Żarówkowy patrol

Aleksandra Kozłowska
01.12.2009 aktualizacja: 2009-12-01 10:30
A A A Drukuj
Żarówki Fot. Huber & Starke Image Source
Chyba popadam w lekką manię ale udaje mi się postawić na swoim. Ale nie jest łatwo, oj nie.
Poniedziałek, 30 listopada 2009

Pierwszy weekend na "zielonej ścieżce" za nami. W ramach dalszego oszczędzania energii wymieniłam dwie zwykłe żarówki na energooszczędne (reszta już do nich należała) oraz wyrobiłam w sobie - mam nadzieję, że trwały - nawyk gaszenia niepotrzebnych świateł (pozostaje jeszcze wyrobić go u nieco opornej rodziny).

W praktyce wygląda to tak, że stworzyłam jednoosobowe domowe służby porządkowe, ich zadaniem jest regularne patrolowanie otoczenia. Idę np. do kuchni - a tu pali się górne światło oraz lampka na stole, a co gorsza nikt z tej feerii świateł nie korzysta: dzieci urzędują w swoich pokojach, Pit przy komputerze, ja właśnie wróciłam z roweru. Gaszę więc zbędny light i przypominam rodzinie o niedawno wprowadzonych ekologicznych zasadach. Obchód trwa dalej - w tzw. schowku (nieduże ale niezwykle przydatne pomieszczonko za łazienką łączące w sobie funkcje garderoby, biblioteki i pokoju psa) też nie wiadomo dla kogo pali się światło. Ktoś nastawiał pranie i oczywiście zostawił przy okazji zapaloną (co z tego, że energooszczędną) żarówkę. Gniewnie mruczę i z mocą wciskam wyłącznik. Po drodze wstępuję do córki, której przypominam o wyciąganiu nieużywanej ładowarki z gniazdka, synalka zaś pytam, czy rzeczywiście potrzebuje trzech włączonych naraz małych lampek i jednej "górnej". Coś tam odmrukuje (wciąż jest trochę obrażony po tym jak wtargnęłam do łazienki, gdy się mył i stanowczo zażądałam zakręcania wody podczas mydlenia się, wystarczy że się pół godziny potem spłukuje), ale grzecznie gasi jedno światło.

Zastanawiając się czy przypadkiem nie popadam w manię, docieram do naszego pokoju, gdzie wyłączam zostawiony samemu sobie komputer oraz wciskam guzik telewizora (paliła się czerwona lampka, czyli sprzęt trwał w nie ekologicznym, energożrącym stanie czuwania). Po chwili słyszę wrzask męża, który odszedł od kompa "tylko po to żeby zrobić sobie kawę i nie życzy sobie wyłączania go bez konsultacji".

Po obchodzie w domu pomroczniało, żebyśmy więc nie czuli się jak w grobowcu zapalam kilka świeczek. Od razu lepiej - nastrojowo i romantycznie. Jest jeszcze jeden plus - przy świecach synek nie zauważa w zupie znienawidzonej cebuli i wszystko zjada do czysta.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów