Na zielonej ścieżce - ekologiczna kolacja

Aleksandra Kozłowska, Jowita Kiwnik
02.12.2009 aktualizacja: 2009-12-03 11:27
A A A Drukuj
- Sprawiedliwy handel?? A co to jest? Pani, na świecie nie ma sprawiedliwości. A już w handlu to na pewno nie. - sprzedawcy z przydomowych sklepików nie ukrywają, że o ekologicznej żywności mają niewielkie pojęcie. Gdzie kupić zdrowe jedzenie i co z niego dobrego przygotować, czyli o tym co przyniósł kolejny dzień naszego zielonego eksperymentu.
Wtorek, 1 grudnia 2009 - Zakupowy tor przeszkód

W poniedziałek każda z nas sprawdziła swoją dzielnicę pod kątem tego, gdzie kupić eko-żywność. W Sopocie jeszcze sytuacja nie jest zła. Jowita ma w pobliżu domu market Alma, który słynie z tego, że można w nim znaleźć dosłownie wszystko. W tym ekologiczną żywność, która ma zarezerwowany w sklepie osobny dział (choć niewielki, więc raczej "dzialik"). Ceny, niestety, zwalają z nóg przeciętnego zjadacza chleba. Za organiczne muesli zapłacić trzeba od 10 do nawet 22 zł, ryż to wydatek rzędu 10 zł, a pół kilo zdrowej Mąki Chlebowej Pszennej kosztuje prawie 7 zł (z jakichś względów o złotówkę tańsza jest mąka razowa). Po zweryfikowaniu zawartości portfela, w koszyku lądują, więc w większości tańsze produkty: pasztet sojowy, którego smak wzbogacić mają dodane do pasty borowiki (2.99zł), ryżowe chipsy ekologiczne wypiekane bez tłuszczu (koszt 2.59 zł), pestki słonecznika za 1.59 zł, masakrycznie drogi ryż i 10 jaj z chowu ściółkowego, za które z bólem serca trzeba było zapłacić prawie...8 zł! Rezygnacja z najbardziej ekologicznych jaj, czyli tych od kur biegających sobie swobodnie po podwórku wymuszona była niestety względami ekonomicznymi (bo za opakowanie 8 takich jajek trzeba w Almie zapłacić ok. 11 zł).

Dużo bardziej wyboista jest eko-zakupowa ścieżka na gdańskiej Żabiance. Ola na początku nie miała tyle szczęścia - w dwóch najbliższych osiedlowych sklepikach o ekologicznej żywności nikt nawet nie słyszał.

- Sprawiedliwy handel?? A co to jest? - zareagowała ze zdziwieniem ekspedientka w spożywczaku. - Pani, na świecie nie ma sprawiedliwości. A już w handlu to na pewno nie.

Pan z budki z warzywami zapytany o ekologicznie uprawianą marchewkę powiedział: - Nie mam, bo takich rzeczy ludzie nie kupuję. Nikt nawet o nie nie pyta. To, co tu mamy, pochodzi z niedużego gospodarstwa na Orunii. Kupuję na giełdzie. Ale wszystkie warzywa i sezonowe owoce, jabłka, gruszki, są polskie. Tylko pomarańcze i cytryny pochodzą z Hiszpanii.

Cytrusy nie lądują więc w płóciennej torbie - obie bez takiej już się nie ruszamy na zakupy - Ola bierze za to kilo championów za 2,40 zł.

Następny przystanek - supermarket Zatoka. Tu ekologiczna żywność ma swoje odrębne półki. Z myślą o zdrowej, bezmięsnej kolacji Ola wybiera (a trzeba przyznać, że czytanie tych wszystkich pisanych drobnym druczkiem etykietek zajmuje sporo czasu) koncentrat pomidorowy Włocławka bez konserwantów (2,69 zł) i krojone pomidory z oliwkami Podravki za 3,99 zł. Na stoisku z warzywami ekspedientka mówi: - Ekologiczne warzywa? Kiedyś były jabłka, ale teraz nic z tego nie mamy. Skąd pochodzą? Różnie - wiem, że gruszki z importu. Czemu nie z Polski? Takie akurat ma hurtownik.

Ola decyduje się też na większy wydatek: 8 jaj od biegającej na wolności zielononóżki kuropatwianej za 13.99 zł oraz pół kilograma bio mąki gryczanej za 6,19 zł - razem z mlekiem Milandia reklamowanym na kartonie jako "pyszne i zdrowe" będą w weekend składnikami ciasta na naleśniki.

Wieczorem zakupiona wcześniej w Bomi (bo w Zatoce takiej nie ma) ciecierzyca w puszce (2,99 zł) staje się podstawą jednego z dań naszej pierwszej ekologicznej kolacji.

Bałem się, że będzie gorsze

W charakterze niezależnego degustatora występuje nasz redakcyjny kolega Michał Jamroż, zdeklarowany wróg zdrowej a przede wszystkim jarskiej kuchni. Początki nie są łatwe. W zlewie w formie papki lądują najpierw cenne ekologiczne jajka jako nieudany efekt domowego majonezu. Zniechęcone niepowodzeniem sięgamy w końcu po majonez Winiary. Razem z tartym serem stanowić on będzie nadzienie pieczonego chleba (ale przepisu tak łatwo nie zdradzimy!). Ola miesza w garnku czanę masalę, czyli cieciorkę z przecierem pomidorowym i przyprawami (oryginalna receptura przywieziona z Indii), Jowita w tym czasie doprawia ryż z polską marchewką i cebulą a w piekarniku dopieka się bacalhau, czyli solony dorsz przetransportowany w walizce z prosto z Portugalii. Nadchodzi moment prawdy. Siadamy do stołu. Obserwator Michał podchodzi do dań z wyraźną ostrożnością - nakłada sobie minimalne porcje cieciorki i ryby. - Bałem się, że to będzie gorsze - przyznaje po chwili. - Jest całkiem niezłe. Zwłaszcza dorsz. I dokłada sobie więcej. Nam też smakuje. Na deser mamy zdrowe pestki słonecznika i beztłuszczowe chipsy, wbrew obawom dość dobre, chociaż smak serowo-cebulowy, o którym zapewnia na opakowaniu producent, jest średnio wyczuwalny. Do picia portugalskie wino i kolumbijska kawa z logo Fair Trade (Jowita kupiła ją już wcześniej w sklepie Kuchnie Świata). Mocne espresso słodzimy - jakże by inaczej - zdrowszym niż biały, brązowym cukrem trzcinowym.

Zgodnie z ekologicznym dekalogiem nie wyrzucamy nadmiaru jedzenia. Ryba zostaje na jutrzejszy lunch. A czana masala po zmiksowaniu zamienia się w hummus, bardzo smaczną pastę do chleba. Jutro przygotujemy z niej kanapki w pracy. Michał też się z radością załapie.

Sprzątamy. Jest już grubo po północy, a jutro trzeba przecież wstać do pracy. Drobiazgowo segregujemy śmieci . Ale to już inna historia, o której już jutro....

Dlaczego właściwie ekologiczna żywność jest taka droga?

- Sklepy narzucają sporą marżę, my oddajemy pół kilo mąki gryczanej po 3,60 zł - mówi Aleksandra Babalska, która razem z mężem od 20 lat prowadzi gospodarstwo ekologiczne w Pokrzydowie koło Brodnicy. - Ale i koszt samych upraw jest większy - nie używamy żadnej chemii. Mamy krowy, z ich odchodów robi się kompost i nim nawozimy pole. Ale bez chemii zboże ma mniejszą wydajność, to też podraża koszty. Podobnie jak ręczne plewienie, nie sypiemy przecież środków chwastobójczych. Jakąś część zjedzą szkodniki - trzeba się dzielić z przyrodą. Ze zboża produkujemy makarony razowe, mąki, kasze, otręby. Uprawiamy też warzywa: ziemniaki, buraki, marchew, pietruszkę oraz owoce: jabłka, truskawki ale w tym roku słabo z nimi - wszystko przez suszę. W mieście trudno kupić prawdziwie ekologiczne warzywa. Lepiej i taniej będzie pojechać prosto do rolnika, który je uprawia.

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Na zielonej ścieżce - ekologiczna kolacja misself 22.12.09, 16:43

    Autorki artykułu mylą trzy albo i cztery pojęcia o całkiem różnym znaczeniu:ekologiczny, organiczny, wegetariański, Fair Trade. Te pojęcia często sięwykluczają. Jedynym w zasadzie wspólnym »