Fani polskiego filmu czują się nabici w karnety
16.06.2011
aktualizacja: 2011-06-16 21:02
Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta
- Kupiłam karnet na wszystkie projekcje festiwalu filmowego w gdyńskim Multikinie. Ale obejrzałam tylko połowę filmów, bo na pozostałe zabrakło dla mnie wejściówek. Czuję się oszukana - mówi Agata Gross
ZOBACZ TAKŻE
- Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni przed Cannes i Euro (27-09-11, 19:05)
- Festiwal Polskich Filmów Fabularnych przegrał z Euro (09-08-11, 18:00)
- Zdaniem Mirosława Barana: Werdykt jury jest skandaliczny (12-06-11, 22:00)
- Jerzy Skolimowski: Zamierzam uciec do lasu i malować obrazy (12-06-11, 21:43)
- Bartosz Konopka: Reakcja widza ważniejsza od nagród (12-06-11, 21:29)
- Juror festiwalu w Gdyni: Wszyscy zwariowali na punkcie Róży (12-06-11, 21:26)
- Jan Komasa: nagroda na festiwalu to mój start w dorosłość (12-06-11, 21:16)
- Roma Gąsiorowska idzie w ciuchy (12-06-11, 21:14)
- 36. FPFF: gala rozdania nagród na żywo (11-06-11, 19:25)
- 36. FPFF: czy to oni wyjadą z Gdyni z nagrodami?
Przed rozpoczęciem Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych gdyńskie Multikino, gdzie odbywały się pokazy dla publiczności, rozpoczęło sprzedaż karnetów na wszystkie projekcje. Ulgowy kosztował 99 zł, zwykły 149 zł. Sprzedawcy w kasie tłumaczyli, że karnet umożliwia dowolny wybór seansów. Wystarczy każdego dnia pobrać bezpłatne wejściówki. W ten sposób 12 konkursowych filmów można obejrzeć w niższej cenie 12 zł za jeden.
Z oferty Multikina skorzystała Agata Gross z Gdyni. Pierwszego dnia festiwalu jeszcze nie było kłopotów z odbiorem wejściówek, ale w ubiegły wtorek nie mogła obejrzeć wszystkich zaplanowanych filmów. - Przyszłam do kasy koło południa, usłyszałam, że większość seansów jest już zajęta - opowiada.
Dzień później pojawiła się w kinie rankiem i stanęła w długiej kolejce, ale i tak nie dostała wejściówek na wszystkie filmy, na jakie chciała. Ostatniego dnia festiwalu kolejny raz odeszła z kwitkiem. - Wtedy przypadkiem usłyszałam rozmowę, że jest dodatkowa projekcja "Róży". Wróciłam do kasy i dostałam bilet. Tylko dlaczego nie było o tym żadnej informacji? - denerwuje się nasza czytelniczka.
- Maili z takimi skargami odebrałem już dziesiątki - przyznaje Leszek Kopeć, dyrektor festiwalu. - Ale my nie mieliśmy na to żadnego wpływu, Multikino sprzedawało karnety na własną rękę.
Dyrektor Kopeć dodaje, że rok temu dystrybucja karnetów odbywała się podobnie, jednak kłopotów nie było. Dlaczego? - Bo po pierwsze filmów konkursowych było dwa razy więcej, a po drugie Multikino pokazywało je w największych salach. W tym roku nie dość, że sale były mniejsze, to jeszcze 40 proc. miejsc zarezerwowano dla gości festiwalu.
Jak mówi Kopeć, skargi docierały do niego już od środy. Po interwencjach Multikino zorganizowało osiem dodatkowych spektakli, ale i to niewiele dało, bo szwankowała informacja.
Magdalena Ralcewicz, dyrektor gdyńskiego Multikina: - Zakup karnetu umożliwiał oglądanie filmów w specjalnej cenie, nie oznaczał jednak gwarancji miejsca na każdej projekcji. Problem braku miejsc dotyczył kilku seansów. Wstępne podsumowanie wskazuje w tym roku na rekordową frekwencję, co spowodowało nadkomplet widowni. Już dziś z dyrekcją festiwalu zastanawiamy się nad rozwiązaniem, które w przyszłym roku będzie optymalne dla wszystkich widzów.
Leszek Kopeć: - Jeśli mamy dalej współpracować, ten system trzeba zmienić.
Z oferty Multikina skorzystała Agata Gross z Gdyni. Pierwszego dnia festiwalu jeszcze nie było kłopotów z odbiorem wejściówek, ale w ubiegły wtorek nie mogła obejrzeć wszystkich zaplanowanych filmów. - Przyszłam do kasy koło południa, usłyszałam, że większość seansów jest już zajęta - opowiada.
Dzień później pojawiła się w kinie rankiem i stanęła w długiej kolejce, ale i tak nie dostała wejściówek na wszystkie filmy, na jakie chciała. Ostatniego dnia festiwalu kolejny raz odeszła z kwitkiem. - Wtedy przypadkiem usłyszałam rozmowę, że jest dodatkowa projekcja "Róży". Wróciłam do kasy i dostałam bilet. Tylko dlaczego nie było o tym żadnej informacji? - denerwuje się nasza czytelniczka.
- Maili z takimi skargami odebrałem już dziesiątki - przyznaje Leszek Kopeć, dyrektor festiwalu. - Ale my nie mieliśmy na to żadnego wpływu, Multikino sprzedawało karnety na własną rękę.
Dyrektor Kopeć dodaje, że rok temu dystrybucja karnetów odbywała się podobnie, jednak kłopotów nie było. Dlaczego? - Bo po pierwsze filmów konkursowych było dwa razy więcej, a po drugie Multikino pokazywało je w największych salach. W tym roku nie dość, że sale były mniejsze, to jeszcze 40 proc. miejsc zarezerwowano dla gości festiwalu.
Jak mówi Kopeć, skargi docierały do niego już od środy. Po interwencjach Multikino zorganizowało osiem dodatkowych spektakli, ale i to niewiele dało, bo szwankowała informacja.
Magdalena Ralcewicz, dyrektor gdyńskiego Multikina: - Zakup karnetu umożliwiał oglądanie filmów w specjalnej cenie, nie oznaczał jednak gwarancji miejsca na każdej projekcji. Problem braku miejsc dotyczył kilku seansów. Wstępne podsumowanie wskazuje w tym roku na rekordową frekwencję, co spowodowało nadkomplet widowni. Już dziś z dyrekcją festiwalu zastanawiamy się nad rozwiązaniem, które w przyszłym roku będzie optymalne dla wszystkich widzów.
Leszek Kopeć: - Jeśli mamy dalej współpracować, ten system trzeba zmienić.
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




