Fajka, moja miłość. Kolekcjonerzy z Trójmiasta

Katarzyna Fryc
01.05.2011 06:00
A A A Drukuj
Fajka jako ikona morskiej tradycji, stały element biesiadowania i źródło przyjemności - to główne tematy książki Zająca i Zimmermanna. Dwustustronicowy album "Fajki gliniane", pięknie opracowany edytorsko w gdyńskiej drukarni Spartan, to pierwsza tak obszerna pozycja na polskim rynku poświęcona historii glinianych fajek - ich pochodzeniu, roli w morskiej tradycji i zbieractwu fajek w Polsce.
"Niemal wszyscy marynarze powracający z Indii Zachodnich trzymają w ustach małe lejki z liścia palmowego lub słomy, zawinięte z suchymi liśćmi tytoniu. Palą to i wdychają tyle dymu, ile potrafią. Twierdzą, że jest to dobre na głód i pragnienie, dodaje nowych sił i rozwesela " - zanotował w 1579 roku Anton Schneeberger, przyboczny lekarz polskiego króla Stefana Batorego. Tą i dziesiątki innych anegdot znaleźć można w książce "Fajki gliniane" Jerzego Zająca i Edwarda Zimmermanna, trójmiejskich kolekcjonerów zabytkowych fajek.

Fajka jako ikona morskiej tradycji, stały element biesiadowania i źródło przyjemności - to główne tematy książki Zająca i Zimmermanna. Dwustustronicowy album "Fajki gliniane", pięknie opracowany edytorsko w gdyńskiej drukarni Spartan, to pierwsza tak obszerna pozycja na polskim rynku poświęcona historii glinianych fajek - ich pochodzeniu, roli w morskiej tradycji i zbieractwu fajek w Polsce. Dodatkowo zilustrowana blisko 200 fotografiami, licznymi rycinami i rysunkami. Publikacja podzielona jest na dwie części: pierwsza to napisany ze swadą (po polsku i angielsku) i podparty dziesiątkami pozycji bibliograficznych rys historyczny, szczególnie akcentujący związki fajki z morzem i Kaszubami. Druga część to album ze stylizowanymi fotografiami Tomka Kamińskiego, prezentującymi urodę i pietyzm wykonania miniaturowych dzieł sztuki, jakimi były bogato zdobione główki fajek i lulki ze zbiorów Zająca i Zimmermana, właścicieli jednych z największych w Europie prywatnych kolekcji.

Narodziny główki na cybuchu

Wszystko zaczęło się od odkrycia Ameryki, skąd marynarze przenieśli do Europy zwyczaj przejęty od Indian.

"Niemal wszyscy marynarze powracający z Indii Zachodnich trzymają w ustach małe lejki z liścia palmowego lub słomy, zawinięte z suchymi liśćmi tytoniu. Palą to i wdychają tyle dymu, ile potrafią. Twierdzą, że jest to dobre na głód i pragnienie, dodaje nowych sił i rozwesela " - zanotował w 1579 roku Anton Schneeberger, przyboczny lekarz polskiego króla Stefana Batorego. Pod koniec XVI wieku zaprzestano w Europie palenia tytoniu w formie zbliżonej do prymitywnych cygar".

Narodziny klasycznej fajki nastąpiły w Anglii - w 1565 John Hawkins (wiceadmirał królowej Elżbiety) przywiózł po raz pierwszy tytoń do Anglii. Wkrótce potem inny żeglarz Walter Raleigh wprowadził fajki wykonane z białej delikatnej glinki z bardzo małą główką na długim cybuchu.

"Już w 1598 roku niemiecki podróżnik Paul Hentzer odnotował, że w Londynie prawie wszyscy palą gliniane fajki. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Bogaci i biedni".

Po śmierci królowej Elżbiety w 1603 r. emigranci z Anglii, szukający schronienia przed prześladowaniem, przenieśli technologię produkcji fajek do Holandii, gdzie przemysł fajczarski rozwinął się na niespotykaną dotąd skalę. Najwięcej manufaktur powstało w okolicy miasta Gouda, gdzie w XVIII w. działało ich prawie 400. O skali produkcji świadczy fakt, że jeden pracownik dziennie produkował kilkaset sztuk glinianych fajek.

Z Anglii i Holandii trafiały do palaczy w najdalszych zakątkach świata. W Polsce, także w Gdańsku fajki pojawiły się na przełomie XVI i XVII wieku jako importy z Anglii.

Zagony z pieczarkami

Sporo fajek glinianych i lulek z tamtych czasów mają w swoich zbiorach autorzy książki. Pierwszą fajkę Edward Zimmermann znalazł na terenie gdańskiego Bastionu Wyskok. - W latach 70. działkowicze uprawiali tam swoje ogródki. Kiedy wiosną przekopywali grządki, fajek było tyle, że ziemia wyglądała jak uprawa pieczarek. Między grudami wystawały białe główki glinianych fajek - opowiada Zimmermann.

"Na początku lat osiemdziesiątych na duże ilości fajek natrafiono w Gdańsku w trakcie oczyszczania kanału Raduni. Ponieważ we wstępnym okresie prac nie było nadzoru archeologicznego, większość fajczarskich artefaktów trafiła w ręce prywatne".

Skąd wzięła się ich taka masa? W XVII i XVIII wieku palacze używali ceramicznych fajek jednorodnych (główka i długi nawet na metr cybuch tworzyły jedną całość wykonaną z wypalanej glinki koalinowej). Były to kruche przedmioty - jeden upadek na twarde podłoże i cybuch odłamywał się od główki. Palacz porzucał więc złamaną fajkę i sięgał po następną. A że wypalona glina to materiał bardzo trwały, do naszych czasów przetrwały w ziemi miliony fragmentów takich fajek.

W Polsce, gdzie były tanie, nikt o nie nie dbał. Dlatego trudno dziś liczyć na znalezienie nieuszkodzonej fajki z tamtych czasów. Co najwyżej mogły się zachować w zasypanych latrynach albo studniach. - Wpadając tam, fajka się nie tłukła, a nieostrożny palacz raczej nie próbował jej wydobyć - opowiada Zimmermann. - Ale prywatni zbieracze nie mają dziś dostępu do tak atrakcyjnych stanowisk archeologicznych i nie mają szans na znalezienie całej fajki. Muszą zadowolić się gromadzeniem samych główek.

- Najcenniejsze są główki z misternymi ornamentami, bo takie trafiają się rzadko. Motywy zdobnicze w mosiężnej formie do produkcji fajek często wykonywali złotnicy - tłumaczą kolekcjonerzy. W ich zbiorach są fajki z portretami królów, cesarzy, godłami państwowymi, motywami antycznymi i orientalnymi, a nawet wolnomularskimi. Jak mówią, na sto znajdowanych gładkich główek trafia się tylko parę ornamentowanych.

Większość eksponatów znaleźli sami, niektóre kupili od innych kolekcjonerów albo się z nimi wymienili.

- Najciekawsza jest romantyka tych przedmiotów. Każda fajka wyprodukowana gdzieś w Londynie czy holenderskiej Goudzie była tam pakowana w kosze, skrzynie i beczki. Transportowana wozami do portu, trafiała na żaglowiec, który pośród sztormów płynął z nią do Gdańska, potem palił ją jakiś człowiek w różnych miejscach i sytuacjach. Aż w końcu się złamała i trafiła na śmietnik - opowiadają.

Pipa kapitana

- Czy można sobie wyobrazić dawnego kapitana, rybaka albo flisaka bez fajki? A że był to przedmiot wyjątkowo nietrwały, lądował za burtą - opowiada Jerzy Zając, w którego zbiorach jest wiele lulek, które razem z flądrami zaplątały się w sieci rybaków z Oksywia i Orłowa.

„Dość liczne fragmenty fajek znajdowane przy morskim brzegu mają związek z powszechnym ongiś wśród ludzi morza zwyczajem palenia tytoniu w fajce (...) »Żelazni marynarze na drewnianych żaglowcach « zawsze mieli opinię najbardziej zagorzałych fajczarzy. A trzeba dodać, że wilki morskie mają za sobą ponad pięćsetletnią tradycję używania tytoniu”.

Cały rozdział "Fajek glinianych" opowiada o podobnych znaleziskach na plaży w rejonie dawnej osady portowej Beka nad Zatoką Pucką, w okolicy majątków Rzucewo i gdyńskich Kolibek (oba to dawne dobra Jana III Sobieskiego). A także we wrakach żaglowców, miejscach związanych z katastrofami i bitwami morskimi, np. bitwą pod Oliwą.

"Dziś może zdumiewać, że na drewnianych, pełnych łatwopalnych materiałów żaglowcach nie zabraniano palenia tytoniu. Głównym powodem był powszechny pogląd, że tytoń stanowi doskonały lek przeciw szkorbutowi, najgroźniejszej chorobie żeglarzy. Ponadto kapitanowie, znając przemożną siłę nałogu i niepokorną naturę swoich podkomendnych, zdawali sobie sprawę z bezcelowości takich zakazów. (...) Mimo szczegółowych rozporządzeń nie zawsze przestrzegano należytej ostrożności, a lekceważenie przepisów przeciwpożarowych przynosiło niekiedy tragiczne skutki. W 1680 roku, w Kopenhadze, porzucona w prochowni okrętowej fajka z niedopalonym tytoniem spowodowała wybuch, w następstwie którego zginęło 25 marynarzy".

Fajki chętnie pykali też Kaszubi, którzy mówili na nie "pipa" lub "pipka". - Kaszubskie "pipy" robiono ze zwykłej, czerwonej gliny garncarskiej. Kolekcjonerzy nazywają ją "wodnikiem" - opowiada Jerzy Zając.

Latryna najlepsza

Zainteresowanie zbieractwem glinianych fajek doprowadziło w 1986 r. do powstania gdańskiego Klubu Kolekcjonerów Fajek Glinianych. Dziś w Polsce działa kilkanaście Klubów Fajki skupiających kilkuset kolekcjonerów.

Trójmiasto od lat jest głównym ośrodkiem kolekcjonerstwa fajek w Polsce, co ma związek z dużą ilością fragmentów starych fajek odnajdywanych na terenie Gdańska (przez który przechodziły pierwsze transporty z Anglii i Holandii). Ale nie tylko w Gdańsku występują te zabytki - odkrywa się je w całej Polsce na terenie dawnych wysypisk śmieci, w latrynach, umocnieniach obronnych, w zamkowych fosach, namułach rzek i kanałów. Najdłuższa znaleziona w Polsce XVIII-wieczna fajka została odkryta w latrynie na Starym Mieście w Elblągu i trafiła do tamtejszego muzeum.

Dzięki uporowi Zimmermanna zostały odkryte pozostałości po dwóch osiemnastowiecznych pruskich fabrykach fajek. - Wszystko przez to, że nie mogłem zidentyfikować części swoich zbiorów - mówi. - Ani angielskie, ani holenderskie. Podejrzewałem, że pochodzą z pruskich manufaktur w granicach obecnej Polski i zacząłem ich szukać.

Po dwóch latach zbieracze ustalił, że w XVIII wieku działały u nas dwie wytwórnie: w Zborowskiem pod Częstochową i Rościnie koło Gorzowa Wielkopolskiego. Każda z nich produkowała parę milionów sztuk rocznie.

W 1988 r. Zimmermann natrafił na miejsca, gdzie zakopane w ziemi zachowały się setki tysięcy fajek, odpadów produkcyjnych. - Całe zagony fajek! Łamali i zakopywali całe partie źle wypalonych fajek.

W środowisku miłośników fajek to była sensacja na skalę światową, na miejsce odkryć pielgrzymowali miłośnicy fajki z całej Europy. Wykopaliska spod Częstochowy trafiły do Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku, a eksponaty z Rościna można oglądać w Muzeum Okręgowym w Gorzowie Wielkopolskim.

Brak komentarzy