Na pierwszy autobus zbierałem dziesięć lat

Michał Brancewicz
08.07.2010 aktualizacja: 2010-07-06 15:53
A A A Drukuj
Rozmowa z Rafałem Cezarym Piechocińskim, pasjonatem komunikacji miejskiej ze Słupska, który chce w mieści stworzyć prywatne muzeum autobusów.
Michał Brancewicz: Skąd pomysł stworzenia muzeum?

Rafał Cezary Piechociński: Kiedy przekroczyłem 30-kę uświadomiłem sobie, że jestem jedyną osobą w Słupsku, która zna takie detale odnośnie taboru autobusowego. Stałem się bardziej świadomy i pewny siebie. Poczułem w sobie siłę do tego, że jestem częścią lokalnej społeczności i też mam coś do zaoferowania. To co dotychczas było skrywanym hobby, stało się moim zdecydowanym działaniem. Hobby ustąpiło miejsca wykorzystywaniu mojej wiedzy. Chciałem zrobić coś dla mojego przepięknego, stutysięcznego Słupska.

Chciałem zachować dla przyszłych pokoleń to co niewątpliwie odchodzi już do historii. Początkowo miałem zakładać w mieście Muzeum Kostaryki lub Ameryki Środkowej. Miałem na to poparcie Ministerstwa Turystyki w Kostaryce. Przez 20 lat zebrałem mnóstwo eksponatów i otrzymałem dużą pomoc ze strony rządu Kostaryki. Niestety warunek był taki, że muzeum miało powstać w Warszawie na co nie chciałem się zgodzić. Zależało mi na dodaniu kolejnej atrakcji turystycznej dla Słupska. Będąc już oswojony z ideą muzeum, wpadłem na pomysł czemu nie spróbować z autobusami.

Jak wyglądają przygotowania do tego przedsięwzięcia?

Obecnie zrobione jest już bardzo dużo, mianowicie zakupione zostały autobusowe eksponaty, pozyskane są ekspertyzy o ich wartościach historycznych. Teraz negocjuję z firmami ubezpieczeniowymi zniżki OC przysługujące pojazdom historycznym. Uratowałem od palnika najbardziej oryginalne egzemplarze wozów i teraźniejszym priorytetem jest niedopuszczenie do pogorszenia ich stanu technicznego. Załatwiam formalności w Muzeum Kultury dotyczące działalności muzeum, promuję przedsięwzięcie w mediach,

Staram się zaznajamiać z pomysłem mieszkańców Słupska i już na tej bazie promować miasto. Stworzona została strona projektu http://muzeum_autobusow.republika.pl Motorem całego przedsięwzięcia jest wydana przeze mnie w 2010 roku książka "Słupsk i autobusy". To dzięki niej otwierają się dla mnie drzwi w różnych warszawskich instytucjach.

Gdzie zakupione zostały eksponaty, jakie są to modele?

Większość pojazdów zakupiona została z MZK Słupsk (3 sztuki), jeden pojazd jest z MZK Bielsko-Biała, jeden z MZK Grudziądz oraz jeden z PKS Słupsk. Muzeum zawierać będzie Jelcza PR110 (Berlieta) z 1990 roku, Jelcza M11 z 1988, Jelcza 120M z 1994, Autosana H9-21 z 1990 i Ikarusa 280.26 z 1986.

Czy kiedyś jeździły po Słupsku dokładnie te pojazdy?

Celem zakupów było pozyskanie wozów dokładnie takich jakie chciałem. Wszystkie znałem z dzieciństwa i czekałem na czas, kiedy konkretny pojazd będzie wycofywany. Dzięki temu mogę mieć w pełni udokumentowaną historię pojazdu co nie jest bez znaczenia, jeśli chce się otwierać muzeum. Żaden pojazd nie był zakupiony z przypadku.

Ile kosztowały?

Pierwszy pojazd, który kupiłem w 2007 roku kosztował mnie 10000 złotych. Każdy następny był już tańszy, ponieważ stałem się znany w kręgach przedsiębiorstw komunikacyjnych. Zobaczono we mnie człowieka, a nie potencjalnego przedsiębiorcę, który chce ubić interes na kupnie starych pojazdów. Kiedy zorientowano się, że nie będę ich wykorzystywał komercyjnie jako przewoźnik, a jedynie chcę je zachować przy podkreśleniu skąd pochodzą, zaczęto mi bardzo pomagać i iść mi na rękę. Pozostałe pojazdy kosztowały w granicach do 2000 do 4500 zł. W przypadku MZK Bielsko-Biała abym mógł nabyć upatrzony wóz, wystawiono go na licytację zamiast tradycyjnie ciąć na bazie.

Skąd pieniądze na ich zakup?

Wszystko sfinansowałem z własnej kieszeni. Kiedy zaczynałem pracę zawodową w 1997 roku postanowiłem odkładać co miesiąc małą część pensji na przyszłościowy zakup pierwszego autobusu. Po dokładnie 10 latach miałem już uzbierane pieniądze. Siłą całego projektu są jednak ludzie. Na pewno nie byłoby mnie stać na zakupy aż 5 wozów gdyby nie pomoc innych. Zakłady Komunikacyjne stosowały wobec mnie maksymalne zniżki sprzedając pojazdy za przysłowiowe złotówki. W przypadku Bielsko-Białej wygrałem przetarg tylko dlatego, że walkę o pojazd odpuścił znany w Polsce właściciel firmy złomiarskiej.

Same zakupy nie są końcem finansowych nakładów. Kolejne koszta to stacje diagnostyczne, miejsca parkingowe oraz OC, które za jeden pojazd wynosiło czasami 3000 złotych. Tu też otrzymałem pomoc od instytucji oraz osób prywatnych, pomoc psychiczna, doradczą i z czystego serca. Miałem darmową opiekę warsztatową, od roku korzystam z bezpłatnych miejsc parkingowych, obecnie negocjuję OC dzięki ekspertyzie z Warszawy o historyczności pojazdów. Taka ekspertyza za jeden pojazd wynosi kilkaset złotych. Dostałem ją na 5 wozów za darmo. W przyszłości pieniądze na remonty będą organizowane poprzez zyski z książek jakie wydaję. W tym roku będzie to kolejna książka o autobusach, Leksykon Państw Świata 2010 oraz "Kostaryka od A do Z". Powoli będę się starał pozyskiwać sponsorów do pomocy w remontach kapitalnych wozów, jednak wszystko w swoim czasie. Na razie priorytetem jest znalezienie dla nich miejsca na którym nie będą one niszczały oraz odpowiednie nagłośnienie pomysłu w mediach. Jeśli to chwyci dopiero będę mógł myśleć o pozyskiwaniu dalszych funduszy na remonty.

W muzeum będzie tylko kilka pojazdów? Czemu nie więcej i co stanowi o wyjątkowości właśnie tych modeli?

Docelowo będzie 5 pojazdów. Nie zamierzam kupować więcej egzemplarzy ponieważ jestem w stanie utrzymać tylko taką liczbę. Nie mam słomianego zapału. Pomysł muzeum nie jest chwilowym kaprysem, jestem świadomy tego, co chcę osiągnąć. Nie porywam się z motyką na słońce, nie mam ambicji stworzenia mega muzeum. Moje będzie małe, ale za to profesjonalne. Nie chcę dopuścić aby zakupione autobusy stały pod płotem i zżerała je rdza. Innym powodem dla którego będzie ich akurat tyle jest fakt, że są to wszystkie wozy jakie upatrzyłem sobie z dzieciństwa. Nie mam już innych, które bym znał i o których historii mógłbym zaświadczać.

teraz dużo bardzo zależy od miasta i urzędników. Miasto dostaje ode mnie konkretną propozycję i gotowe fundamenty pod otwarcie muzeum.

Czemu akurat Słupsk?

Krótko mówić Słupsk to miasto autobusami stojące. Od lat 70-tych funkcjonowała tu Kapena czyli największe przedsiębiorstwo w Polsce remontujące i złomujące polskie autobusy. Tu trafiały wozy z całej Polski (prócz Autosanów). Nazywana było kliniką autobusów. W Słupsku znajduje się oddział fabryki Skanii, w Słupsku produkowano pierwsze polskie trolejbusy, MZK jest pierwsza firmą komunikacyjną w Europie eksploatującą pojazdy napędzane etanolem. Słupsk to też jedyne miasto obok Warszawy które posiadało wszystkie trzy formy komunikacji miejskiej: autobusy, trolejbusy i tramwaje. Wreszcie jest dzisiaj jedynym miastem w Polsce z tak obszernie udokumentowaną historią swojego taboru. Udało się uwiecznić każdy pojazd jaki kiedykolwiek kursował po słupskich ulicach. To potężne źródło wiedzy naukowej. Dzięki mojemu zbiorowi w tej chwili Słupsk jest też miastem posiadającym drugą największą prywatną kolekcję pojazdów lat 70/80 w Polsce, najbardziej oryginalną pod względem fabrycznych części i najbardziej urozmaiconą.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów