Festiwal Polskich Filmów Fabularnych przegrał z Euro
09.08.2011
aktualizacja: 2011-08-11 12:53
Fot. Jacek Łagowski / AG
Przyszłoroczny Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni odbędzie się w ostatnim tygodniu maja. Od początku czerwca UEFA zarezerwowała praktycznie całość bazy hotelowej Trójmiasta na Euro. - Pozostajemy przy międzynarodowym jury i mocnej selekcji filmów - zapowiada Michał Chaciński, dyrektor artystyczny imprezy
ZOBACZ TAKŻE
- Festiwal w Gdyni i Nowe Horyzonty teraz razem (20-03-12, 14:06)
- Gdynia czeka na polskie filmy (31-01-12, 20:00)
- Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni przed Cannes i Euro (27-09-11, 19:05)
- Heavymetalowa podróż w przeszłość (10-08-11, 12:29)
- Fani polskiego filmu czują się nabici w karnety (16-06-11, 21:02)
- Zdaniem Mirosława Barana: Werdykt jury jest skandaliczny (12-06-11, 22:00)
- Jerzy Skolimowski: Zamierzam uciec do lasu i malować obrazy (12-06-11, 21:43)
- Bartosz Konopka: Reakcja widza ważniejsza od nagród (12-06-11, 21:29)
- Juror festiwalu w Gdyni: Wszyscy zwariowali na punkcie Róży (12-06-11, 21:26)
- Jan Komasa: nagroda na festiwalu to mój start w dorosłość (12-06-11, 21:16)
- Roma Gąsiorowska idzie w ciuchy (12-06-11, 21:14)
- 36. FPFF: gala rozdania nagród na żywo (11-06-11, 19:25)
- 36. FPFF: czy to oni wyjadą z Gdyni z nagrodami?
Uczestnicy tegorocznego 36. FPFF poczuli powiew świeżości. Była to dopiero druga edycja imprezy zorganizowana w czerwcu - wcześniej przez wiele lat festiwal odbywał się we wrześniu (ponieważ zdjęcia dla wielu polskich filmów realizowane są w lecie, wielu twórców nie nadążało ze zgłoszeniem swojego filmu na ten termin). Jednak o wiele ważniejsze okazały się decyzje programowe dziennikarza i krytyka Michała Chacińskiego, który pół roku temu został dyrektorem artystycznym festiwalu. Zaprosił on na FPFF międzynarodowe jury, przeprowadził niezwykle ostrą selekcję tytułów konkursowych (o Złote Lwy walczyło zaledwie 12 filmów z 41 zgłoszonych), poszerzył program o otwarte spotkania z twórcami oraz prezentacje kina Europy Środkowo-Wschodniej.
Jak się okazało, zmiany w formule gdyńskiego festiwalu wyszły mu na dobre (choć nie zabrakło też kontrowersji: film "Róża" Wojciecha Smarzowskiego - mocny kandydat do grand prix - okazał się niezrozumiały dla zagranicznych jurorów). W efekcie komitet organizacyjny FPFF (złożony z przedstawicieli najważniejszych podmiotów przygotowujących gdyński festiwal, m.in. Ministerstwa Kultury i PISF-u) udzielił Chacińskiemu jednogłośnego wotum zaufania.
- Czułem na tym spotkaniu, że wszyscy odetchnęliśmy i teraz już na spokojnie możemy dalej reformować festiwal - opowiada dyrektor artystyczny FPFF. - Bo tegoroczna edycja udała się pod wieloma względami. Zmiany programowe przyjęto bardzo pozytywnie. I mam tutaj na myśli zarówno media, branżę filmową, jak i festiwalową widownię. Bardzo cieszy mnie też, że pomysł na spotkania z twórcami chwycił. Mieliśmy pełne sale na serii spotkań; to dowód, że widzowie chcą czegoś więcej niż tylko seansu filmu, chcą bliższego kontaktu z twórcami, chcą się od nich uczyć kina. Okazało się też, że pobiliśmy rekord obecności festiwalu w mediach. Blisko cztery tysiące medialnych relacji to gigantyczna liczba, która festiwalowi w Gdyni jeszcze się nie zdarzyła. Ważne jest też dla mnie to, co o festiwalu pisano w mediach zagranicznych, bo przecież jedną z funkcji FPFF jest promocja polskiego kina w kraju i zagranicą. Mieliśmy największą w historii liczbę gości zagranicznych. Pierwszy raz w historii pojawiły się o FPFF teksty m.in. w "The Hollywood Reporter". Regularnie pojawiało się w nich stwierdzenie, że festiwal jest odkryciem, że autor był zaskoczony serią dobrych filmów i świetną atmosferą festiwalu. Najzabawniejsze było to, że kilku autorów napisało, że w Gdyni widzieli w tym roku więcej ciekawych filmów niż w Cannes.
Czego nowego możemy spodziewać się po przyszłorocznej edycji imprezy? Michał Chaciński: - Kilka decyzji już podjęliśmy. Na pewno pozostajemy przy międzynarodowym jury i mocnej selekcji w konkursie głównym. Na pewno chciałbym też zwiększyć liczbę możliwości spotkania twórców z widzami festiwalowymi. Przez najbliższych kilka tygodni analizujemy też możliwości dotyczące m.in. sesji targowych. Trzeba się zastanowić, czy i w jakim kształcie mają one sens w Gdyni. Zależy mi też na tym, żeby festiwal w Gdyni nie tylko prezentował dokonania ostatniego roku w polskim kinie, ale i wpływał na filmy, które dopiero pojawią się na festiwalu w przyszłości. To wymaga zbudowania m.in. programu pracy nad scenariuszami filmów, które nie weszły jeszcze w fazę produkcyjną. Myślę, że Gdynia to dobre miejsce, żeby takie prace prowadzić. Wraz z dyrektorem organizacyjnym Leszkiem Kopciem dużo rozmawiamy też o stronie technicznej festiwalu: przyglądamy się m.in. systemom elektronicznej rejestracji i biletowania. Bardzo poważnie traktujemy głosy niezadowolonych widzów, którzy z różnych powodów nie dostali się na seanse poszczególnych filmów. Spróbujemy tego uniknąć w przyszłości.
Wiadomo też, że przyszłoroczny FPFF nie zostanie zorganizowany w drugim tygodniu czerwca, ale wcześniej, w dniach 25-30 maja 2012. - To termin najsensowniejszy z możliwych - tłumaczy Chaciński. - Od 1 czerwca do końca roku zamknięty będzie na ostatnią fazę modernizacji Teatr Muzyczny, co oznacza, że festiwal musi odbyć się wcześniej. Do tego od początku czerwca UEFA zarezerwowała praktycznie całość bazy hotelowej Trójmiasta na Euro. Z kolei do 20 maja trwa festiwal w Cannes, na który jedzie duża część naszej branży filmowej, włącznie z dziennikarzami. Trzeba było dać im kilka dni oddechu przed Gdynią. Stąd decyzja, że festiwal odbywa się nietypowo, bo od piątku do środy.
Jak się okazało, zmiany w formule gdyńskiego festiwalu wyszły mu na dobre (choć nie zabrakło też kontrowersji: film "Róża" Wojciecha Smarzowskiego - mocny kandydat do grand prix - okazał się niezrozumiały dla zagranicznych jurorów). W efekcie komitet organizacyjny FPFF (złożony z przedstawicieli najważniejszych podmiotów przygotowujących gdyński festiwal, m.in. Ministerstwa Kultury i PISF-u) udzielił Chacińskiemu jednogłośnego wotum zaufania.
- Czułem na tym spotkaniu, że wszyscy odetchnęliśmy i teraz już na spokojnie możemy dalej reformować festiwal - opowiada dyrektor artystyczny FPFF. - Bo tegoroczna edycja udała się pod wieloma względami. Zmiany programowe przyjęto bardzo pozytywnie. I mam tutaj na myśli zarówno media, branżę filmową, jak i festiwalową widownię. Bardzo cieszy mnie też, że pomysł na spotkania z twórcami chwycił. Mieliśmy pełne sale na serii spotkań; to dowód, że widzowie chcą czegoś więcej niż tylko seansu filmu, chcą bliższego kontaktu z twórcami, chcą się od nich uczyć kina. Okazało się też, że pobiliśmy rekord obecności festiwalu w mediach. Blisko cztery tysiące medialnych relacji to gigantyczna liczba, która festiwalowi w Gdyni jeszcze się nie zdarzyła. Ważne jest też dla mnie to, co o festiwalu pisano w mediach zagranicznych, bo przecież jedną z funkcji FPFF jest promocja polskiego kina w kraju i zagranicą. Mieliśmy największą w historii liczbę gości zagranicznych. Pierwszy raz w historii pojawiły się o FPFF teksty m.in. w "The Hollywood Reporter". Regularnie pojawiało się w nich stwierdzenie, że festiwal jest odkryciem, że autor był zaskoczony serią dobrych filmów i świetną atmosferą festiwalu. Najzabawniejsze było to, że kilku autorów napisało, że w Gdyni widzieli w tym roku więcej ciekawych filmów niż w Cannes.
Czego nowego możemy spodziewać się po przyszłorocznej edycji imprezy? Michał Chaciński: - Kilka decyzji już podjęliśmy. Na pewno pozostajemy przy międzynarodowym jury i mocnej selekcji w konkursie głównym. Na pewno chciałbym też zwiększyć liczbę możliwości spotkania twórców z widzami festiwalowymi. Przez najbliższych kilka tygodni analizujemy też możliwości dotyczące m.in. sesji targowych. Trzeba się zastanowić, czy i w jakim kształcie mają one sens w Gdyni. Zależy mi też na tym, żeby festiwal w Gdyni nie tylko prezentował dokonania ostatniego roku w polskim kinie, ale i wpływał na filmy, które dopiero pojawią się na festiwalu w przyszłości. To wymaga zbudowania m.in. programu pracy nad scenariuszami filmów, które nie weszły jeszcze w fazę produkcyjną. Myślę, że Gdynia to dobre miejsce, żeby takie prace prowadzić. Wraz z dyrektorem organizacyjnym Leszkiem Kopciem dużo rozmawiamy też o stronie technicznej festiwalu: przyglądamy się m.in. systemom elektronicznej rejestracji i biletowania. Bardzo poważnie traktujemy głosy niezadowolonych widzów, którzy z różnych powodów nie dostali się na seanse poszczególnych filmów. Spróbujemy tego uniknąć w przyszłości.
Wiadomo też, że przyszłoroczny FPFF nie zostanie zorganizowany w drugim tygodniu czerwca, ale wcześniej, w dniach 25-30 maja 2012. - To termin najsensowniejszy z możliwych - tłumaczy Chaciński. - Od 1 czerwca do końca roku zamknięty będzie na ostatnią fazę modernizacji Teatr Muzyczny, co oznacza, że festiwal musi odbyć się wcześniej. Do tego od początku czerwca UEFA zarezerwowała praktycznie całość bazy hotelowej Trójmiasta na Euro. Z kolei do 20 maja trwa festiwal w Cannes, na który jedzie duża część naszej branży filmowej, włącznie z dziennikarzami. Trzeba było dać im kilka dni oddechu przed Gdynią. Stąd decyzja, że festiwal odbywa się nietypowo, bo od piątku do środy.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień








