Bartosz Konopka: Reakcja widza ważniejsza od nagród

Rozmawiał Mirosław Baran
12.06.2011 aktualizacja: 2011-06-12 21:52
A A A Drukuj
Bartosz Konopka Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta
- Nawet trochę się cieszę, że dostałem nagrodę za debiut, a nie coś ważniejszego. To daje mi energii i wzbudza apetyt na robienie kolejnych filmów, podnoszenie sobie poprzeczki coraz wyżej - mówi Bartosz Konopka, reżyser filmu "Lek wysokości", laureat nagrody za debiut na 36. FPFF w Gdyni


Mirosław Baran: Spodziewał się Pan nagrody w Gdyni?



Bartosz Konopka: - W tak mocnym konkursie trudno spodziewać się jakiejkolwiek nagrody. Tak naprawdę przyjechałem do Gdyni po reakcje publiczności, to dla mnie jest najważniejsze; ważniejsze nawet, niż wszystkie nagrody. I ze spotkania z widzami jestem bardzo zadowolony. "Lek wysokości" miał być poruszający, bardzo uczuciowy. I widzowie w ten sposób na niego reagowali, otwierali się, opowiadali o sobie. Na spotkaniach z publicznością mało było pytań z sali, a więcej osobistych opowieści,. Wiele osób dzieliło się podobnymi problemami, jakie ma bohater mojego filmu. Nawet trochę się cieszę, że dostałem nagrodę za debiut, a nie coś ważniejszego. To daje mi energii i wzbudza apetyt na robienie kolejnych filmów, podnoszenie sobie poprzeczki coraz wyżej.



"Lek wysokości" to jednocześnie relacja z trudnych stosunków ojca z dorosłym synem oraz opowieść o wyniszczającej chorobie psychicznej. Co dla Pana było najważniejsze przy realizacji tego filmu?



- Najważniejszy był cud, który się zdarzył. Próbowałem w filmie opowiedzieć swoją osobistą historię - niezwykle trudną historię - którą znam z własnego życia. Ale to w pełni się udało dopiero dzięki ludziom, którzy uwierzyli w nią, uznali ją za ważna i dołożyli do niej coś od siebie. Mam tu na myśli nie tylko autora scenariusza, ale też aktorów, montażystę, operatora czy producentów. Potrafili oni - każdy swoimi środkami - przenieść uczucia na widzów.



Paweł Pawlikowski, przewodniczący jury FPFF, stwierdził, że polskim filmom brakuje lekkości i polotu. Co Pan na to?



- Wiem, że mój film do takich nie należy, choć staraliśmy się do niego włożyć trochę humoru i dystansu. Chyba zadziałało, bo widzowie się śmiali. Ale faktycznie, jest coś takiego w naszych fabułach, że są bardzo poważne, brak w nich dystansu. Paradoksalnie o wiele lepiej udaje się nam osiągnąć lekkość i humor w dokumencie. To dziwne, bo powinno być odwrotnie, prawda? Ale może to dobrze. Bo to znaczy, że nasza rzeczywistość może faktycznie jest śmieszna, zabawna i absurdalna - i taką ją pokazuje dokument. A to, co jest w naszych głowach - i pojawia się w fikcyjnych fabułach - jest nieodgadnione, tajemnicze, napięte i nie do końca radosne.



Pana aktor Marcin Dorociński dostał nagrodę - ale za "Różę", a nie za "Lęk wysokości". Nie jest Panu trochę przykro?



- Kreacja, jaką Marcin stworzył w "Leku wysokości" na pewno nie jest gorsza od tej w "Róży". Choć rola w filmie Wojciecha Smarzowskiego faktycznie jest bardzo specjalna i nie dziwię się, że to za nią Dorociński dostał nagrodę. Cieszę się też dlatego, bo przecież jest to jedyna nagroda dla "Róży". Bardzo podobał mi się podobał film Wojtka, wydawało się, że lepiej mu pójdzie w konkursie.



Klasyczne pytanie do debiutanta: Co dalej?



Nie czuję się takim szczególnym debiutantem, w końcu parę krótkometrażowych filmów już zrobiłem. Choć domyślam się, że chodzi tu o pełnometrażowe fabuły. Pracuję w tej chwili nad dwoma projektami fabularnymi. Choć pewnie najprędzej, może jeszcze w tym roku, skończę taki nietypowy film, pół-dokument, pół-fabułę. Rzecz się nazywa "Sztuka znikania" i powstaje na zamówienie Instytutu Adama Mickiewicza. To opowieść o haitańskim kapłanie vooduu, który w 1980 roku przybył do Polski na zaproszenie Teatru Źródeł, a rok później próbował pomóc Polakom powstrzymać stan wojenny. Był on cichym bohaterem tamtych lat, o którym - a szkoda - nie uczymy się w podręcznikach. Jednocześnie będzie to opowieść o tym, jak przybysz z innej kultury zobaczył nas, jak sami siebie możemy zobaczyć w jego oczach. Chciałbym, aby ten film mówił nie tylko o kapłanie voodoo, ale też o Polakach wtedy i teraz.

Bartosz Konopka (rocznik 1972), reżyser i filmoznawca, autor wielokrotnie nagradzanych krótkometrażowych filmów fabularnych i dokumentalnych, m. in. "Trójka do wzięcia" czy nominowany do Oscara 2010 "Królik po berlińsku". "Lęk wysokości" to jego pełnometrażowy debiut.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów