jakieś nowości. W ciągu dwóch lat wprowadzimy kolejny nowy produkt, z takimi rozwiązaniami jakich jeszcze nikt nie robi. Nasza konkurencja robi katamarany 60-70 stopowe. My już robimy ponad 100-stopowe, a szykujemy się do tego by robić takie nawet do 150 stóp.
Od razu chciał pan budować katamarany?
- Tak. Od razu wiedziałem, że to mają być katamarany. Są branże, w których już nie da się za bardzo nic zdziałać. W samochodach nie można już być konkurencją, bo rynek jest przepełniony oferta, markami i znanymi firmami. A w tym przypadku moim celem było robienie luksusowych katamaranów, bo nie było konkurencji. Gdy zaczynaliśmy poza nami była tylko jedna firma na świecie, która chciała robić ekskluzywne jednostki. Jednak dzisiaj jej już nie ma. A inne firmy, które w tym czasie powstały robią mniejsze jachty. Wciąż jesteśmy liderem.
Firma zatrudnia około 450 osób, to są sami Polacy?
Właściwie są sami Polacy. Tylko dwie osoby pochodzą z zagranicy. Przyjechały tutaj na jakiś czas i od paru lat już mieszkają. Sądzę, że zostaną na stałe. Więc nie traktuję ich jak pracowników zagranicznych tylko tych stąd. Poza tym ja wolę szkolić i zatrudniać ludzi z regionu, gdyż dzięki temu mam większe prawdopodobieństwo, że taka osoba zostanie u mnie na lata i nie wyjedzie za jakiś czas. My robimy dużo szkoleń. np. z laminowania, bo tutaj nie ma żadnej szkoły która by tego uczyła. Jakiś czas temu wiele osób uciekało do Irlandii i Norwegii, ale teraz już nie ma problemu z ludźmi, łatwiej możemy ich znaleźć. U nas pracuje też coraz więcej kobiet.
Pan też tutaj mieszka na stałe?
Tak. W stu procentach. W ciągu roku jestem tylko kilka dni poza Gdańskiem we Francji gdy pojadę do rodziców albo na targi. Ja czyje się jak Polakiem, jak wspomniałem jestem tutaj od 1992, nie wyobrażam sobie powrotu do Francji, tutaj mam znajomych, tutaj czuje się dobrze
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



