Kobiety na rockowej scenie
25.02.2010
aktualizacja: 2010-02-25 14:36
Kim Deal, Courtney Love, Kim Gordon - ważne, ale tak nieliczne. Kobiet w rockowym świecie wciąż jest bardzo mało. Jak to wygląda na trójmiejskiej scenie?
SERWISY
Parytet parytetem, równouprawnienie równouprawnieniem, ale środowisko związane z muzyką rockową wciąż pozostaje domeną - a czasem wręcz: dobrze bronioną twierdzą - mężczyzn. Kobiety grające w ważnych, popularnych i przechodzących do annałów współczesnej muzyki zespołach to wciąż rzadkość, traktowana zwykle na zasadzie ciekawostki. Tak jest na całym świecie, tak jest też w Polsce - wydana niedawno debiutancka płyta stuprocentowo kobiecej formacji Andy jest chyba pierwszym tego typu wydarzeniem od czasu sukcesów Alibabek i Filipinek, a Kasia Nosowska to nadzwyczajny wyjątek, świetnie potwierdzający regułę (potwierdzający przy tym zasadę, że jeśli już na rockowej scenie pojawia się jakaś ciekawa artystka, zwykle jest wokalistką zespołu, składającego się z samych mężczyzn).
Nie inaczej jest także na scenie trójmiejskiej. Owszem, pojawia się na niej wiele utalentowanych kobiet, ale ich ilość jest niewspółmierna do liczby gitarzystów, basistów i perkusistów, specjalizujących się w najróżniejszych gatunkach. Scena jazzowa ma swoją Krystynę Stańko, wokalistkę, odnoszącą od lat spore sukcesy z kilkoma kolejnymi projektami, scena reggae ma co najmniej dwie bardzo utalentowane wokalistki: Sarę Brylewską z zespołu Enchantia i Agnieszkę Trepczyk z grupy Drewno From Las, nie brakuje utalentowanych pań udzielających się na scenie muzyki eksperymentalnej, tu wymienić trzeba choćby Annę Śmiszek-Wesołowską, występującą z Jacaszkiem czy Księżniczki Jacka Cieślaka: Karolinę Rec, Edytę Czerniewicz i Julię Ziętek. A jak sprawa wygląda na trójmiejskiej scenie rockowej? Podobnie: wśród setek grających na różnych instrumentach mężczyzn, wyłowić można kilka kobiecych perełek.
Kobieca pewność
Pierwsza, na którą trzeba zwrócić uwagę, jest Nela Gzowska. Należy jej się to choćby z tego powodu, że gra w zespole o najbardziej kobiecej nazwie w Polsce - w grupie Kobiety. Mimo nazwy była pierwszą kobietą w jej składzie. Trafiła do niego prosto z lekcji gry na gitarze.
- Moim nauczycielem był Grzegorz Nawrocki, lider Kobiet - opowiada Gzowska. - To od niego dowiedziałam się, że jego zespół szuka basisty. I choć od wielu lat grałam na gitarze, tak bardzo chciałam trafić do Kobiet, że specjalnie w tym celu nauczyłam się grać na basie.
Na gitarze Gzowska gra w najnowszym projekcie, w którym bierze udział, a dokładniej rzecz biorąc - którego jest jednym z filarów. To formacja Sound Of Pixies, wykonująca kompozycje legendarnej amerykańskiej grupy indie rockowej z przełomu lat 80-tych i 90-tych.
- Lekcje u Grzegorza, oprócz samej techniki - wspomina Gzowska, - nauczyły mnie jeszcze jednej ważnej rzeczy: pewności siebie. To mi dziś bardzo pomaga, gdy staję na scenie.
Kobiecy fight club
Z gry na basie znana jest także Joanna Kucharska, artystka, która przeszła nietypową drogę: od basistki, skromnie budującej dźwiękowe tło, do liderki autorskiego projektu. Wszystko zaczęło się od występów w zespole Kiev Office (swoją drogą - przez pewien czas grupa ta była sporym ewenementem, obok lidera, grały w niej bowiem dwie panie, stanowiące sekcję rytmiczną), ale z czasem artystka zdecydowała się na publiczną prezentację grupy Marla Cinger. Początkowo była ona tylko jej prywatnym projektem sypialnianym: artystka komponowała piosenki, które grała tylko sama dla siebie. Z czasem jednak zbudowała pełen zespół (w którym nota bene znaleźli się obaj pozostali członkowie obecnego składu Kiev Office), z którym zaczęła koncertować. Świetnym ukoronowaniem tego etapu było zwycięstwo w drugiej edycji konkursu dla młodych zespołów, Uchodrom. Oryginalne, akustyczne i dość łagodne ballady Kucharskiej spotkały się z ciepłym przyjęciem słuchaczy i krytyki. Zachęciło to artystkę do nagrania płyty - debiutancki album projektu Marla Cinger, płyta zatytułowana "Congs", ukazał się na początku stycznia.
Kobieca nieśmiałość
W tym samym, mniej więcej, czasie powrócił na scenę zespół Folder. W ciągu poprzednich kilku miesięcy muzycy zrobili sobie małą przerwę w aktywnej działalności. Jej przyczyna była dość prozaiczna: wokalistka grupy, Joanna Kuźma, zdawała maturę, a potem zaczęła studia. Dziś zespół powraca z nowym materiałem, który niedługo ma zostać zarejestrowany w studio.
Dla wokalistki grupy wszystko zaczęło się - podobnie jak w przypadku Kucharskiej - we własnej sypialni, gdzie, jeszcze jako nastolatka, nagrywała swoje piosenki, akompaniując sobie na instrumentach klawiszowych. Potem trafiały one na profil myspace artystki.
- To właśnie tam usłyszeli je pierwszy raz chłopcy z zespołu - wspomina wokalistka. - Skontaktowali się ze mną, zaprosili na próbę i okazało się, że jakoś pasujemy do siebie.
Różnica wieku między pozostałymi członkami zespołu a świeżo upieczoną wokalistką Folderu była spora, ale muzycy szybko znaleźli wspólny język.
- Najważniejsze, że dzięki grze w zespole udaje mi się zwalczyć moją chorobliwą wręcz nieśmiałość - zwierza się Kuźma. - Wciąż jeszcze mam straszną tremę przed wyjściem na scenę, ale kiedy już zaczyna się koncert, wiem, że chłopcy są za mną, widzę, że publiczności podoba się to, co gramy - to uczucie jest naprawdę wspaniałe.
Kobieca ewolucja
Choć wokalistka grupy Folder jest najmłodsza w zestawie dobrze rockujących trójmiejskich kobiet pod względem metrykalnym, ale najświeższą nadzieją lokalnej sceny jest Milena Żmijewska, wokalistka debiutującego sześcioutworową epką zespołu Darvin.
- Zaczęło się trzy lata temu, kiedy wreszcie udało mi się zrealizować swoje marzenie o śpiewaniu w zespole - opowiada artystka. - Najpierw była to garażowa grupa, w składzie której występowało kilku dużo młodszych ode mnie chłopaków. Ale poza jednym koncertem nic właściwie z tego nie wynikło. Potem dowiedziałam się, że w zespole Darvin zwolniło się miejsce za mikrofonem, poszłam na próbę, przyjęli mnie i gramy razem już od jakieś czasu. Właśnie ukazała się nasza debiutancka epka i zaczynamy grać coraz więcej koncertów. I, nie ukrywam, bardzo mi się to podoba!
Nie inaczej jest także na scenie trójmiejskiej. Owszem, pojawia się na niej wiele utalentowanych kobiet, ale ich ilość jest niewspółmierna do liczby gitarzystów, basistów i perkusistów, specjalizujących się w najróżniejszych gatunkach. Scena jazzowa ma swoją Krystynę Stańko, wokalistkę, odnoszącą od lat spore sukcesy z kilkoma kolejnymi projektami, scena reggae ma co najmniej dwie bardzo utalentowane wokalistki: Sarę Brylewską z zespołu Enchantia i Agnieszkę Trepczyk z grupy Drewno From Las, nie brakuje utalentowanych pań udzielających się na scenie muzyki eksperymentalnej, tu wymienić trzeba choćby Annę Śmiszek-Wesołowską, występującą z Jacaszkiem czy Księżniczki Jacka Cieślaka: Karolinę Rec, Edytę Czerniewicz i Julię Ziętek. A jak sprawa wygląda na trójmiejskiej scenie rockowej? Podobnie: wśród setek grających na różnych instrumentach mężczyzn, wyłowić można kilka kobiecych perełek.
Kobieca pewność
Pierwsza, na którą trzeba zwrócić uwagę, jest Nela Gzowska. Należy jej się to choćby z tego powodu, że gra w zespole o najbardziej kobiecej nazwie w Polsce - w grupie Kobiety. Mimo nazwy była pierwszą kobietą w jej składzie. Trafiła do niego prosto z lekcji gry na gitarze.
- Moim nauczycielem był Grzegorz Nawrocki, lider Kobiet - opowiada Gzowska. - To od niego dowiedziałam się, że jego zespół szuka basisty. I choć od wielu lat grałam na gitarze, tak bardzo chciałam trafić do Kobiet, że specjalnie w tym celu nauczyłam się grać na basie.
Na gitarze Gzowska gra w najnowszym projekcie, w którym bierze udział, a dokładniej rzecz biorąc - którego jest jednym z filarów. To formacja Sound Of Pixies, wykonująca kompozycje legendarnej amerykańskiej grupy indie rockowej z przełomu lat 80-tych i 90-tych.
- Lekcje u Grzegorza, oprócz samej techniki - wspomina Gzowska, - nauczyły mnie jeszcze jednej ważnej rzeczy: pewności siebie. To mi dziś bardzo pomaga, gdy staję na scenie.
Kobiecy fight club
Z gry na basie znana jest także Joanna Kucharska, artystka, która przeszła nietypową drogę: od basistki, skromnie budującej dźwiękowe tło, do liderki autorskiego projektu. Wszystko zaczęło się od występów w zespole Kiev Office (swoją drogą - przez pewien czas grupa ta była sporym ewenementem, obok lidera, grały w niej bowiem dwie panie, stanowiące sekcję rytmiczną), ale z czasem artystka zdecydowała się na publiczną prezentację grupy Marla Cinger. Początkowo była ona tylko jej prywatnym projektem sypialnianym: artystka komponowała piosenki, które grała tylko sama dla siebie. Z czasem jednak zbudowała pełen zespół (w którym nota bene znaleźli się obaj pozostali członkowie obecnego składu Kiev Office), z którym zaczęła koncertować. Świetnym ukoronowaniem tego etapu było zwycięstwo w drugiej edycji konkursu dla młodych zespołów, Uchodrom. Oryginalne, akustyczne i dość łagodne ballady Kucharskiej spotkały się z ciepłym przyjęciem słuchaczy i krytyki. Zachęciło to artystkę do nagrania płyty - debiutancki album projektu Marla Cinger, płyta zatytułowana "Congs", ukazał się na początku stycznia.
Kobieca nieśmiałość
W tym samym, mniej więcej, czasie powrócił na scenę zespół Folder. W ciągu poprzednich kilku miesięcy muzycy zrobili sobie małą przerwę w aktywnej działalności. Jej przyczyna była dość prozaiczna: wokalistka grupy, Joanna Kuźma, zdawała maturę, a potem zaczęła studia. Dziś zespół powraca z nowym materiałem, który niedługo ma zostać zarejestrowany w studio.
Dla wokalistki grupy wszystko zaczęło się - podobnie jak w przypadku Kucharskiej - we własnej sypialni, gdzie, jeszcze jako nastolatka, nagrywała swoje piosenki, akompaniując sobie na instrumentach klawiszowych. Potem trafiały one na profil myspace artystki.
- To właśnie tam usłyszeli je pierwszy raz chłopcy z zespołu - wspomina wokalistka. - Skontaktowali się ze mną, zaprosili na próbę i okazało się, że jakoś pasujemy do siebie.
Różnica wieku między pozostałymi członkami zespołu a świeżo upieczoną wokalistką Folderu była spora, ale muzycy szybko znaleźli wspólny język.
- Najważniejsze, że dzięki grze w zespole udaje mi się zwalczyć moją chorobliwą wręcz nieśmiałość - zwierza się Kuźma. - Wciąż jeszcze mam straszną tremę przed wyjściem na scenę, ale kiedy już zaczyna się koncert, wiem, że chłopcy są za mną, widzę, że publiczności podoba się to, co gramy - to uczucie jest naprawdę wspaniałe.
Kobieca ewolucja
Choć wokalistka grupy Folder jest najmłodsza w zestawie dobrze rockujących trójmiejskich kobiet pod względem metrykalnym, ale najświeższą nadzieją lokalnej sceny jest Milena Żmijewska, wokalistka debiutującego sześcioutworową epką zespołu Darvin.
- Zaczęło się trzy lata temu, kiedy wreszcie udało mi się zrealizować swoje marzenie o śpiewaniu w zespole - opowiada artystka. - Najpierw była to garażowa grupa, w składzie której występowało kilku dużo młodszych ode mnie chłopaków. Ale poza jednym koncertem nic właściwie z tego nie wynikło. Potem dowiedziałam się, że w zespole Darvin zwolniło się miejsce za mikrofonem, poszłam na próbę, przyjęli mnie i gramy razem już od jakieś czasu. Właśnie ukazała się nasza debiutancka epka i zaczynamy grać coraz więcej koncertów. I, nie ukrywam, bardzo mi się to podoba!
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wyjątkowy spacer! Gdańskie zakamarki dla ...
- Czas Gdyni: te inwestycje wpłynęły na ...
- Dramat w Słupsku: dwulatek katowany przez ...
- Gdańska wyszukiwarka leków podoba się ...
- Arcymaszkary polskiej architektury. Sopot ...
- Są pieniądze, będzie bezpieczniej w ...
- Trójmiejskie uczelnie mało multimedialne. ...
- Arcymaszkary polskiej architektury. Sopot ...
- Poznaj najniebezpieczniejsze ulice ...
- Życie Lecha Wałęsy: Sharon Stone i świat ...
- "Proszę pokazać torbę". Co może sklepowy ...
- Wyjątkowy spacer! Gdańskie zakamarki dla ...
- Motorniczowie pamiętajcie, że ciepły ...
- Pół tony holenderskiej trawy w oponach [wideo]









