Szczelina do świata teatru

Piotr Sobierski
04.07.2011 aktualizacja: 2011-07-04 14:17
A A A Drukuj
Katarzyna Zawistowska Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta
  • Katarzyna Zawistowska
- Marzy mi się teatr, który dzięki tanim materiałom będzie tymczasowy. Wyobrażam sobie użycie kontenerów, rusztowań, czegoś, co można łatwo zdemontować, przebudować lub zaadaptować na inne potrzeby danego spektaklu czy wydarzenia - mówi Katarzyna Zawistowska, scenograf i autorka kostiumów. Z wykształcenia: architekt wnętrz
ZOBACZ TAKŻE
Magazyn "Sztorm" - lipiec 2011
Magazyn "Sztorm" - lipiec 2011
SERWISY
Katarzyna Zawistowska pracowała przy ponad 20 teatralnych realizacjach. Współpracowała z wieloma instytucjami kulturalnymi w kraju i za granicą, m.in. we Francji, Niemczech i Czechach. W 2008 r. w Korei Południowej zrealizowała swój autorski projekt "cykada.pl/memi.kr".

Nowe sytuacje

Od zawsze wiedziała, że będzie studiować architekturę. Jedyną niewiadomą był wybór uczelni. Ostatecznie, ze względów finansowych, Warszawa przegrała z Gdańskiem. Ale był też inny ważny argument, który przemawiał na korzyść Trójmiasta. - Teatr i scenografia to drugi obszar moich zainteresowań. Na gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych działa międzywydziałowa pracownia scenografii, którą założył prof. Andrzej Markowicz. I to mnie ostatecznie skusiło - mówi Zawistowska. - Zawsze chciałam łączyć te dwie dziedziny. Przestrzeń teatralna fascynuje mnie nawet bardziej niż scenografia i kostium. Pod tym kątem robiłam zresztą swój dyplom na ASP.

Studia magisterskie zakończyła w 2003 r. projektem adaptacji Malarni, sceny Teatru Wybrzeże. Jeszcze wyraźniej zaznaczyła obszar swoich zainteresowań w projekcie kończącym studia podyplomowe architektura+dialog. Była to jej autorska wizja teatru szekspirowskiego, którą nazwała inter | teatrem. - W typowy dla tego teatru układ przestrzeni wpisałam system pochylni, po których widz może się poruszać - tłumaczy. - Zainspirowały mnie do tego wielokrotne wizyty na teatralnym zapleczu. Chodząc po galeriach technicznych, widziałam scenografię z innej perspektywy. To buduje zupełnie nowe skojarzenia.

Uaktywnienie widza i danie mu większej swobody w obcowaniu z przestrzenią spektaklu to jej główny cel. Zarówno w doktoracie, nad którym właśnie pracuje, jak i w kolejnych projektach zwraca uwagę na przestrzeń widowni i jej relacje z miastem. - Interesuje mnie energia miasta, wielość aktywności, które się w nim wydarzają. I to, jak ta energia przekładałaby się na widownię, gdyby oczywiście mogła. Chciałabym stworzyć przestrzeń negocjacji pomiędzy tymi dwiema strefami. Widzowie siedzą lub wędrują po pochylniach. Ważne jest dla mnie to, ile tej energii wniosą do teatru, zanim ją wytracą, kiedy zaangażują się w spektakl; jak te strefy wzajemnie na siebie wpływają - zastanawia się Zawistowska.

Jak sama przyznaje, nie chce burzyć teatralnego porządku i tradycyjnych relacji pomiędzy widownią a sceną, widzem i aktorem. Próbuje tylko zbudować nowe sytuacje. - Załóżmy, że reżyser przyjeżdża do teatru i nie wie, z której strony jest widz - opowiada. - Zostaje zaskoczony przez projektanta, architekta czy scenografa. Taki stan rzeczy, kiedy relacje przestrzenne są nieoczywiste, kiedy musimy wytrącić się ze swoich przyzwyczajeń, intryguje mnie najbardziej.

Często przywoływanyn przez Zawistowską przykładem udanej realizacji takiego zamierzenia jest teatr elżbietański, który dawał szansę na ciekawą konfrontację widza z aktorem. To widz decydował, z jakiego miejsca będzie oglądał scenę i to, co na niej się wydarzy; był całkowicie mobilny. - Myślę o przestrzeni, która daje ci szansę wyboru. Kupujesz bilet i decydujesz, gdzie staniesz, czy i gdzie usiądziesz. A może będziesz chciał przemieszczać się w trakcie trwania spektaklu? Czy architektura teatru może nam dać taką szansę? - pyta scenograf.

Teatr tymczasowy

Stawiane przez Zawistowską pytania są bardzo na czasie. Wielu badaczy i projektantów zajmuje się obecnie tym tematem. Istnieją międzynarodowe organizacje zrzeszające fachowców różnych dziedzin, którzy badają teatr i pracują nad jego przestrzenną konstrukcją. Z takim podejściem do problemu Zawistowska spotkała się m.in. w Pradze w 2008 r., gdzie na XI Quadriennale Scenografii prezentowała swój projekt inter | teatru. Jej wystąpienie poprzedził m.in. teatrolog John Russell Brown i Franklin J. Hildy, który pełnił funkcję konsultanta przy rekonstrukcji słynnego angielskiego The Globe Theatre. W czerwcu Zawistowska wzięła udział w warsztatach Open Laboratory podczas kolejnej edycji praskiego Quadriennale, gdzie razem z kilkunastoma młodymi artystami pracowała nad przestrzenną wizją teatru. - Budowanie teatru nie jest łatwą sprawą - podkreśla. - Dobrze, jeżeli architekt ma doświadczenie, bo zbudował już kilka teatrów i zna technologię sceny. Niestety inwestorom brak tej wiedzy. Przykładem takiego podejścia są niektóre polskie realizacje.

Podążanie za tym, co na świecie jest standardem, nie jest łatwe. Z jednej strony, istnieje mała świadomość tematu wśród wykonawców i zleceniodawców, z drugiej - w Polsce niewiele buduje się nowych teatrów. O wiele lepiej wygląda kwestia przebudowy istniejących już obiektów, które dokonywane są z coraz większym powodzeniem. Zawistowska zwraca zresztą uwagę, że budować nowych gmachów nie musimy. - Możemy adaptować przestrzeń już istniejącą, pokazać jej atuty. Zamierzam tak zrobić z dawną fosą w Tczewie i Fabryką Karabinów w Gdańsku - zapowiada.

Dzisiejszy teatr już korzysta z wielu możliwości i przestrzeni, które bardzo odbiegają od klasycznego pojmowania teatru. Oczywiście nadal funkcjonują teatry z tradycyjną sceną pudełkową czy greckie amfiteatry pod gołym niebem, ale widać zmiany. - Marzy mi się teatr, który dzięki tanim materiałom będzie tymczasowy - opowiada. - Wyobrażam sobie użycie kontenerów, rusztowań, czegoś, co można łatwo zdemontować, przebudować lub zaadoptować na potrzeby danego spektaklu czy wydarzenia. Ale przy założeniu, że jest to w relacji z miastem, z jego geometrią i strukturą lokalnej zabudowy.

Wyciągnąć widza z fotela

Takie pojmowanie teatru nie zawsze jednak musi być atrakcyjne dla widza, który przyzwyczajony jest do "bezpiecznego" obcowania ze sztuką. Proponowane przez Zawistowską zmiany ingerują w intymną dla wielu strefę. - Wyciemniona widownia jest buforem, który gwarantuje nam bezpieczeństwo, a ja chciałabym widzów trochę z tego wytrącić - dodaje z uśmiechem.

Doskonałym przykładem takiego działania jest pamiętny spektakl Teatru Wybrzeże "H" według "Hamleta" Williama Szekspira w reżyserii Jana Klaty. Był on wystawiany w jednej z hal stoczniowych. Przy jego realizacji Zawistowska była asystentką scenograf Justyny Łagowskiej. W spektaklu widz nie miał szans zatopić się bezpiecznie w fotelu. Wchodził do hali stoczniowej za Hamletem i Horacjo, następnie - do czasu przybycia trupy aktorskiej - siedział na tradycyjnej widowni, a potem ruszał za Hamletem do komnaty jego matki. Potem wychodził nad kanał stoczniowy, gdzie wydobywano z wody martwą Ofelię. - Te wszystkie zmiany miejsc i elementy, które były świadomie konstruowane przez reżysera, służyły temu, aby podbić spektakl, wydobyć jego dramatyzm. Nie były to tylko ozdobniki - wyjaśnia Zawistowska.

Taka mobilność może jednak działać na niekorzyść. Widz wędrując po teatrze może gubić skupienie i rytm spektaklu. Zawistowska: - Warunkiem powodzenia takiej realizacji jest trzymanie wszystkiego w ryzach przez reżysera. Klata nad tym panował, był w stanie utrzymać skupienie widzów.

Teatralny ekshibicjonizm

O wiele większym zagrożeniem dla współczesnego teatru jest, według Zawistowskiej, jego zbyt mocne wejście w przestrzeń popkultury. Teatr jest wszechobecny w mediach, odsłania swoje wnętrze. - Dzisiaj idąc do teatru wiemy doskonale, czego się spodziewać. W internecie obejrzymy zdjęcia, zmontowany fragment spektaklu i pozbawiamy się całej otoczki związanej z oczekiwaniem na kontakt ze spektaklem, z jego formalną stroną - mówi. I chce to zmienić. Jej pomysł zakłada dostarczenie do potencjalnego widza zupełnie niestandardowej formy komunikatu wizualnego.

- Chciałabym stworzyć taką sytuację, aby przez szczelinę w budynku przechodnie mogli zajrzeć do wnętrza teatru, np. do sali prób czy na scenę. Oczywiście o ile artyści będą chcieli odsłonić jakiś etap swojej pracy - mówi.

To wizja, którą nakreśliła już przy inter | teatrze i która jest odpowiedzią na zmiany ostatnich 10 lat. Żyjemy coraz szybciej, ogrom informacji i łatwość w dostępie do nich sprawia, że coraz trudniej zatrzymać i przykuć uwagę widza. Dla Zawistowskiej liczy się jednak relacja "tu i teraz", bo to istota teatru. - Chcę, aby widz utracił łatwość konsumowania kolejnego spektaklu - zaznacza. - Nie chodzi o fizyczne przybliżanie widza do aktora, bo tego dokonała reforma teatru; chodzi o pozbycie się percepcyjnych naleciałości, które nadal mamy. Czasami już zdarza się widzieć takie spektakle w zaadaptowanych przestrzeniach, ale nadal nie ma to swojego architektonicznego odpowiednika. Interesuje mnie teatr, który stawia pytanie o inne sposoby percepcji.

Istniejące tylko w makietach czy szkicach pomysły po raz pierwszy Zawistowska miała okazję przetestować na widzach w Korei Południowej, podczas rezydencji artystycznej na zaproszenie Nottle Theatre Company. Spędziła tam sześć tygodni, 100 kilometrów od Seulu. - Zbudowałam z rusztowań wieżę z pochylniami, po których można było wchodzić - opowiada. - Już na miejscu dopisałam do tego projektu scenariusz. To była opowieść o przeobrażeniu poczwarki w cykadę. Zainspirował mnie widok porzucania skorupki i rozwijania pięknych skrzydeł, a przede wszystkim - informacja, że cykady potrafią przeżyć pod ziemią siedem lat, a jako latające stworzenia żyją zaledwie siedem dni.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy